24.7.14

Bananowo-malinowe konfitury i maść żyworódkowa o jaśminowym zapachu



Bananowe konfitury były już na blogu, dokładniej tutaj. Zaprawy, musy i dżemy nigdy nie usłyszą ode mnie DOŚĆ. Szczególnie, jeśli chodzi o życiodajne banany w asyście malin i czereśni (i jabłuszek też). Nie będę opisywać ponownie tego, jak zrobić takie konfitury. Powiem tylko, że zrobiłam je w nieco inny sposób. Otóż, banany zmiksowałam na zupełną papkę zanim dodałam je do rozgotowanego pół kilograma jabłek (na 2 kg bananów).






Ważniejsze, o czym chciałam Wam dzisiaj powiedzieć, jest maść żyworódkowa, w którą powinna być zaopatrzona nasza domowa apteczka. Zwlekałam z produkcją takiego kremu, ponieważ szkoda mi było mojej małej jeszcze żyworódki, ale coraz częściej pytaliście mnie, czy sama próbowałam cokolwiek z niej zrobić. Zagłębiłam się dokładniej we właściwości i dokonałam korzystnego dla mnie odkrycia, ponieważ taka żyworódkowa maść zwalcza opuchliznę po ukąszeniu owadów i regeneruje naskórek. Wiadomo, praca przy koniach = komary + jusznice deszczowe (zwane potocznie końskimi muchami ☺). Te podłużne owady robią na moich nogach piękne, kilkucentymetrowe opuchlizny, które szczególny urok przybierają na kolanach. Sok z żyworódki ma szereg innych zastosowań, m.in. pomaga w leczeniu trądziku, skutecznie zamyka pory, podobno jest dobry dla zmęczonych stóp (nie wiem, jak sprawdzę - potwierdzę lub nie). Dzisiejszej maści jednak nie polecam stosować na trądzik, ponieważ została ona zrobiona na bazie wazeliny i maceratu jaśminowego. 





Czego potrzebujemy, aby zrobić maść żyworódkową?
- sok z 2-3 liści żyworódki,
- łyżkę wazeliny kosmetycznej,
- 15 kropel maceratu jaśminowego (lub innego),
- pudełko do kremu,
- patyczek do mieszania (np. wykałaczka do szaszłyków),
- moździerz do starcia liści na sok.


Liście ścieramy w moździerzy. Dla ułatwienia wcześniej możemy je pokroić/rozedrzeć na mniejsze kawałki. Sok przelewamy do pojemniczka, dodajemy wazelinę i 15 kropel maceratu. Mieszamy dokładnie patyczkiem, aby wszystko się dobrze połączyło. Wymaga to chwili czasu, bo sok z żyworódki jest bardzo wodnisty i niechętny do połączenia z tłustą wazeliną. 

Macerat z jaśminu jest bardzo delikatny i także działa na podrażnienia skóry czy stany zapalne, podobnie jak żyworódka. Co więcej, pomaga on zwalczyć nieznośne uczucie pieczenia, przez które swędzi nas skóra. Nie mamy powodów do drapania się w miejscach ukąszenia, nie mamy więc też blizn po wakacjach. Jaśmin ma wiele więcej właściwości, ale w przypadku zastosowania go do maści na ugryzienia, te mają największe znaczenie. Macerat został zlany przeze mnie do ciemnej buteleczki z aplikatorem/dozownikiem, co pozwala na ekonomiczne korzystanie z olejku i pobieranie takiej ilości, która nie uczyni naszej skóry tłustą (w przypadku bezpośredniego nakładania).





Kremik używam często i wierzę w jego moc. Staram się być systematyczna i nakładam go na ukąszenia. Zastanawiam się nad innym wykorzystaniem żyworódki. Chciałabym sprawdzić jej pozytywny wpływ na redukowanie trądziku i już mam na to pomysł. Zrealizuję go w odpowiednim dla mnie momencie, dlatego bądźcie cierpliwi ☺


Wczoraj zebrałam coś pysznie dużego z ogrodu i zjem to dzisiaj na podwieczorek w autorskiej wersji.
Zapraszam na Facebooka 




_______________________________________________________________________
UWAGA (10.08.2014): Maść żyworódkowa okazała się cudownym lekiem na odciski na stopach. Po przejściu 5 km boso w radości i przyjemności z masażu, po spacerze nie mogłam założyć butów. Na noc posmarowałam obficie obolałe miejsca i założyłam skarpetki. Rano jak nowo narodzona! Można zrobić powtórkę z rozrywki :) 

6.7.14

Upcyklingowa szminka. Dawaj drugie życie!




Nie musicie nic mówić - wszystko wiem. Wiem, że macie w domu szminki, pomadki ochronne i błyszczyki, których nie używacie (może nawet nigdy ich nie użyłyście). Macie też na pewno cienie do powiek, które leżą nierozpakowane. Prezent? Wyprzedaż? Okazja? Nawet ja, która wydłubałaby sobie oko pędzelkiem i nie ma nic wspólnego z makijażem, miałam te rzeczy gdzieś w pudełeczkach. Jeden był tego plus - od wczoraj ich używam, ale pod nieco inną postacią. 




Aby zrobić swoją niepowtarzalną (Oczywiście, jak my same!) oraz wymarzoną (Dlaczego nikt jeszcze nie uszył takiej sukienki, którą sobie wymyśliłam?) szminkę potrzebujemy:
- starej szminki, której nie używamy (ochronnej lub kilku takich, których kolor nam nie odpowiada, a zmieszany mógłby dać pożądaną barwę), 
- wazelinę kosmetyczną (jeśli nie mamy starej szminki możemy użyć wazeliny, np. Ziaja),
- starego błyszczyku, którego nie używamy (nada kolor, możemy go zmieszać ze szminką, najlepiej nada się błyszczyk, który nakładamy na usta pędzelkiem lub palcami),
- cienie do powiek (jeśli nie mamy ani błyszczyku, ani szminki, który chcielibyśmy poświęcić lub po prostu cienie mają lepszy odcień),
- tubka do szminki (ja miałam nową, kupioną za 2,28 zł, ale może być też z odzysku - np. ta, z której weźmiemy szminkę do przetopienia),
- zapałki i świeczka (nad którą będziemy przetapiać wszystkie produkty na nową szminkę),
- opcjonalnie esencja zapachowa. 




Ja wybrałam starą pomadkę ochronną o kremowej barwie (chroniąca przed słońcem). Miała taką wadę, że dziwnie pachniała i dlatego jej nie używałam. Była więc w całej swej okazałości, ale ucięłam ją nożem w połowie i to był mój pierwszy produkt. Do niej dodałam czerwonego błyszczku z pudełeczka, którego zawartość mogłam swobodnie wybrać łyżeczką. Nie zależało mi jednak na kolorze, który będzie na ustach, tylko na miłym wyglądzie szminki. Używam mnóstwo kremów i kremików do pielęgnacji ust, zwłaszcza latem i zimą, dlatego musi cieszyć oko. Wkropiłam dodatkową jedną kropelkę esencji czekoladowej. Wszystko przetopiłam nad świeczką i gotowe (w przypadku wazeliny, roztapiamy wazelinę i błyszczyk/cień do powiek) . Płynną masę przelałam do tubki i włożyłam do lodówki na 5 minut, aby szminka zastygła. Gotowe. Teraz mogę jej używać (robię to nachalnie od wczoraj) i nie pachnie już nieprzyjemnie. Uzyskałam delikatny, różowy kolor i tak samo prezentuje się na ustach. Cel osiągnięty, efekt widoczny obok! ♥







Wczoraj zlałam do słoiczków macerat ze skrzypu polnego, o którym pisałam tutaj. Powinien odstać swoje przynajmniej przez miesiąc, ale kopyta Siwego nie mogły czekać, a olej bardzo już ściemniał. Uznałam, że na pewno przesiąknięty jest już krzemionką i potasem i możemy nakładać go na wyczyszczone kopyta. Mam nadzieję, że się sprawdzi. Mogę też powiedzieć Wam, że niedługo będę zlewać macerat z jaśminu i dzikiej róży. Obiecałam, że przyznam się, jeśli mi nie wyjdzie, więc mówię: jaśminowy cudownie pachnie majem i wystarczy kropla, by zapach utrzymywał się pół dnia. Niestety, z dzikiej róży nie pachnie nic. Prawdopodobnie róża, którą wybrałam była za mało aromatyczna. Idąc jednak za jaśminowym sukcesem planuję zebrać maciejkę, by zrobić komuś prezent - Ciociu Kasiu, przepraszam jak mi nie wyjdzie, ale postaram się złapać maciejkę w słoiczek ♥

Nadal przygotowuję się psychicznie do zrobienia domowego tofu i chyba poeksperymentuję bez żadnych kwasków cytrynowych i octów i zostawię mleko sojowe na jednej/dwa dni. Może zetnie się samo? Jakieś uwagi, propozycje? Czy ktoś może mi w tym pomóc?

Zapraszam na Facebooka i ponownie dziękuję za odzew! :)

4.7.14

Musujące kule do kąpieli DIY




Wczoraj wieczorem wzięłam się za coś, co planowałam od dawna - zrobienie musujących kul do kąpieli. Nie miałam specjalnych foremek, ale uratowały mnie silikonowe, różowe z wyprzedaży za 4,99 zł. Jak nie kupić? No jak? :)


Raz w życiu użyłam kupnej kuli do kąpieli i sprawiła mi wiele radości! Aromaterapia, nawilżenie całego ciała, odprężenie i radość z oglądania oczywistych reakcji musującej sody oczyszczonej w wodzie. Dobrze byłoby mieć takie kąpiele codziennie, ale nie za tą cenę, nie ze sztucznymi barwnikami i innymi nieznanego pochodzenia.


Co zrobić? Zrobić w domu!

Składniki konieczne:
- 8 łyżek sody oczyszczonej,
- 4 łyżki kwasku cytrynowego,
- 2 łyżki skrobi ziemniaczanej (ogólnie stosunek 4:2:1 - soda:kwasek:skrobia),
- 3 łyżki oliwy/oleju kokosowego/oliwki (np. Ziaja - nietestowane na zwierzętach).


Składniki dodatkowe:
- 1 łyżka soli Epsom - siarczan magnezu (np. ukoi nerwy, usunie obrzęki z nóg),
- 10 kropel esencji zapachowej (u mnie Tequila&Chocolate),
- 1 łyżeczka zmielonych goździków/cynamonu/innej ulubionej przyprawy,
- barwnik - u mnie naturalny sok z wiśni.



Przygotowanie:Mieszamy wszystkie suche składniki (razem z dodatkami), dodajemy oliwę lub oleje oraz esencję zapachową. Wszystko powinno mieć konsystencję mokrego piasku, który można uformować w dłoni. Jeśli chcemy zabarwić kule na konkretny kolor, musimy uważać - soda w zetknięciu z sokiem wiśniowym (u mnie) zaczyna musować. Należy wówczas jak najszybciej przygnieść dane miejsce łyżeczką, bo inaczej będzie problem i z naszych kul nici. Przygotowaną masę nakładamy do jakichkolwiek silikonowych foremek (np. do babeczek, lodów) i mocno dociskamy. Dociskanie jest ważne. Jeśli nie zrobimy tego porządnie kule po wyschnięciu mogą się kruszyć i rozpadać. Przygotowane kule zostawiamy do wyschnięcia na kilka godzin (ja zostawiłam na całą noc). I mamy radochę z kąpieli jak za czasów małych dzieci albo radochę w wersji podarunku dla drugiej osoby ♥



Moje kule (jedna z nich - goździkowa) prezentują się w filmiku powyżej. 

Działają! :)




Jestem zadowolona ze świadomego życia, ekologicznych wyborów i jedzenia dla życia, a nie życia dla jedzenia (chociaż to też poniekąd robię dogadzając sobie czekoladkami i serwując pełnowartościowe dania kilka razy w ciągu dnia...). Tego samego życzę Wam! Cieszę się, że ze mną jesteście, komentujecie i stajecie się coraz bardziej aktywni - dajecie motywację! ♥




Zapraszam na
Facebooka

3.7.14

Witariański (raw) tort z daktylami i awokado (bez cukru!)




DAKTYLE! To wszystko przez nie! To przez nie wyszedł taki pyszny kremowy spód do tortu :)
Lubię przepisy, które nie mają skomplikowanego składu i nie trzeba biegać po sklepach - dzisiejszy taki jest! Pyszny, syty i pewnie kaloryczny, ale ten kto biega się nie przejmuje! 






Czego nam potrzeba?
SPÓD
- 1 szklanka orzechów włoskich,
- pół szklanki pestek słonecznika,
- szklanka suszonych daktyli (niesiarkowanych/bio/eko).


KREM a`la NUTELLA 
(Ktoś mówił, że nie ma Nutelli w wersji wegan?)
- 3-4 banany,
- 1 dojrzałe! awokado,
- pół szklanki suszonych daktyli (niesiarkowanych/bio/eko)
- 2-3 łyżki kakao (prawdziwego, nie dla dzieci) lub karobu.

Co robimy? Wieczorem szklankę orzechów i pół szklanki pestek słonecznika zalewamy wodą i zostawiamy na całą noc. Jeśli nie macie czasu/chcecie zrobić ten tort teraz, natychmiast zalewacie je wrzącą wodą (tort nie jest już witariański). Pamiętajcie, aby orzechy i pestki przemyć pod bieżącą wodą po wymoczeniu ich. Przygotowujemy tortownicę lub coś, w czym planujemy tort zrobić oraz dwa pojemniki: jeden do zrobienia spodu, drugi do zrobienia kremu oraz blender. Jeśli znamy realne możliwości swojego blendera albo po prostu go kochamy (ja ja mój ♥) drobno siekamy orzechy włoskie, daktyle kroimy na mniejsze kawałki, a słonecznik zostawiamy jak jest. Wszystko wrzucamy do jednej miski i staramy się zrobić krem. Chwilę to potrwa, ale później idzie gładko i masa robi się lepka, smaczna i trochę karmelowa. Dajmy od czasu do czasu odpocząć blenderowi. Tortownicę wykładamy tym "ciastem" i wkładamy do lodówki, by się schłodziło i dopóki nie przygotujemy kremu. Obrane banany i awokado z kako/karobem blenderujemy na kremową masę, na koniec dorzucamy drobno pokrojone daktyle i ponownie blenderujemy. Krem nakładamy na spód i umieszczamy w lodówce. Możemy wykorzystać swoją kreatywność i na górę tortu położyć cokolwiek, na co macie ochotę! Nie zapominamy dokładnie wylizać łyżek, misek i blendera. Nic z wegańskiej/witariańskiej nutelli nie może się zmarnować ♥


Tak pięknie prezentowało się ciasto. Zostało zjedzone z prędkością światła. Ogólnie - zaleca się schłodzić przed podaniem, nic się nie rozlatuje podczas krojenia. 
W następnym poście przewiduję pokazać Wam nowy przepis na domowy kosmetyk oraz inne wykorzystanie kombuczy :)
Komuś grzybka?



Zapraszam na Facebooka