28.8.14

Kosmetyczka z materiałowych resztek

Przyznam się - noszę szminkę i waciki w foliowej reklamówce w torebce! Tak, to straszne. Dlatego wczoraj chciałam uszyć sobie coś, tzn. cudowny woreczek-kosmetyczkę, do którego włożyłabym moje minimum makijażu (potrafię tylko pomalować usta). Przygotowałam maszynę, wyprasowałam materiały i... zobaczcie sami:


Przód - z kokardką.

Detal - kokardka przewiązana resztką różowej koronki.


Kosmetyczka - wygląd z tyłu.

Kosmetyczka - wygląd z boku. Tak samo wygląda z drugiej strony. Także spód z wierzchu jest wykonany z tego samego materiału w paski.

Detal - różowa podszewka w środku.

Kosmetyczka - widok z lotu ptaka. Sznureczki do zawiązania jej na górze w kokardkę. Wygląda prześlicznie!

Detal - kieszonka z materiału w paski. Z przeznaczeniem na waciki.

Detal - kieszonka w kropki (pozostałości materiału po spódniczce) na pomadki i szminki. Wszyta między ściany podszewki.

Tak wygląda moja nowa i pierwsza kosmetyczka :)
Od jutra przyjmuje zamówienia! Dziś wieczorem szyję następną. Chcecie tutorial? :)

Zapraszam na Facebooka ♥

25.8.14

Uniwersalna maseczka żyworódkowa





Żyworódkowa maseczka
jest jednym z moich autorskich przepisów na kosmetyki, które sama z satysfakcją używam. Białą glinkę australijską (typ: kaolin) kupiłam rok temu i była ona składnikiem domowej pasty do zębów. Obecnie często gości w różnego typu maseczkach (sama bez dodatków też jest zresztą dobrą maską). Dzisiaj przedstawię wersję z żyworódkowym sokiem. Polecam na: twarz oraz stopy.




Dlaczego biała glinka australijska w asyście żyworódki? 
Po pierwsze - jest uniwersalna i delikatna. Polecana dla skóry wrażliwej, ale mogą stosować ją też osoby mające skórą tłustą lub suchą. Po drugie - podobnie jak żyworódka pomaga w zwalczeniu, a także wyleczeniu trądziku, ponieważ zwiera dużo cynku i krzemu. Co więcej? Oczyszczają skórę naszego ciała z toksyn. Maseczka z glinki i żyworódki jest idealna na twarz ze względu na skuteczną redukcję stanów zapalnych, na stopy - ze względu na to, że redukuje ich zmęczenie (poza maską kocham hydromasaż stóp z sokiem z żyworódki!) i redukuje przykry zapach. Ale - oczywiście, że możemy używać jej także na inne części ciała :)

Czego potrzebujemy?
- moździerz,
- drewniany patyczek do mieszania,
- 1 łyżeczkę białej glinki australijskiej,
- sok z jednego liścia żyworódki,
- szczypta ekologicznej sody oczyszczonej,
- napar z płatków chabra bławatka (dolewamy go taką ilość, aby uzyskać odpowiednią konsystencję),
- pudełeczko, w którym przygotujemy maseczkę i ewentualnie przechowamy ją przez kilka dni. 



Liść żyworódki miażdżymy w moździerzy. Przelewamy do pojemniczka. Dodajemy glinkę i szczyptę sody. Mieszamy drewnianym patyczkiem (ponieważ sok z żyworódki nie lubi metalu) i dolewamy napar z bławatka, aż składniki staną się maseczkową papką o prawdziwie przyjemnym zapachu :)








Macie jeszcze chwilę czasu, aby zrobić sobie domowe SPA! Zapomniałabym dodać, że 50g kaolinu dostaniecie w internecie za ok. 3 zł, w stacjonarnych drogeriach pewnie podobnie. Warto zainwestować w glinkę (udowodnię w następnych postach), podobnie jak i w sodę oczyszczoną. Miłego relaksu, Kochani! 

Zapraszam na Facebooka ♥

21.8.14

Imbir - walka z pierwszymi przeziębieniami

Odkąd w zeszłym roku podczas podróży do Australii zachorowałam, zarażając się czymś w samolocie, moja odporność spadła do zera w porównaniu z tym, co było kiedyś. Antybiotyki, tony chusteczek, tabletki na gardło i inne - ciągłe czytanie składu, szukanie żelatyny na ulotce, googlowanie dziwnych nazw... Jest na to sposób! Obronić się przed tym, zanim będzie za późno. 

Od Woodstocku żyję sobie z bolącym gardłem. Przechodzi samo. Chyba, że podczas biegania spotka Cię gradobicie. Chyba, że wychodzisz prosto spod prysznica i włosy nie zdążą wyschnąć. Ale nie używasz suszarki, bo trzeba ją poszukać, podłączyć (tak, to o mnie)... poza tym niszczy włosy.

Zdjęcie zostało zrobione na tle Gazety Pomorskiej i artykułu "Jestem weganką. Ale nie głoduję"


Żeby więc nie dopuścić do koniecznej wizyty u lekarza i zapobiec rozwinięciu się choróbska (co za tym idzie - połykaniu samej chemii, która raz na sto razy okazuje się być skuteczna) pijam sobie herbatę imbirową. Pierwszy raz posmakowałam jej na WegeGotowaniu w MDK nr 4 w Bydgoszczy i myślałam, że wypali mi gardło. Bez obaw, pewnie poczujecie to samo. Teraz się nią delektuję, kocham i uwielbiam. Robię najostrzejszą. Warunek: tylko na gorąco, dlatego robimy małe porcje! 

Potrzebujemy: 
- 500 ml wody,
- 3-4 cm korzenia imbiru,
- 2 plasterki cytryny (obrane ze skórki),
- 2 łyżki cukru brązowego,
- opcjonalnie: kardamon, goździki. 

Wodę doprowadzamy do wrzenia, wrzucamy obrany ze skórki i pokrojony w kostkę (lub starty na dużych oczkach) imbir. Gotujemy 10 minut, dokładamy cytrynę i słodzimy, dalej gotujemy 5 minut. Ridi :) Można wypić wszystko!




Imbir ma naprawdę wiele właściwości i zastosowań. Poza pomocą w przeziębieniach, pomaga też przy odchudzaniu. Korzeń imbiru (bardzo istotne dla mnie) poprawia krążenie krwi. Rozpala ciało od środka, co jest cudownym uczuciem po całym dniu spędzonym poza domem w zimie. Ja działam nim także od zewnątrz, zalewając skórki (dlatego ich nie wyrzucamy!) wrzątkiem. Taki napar dolewam do hydromasażu stóp. Możecie też po prostu wymoczyć nogi (lub dłonie) w misce z ciepłą wodą i imbirem. Polecam kolejny domowy kosmetyk. Imbir walczy też z cellulitem, gdyby ktoś był zainteresowany :)

W sklepie zauważyłam, że niektóre imbirki mają kiełki, jakby chciały urosnąć. Co zrobiłam? Kupiłam, wsadzam w doniczkę i na okno. Cóż z tego będzie? 

Zapraszam na Facebooka oraz zachęcam do przeczytania wywiadu ze mną tutaj :) 

11.8.14

RAWFOOD: mąka i olej z orzecha włoskiego


Historia zeszłorocznych orzechów jest taka - prawie cały rok zapakowane były w wielkie worki i wolę nie myśleć, gdzie jeszcze są. Od czasu do czasu rozłupywałam ich tyle, aby starczyło na mleko, czasami potrzebowałam coś do ciastek, czasami do innych wypieków. Mama raz usiadła i za jednym razem zrobiła porządek ze wszystkimi. W efekcie mamy stół zastawiony pojemniczkami z orzechami włoskimi. Czas coś zrobić, bo niedługo będą świeże!



Dalsze przygody orzechów są takie, że wpadły do Omega Juicer (wyciskarka do soków i warzyw) i dały olej oraz mączkę orzechową. Swoją drogą - nie wiedziałam, że taka mąka jest w ogóle w sprzedaży. W pierwszym momencie orzechowe resztki miały trafić na kompost, ale planuję w najbliższym czasie zrobić coś, do czego idealnie się nada! Taki dodatek do ciast i wypieków (albo jako główny składnik) jest bezglutenowy, co szczególnie może ucieszyć niektóre osoby. Mnie ucieszył natomiast fakt, że w sklepie 250 g mąki z orzechów włoskich kosztuje 15 zł. Moja mąka powstała po oddzieleniu oleju od orzechów i jest prawie sucha. W domowych warunkach, nie posiadając Omega Juicer, możecie zmielić orzechy w młynku lub blenderze kielichowym (wówczas nie oddziela się sam olej i być może w przypadku sklepowych mąk jest tak samo). Moja mąka jest produktem ubocznym, a olej z orzecha włoskiego ma cudowny, słodkawy smak oraz mnóstwo wartości odżywczych. Z prędkością zjadania 1 słoiczka na dzień, szczególnie w asyście awokado (na słono) albo banana (na słodko) mam nadzieję, że przybędzie mi trochę kilogramów. Coś podczas biegania spalam na pewno, a wolę nie zmieniać swojej wagi w innym kierunku niż przytycie! Na pewno usłyszę "O Boże, Ty od tego weg(etari)anizmu umrzesz! Ciebie już w ogóle nie ma!" 



W ogóle myślałam o tym, żeby zrobić kiedyś post z moimi ulubionymi rozmowami nt. jedzenia, które kiedykolwiek odbyłam. Były one jednak tak specyficzne, że rozmówcy by się rozpoznali. Moim faworytem jednak muszę się podzielić, no muszę (chociaż chyba wszystkim już to mówiłam )
Uwaga (słowa kierowane do mnie): "Ale Iza, ja wiem, dlaczego Ty jesz tyle czekolady! Ty tą czekoladą zastępujesz mięso. Coś zamiast niego jeść musisz. I taka jesteś blada i chuda." Powiedziała koleżanka z lekką nadwagą podczas zimy w pełni (co do opalenizny ☺). A skoro już jesteśmy przy radosnym temacie, to popatrzcie na zdjęcie obok. "Mamo, nie ma nic do jedzenia!" W tyłkach się tym weg(etari)anom od sezonu owocowo-warzywnego poprzewracało! Mi także, bo mając to wszystko pod nosem, chciałam zrobić rybę po grecku (bez ryby oczywiście!). Takie zachcianki! Na tym stole w ogóle NIE ma: jabłek, mango, awokado, marchewek, buraczków, śliwek, pomidorków, nektarynek, koperku, pora, selera, pietruszki, orzechów, gruszek... 




Zapraszam na Facebooka ♥

9.8.14

Owsiane mydełko DIY




Do zrobienia mydełka miałam zabrać się już dawno, ale nie miałam wszystkich potrzebnych składników. Pomyślałam jednak, że dam drugie życie mydełku, które zostało kupione rok temu i leżało sobie w szafie czekając na okazję. Poza tym Mama na wiosnę rozrzuciła nasiona owsa po działce, dlatego teraz cieszymy się ziarenkami, które nie widziały żadnych chwastobójczych oprysków ani w ogóle nie miały styczności z chemią. Co ma owies do mydła? Wiele kosmetyków do cery trądzikowej zawiera wyciąg z tego zboża w swoim składzie. Co więcej? Takie mydełko jest oczyszczające (jak peeling) i zmiękczające skórę. Łagodzi wszelkie podrażnienia, ponieważ ziarna owsa mają właściwości przeciwbakteryjne. Cóż, dotychczas używałam tylko otrębów owsianych, ale człowiek uczy się całe życie! 





Potrzebujemy:
- 2 łyżki ziaren owsa,
- pół kostki szarego mydła (może być oczywiście inne),
- kilka kropel esencji zapachowej (Tequila & Chocolate ),
- 1 łyżka oleju kokosowego nierafinowanego (lub innego oleju, oliwki z oliwek, oliwki kosmetycznej).



Robimy: mydło trzemy na tarce, dodajemy olej kokosowy, ziarna owsa i esencję zapachową. Zanurzamy w kąpieli wodnej (tj. pudełko z surowcami na mydło umieszczamy w misce zalanej gorącą wodą - na zdjęciu), aby składniki się rozpuściły. Gdy masa stanie się gładka przelewamy ją do plastikowego pojemniczka, np. po jogurcie (na pożądaną wysokość). Ja postawiłam na uformowanie owsianych kulek ♥



Myślę, jak jeszcze inaczej wykorzystać owies w celach kosmetycznych. Do spożywczych wiem, ale za dużo mozolnej pracy z ręcznym oczyszczaniem ziarenek. Mam jeszcze miskę mirabelek i nie wiem, co z nich zrobić? P.S. Zaglądajcie w zakładkę barter (wymiana). Jeśli lubujecie się w roślinkach na pewno znajdziecie tam coś dla siebie! :)

Zapraszam na Facebooka, tam będziecie mogli zobaczyć mojego storczyka ♥

7.8.14

Ogórki na 4 sposoby

Ostatnio wciąż poszukuję nowych smaków. Słodko-kwaśne, lekko ostre, z goryczką... Wynikiem były ostatnie ciastka koperkowe, które okazały się sukcesem. (Dzisiaj robię je po raz drugi, ale w nieco zmodyfikowanej wersji.) Sezon ogórkowy w pełni. ♥ Mam jeszcze kilka pomysłów poza tymi, które zaprezentuje dzisiaj. Marzy mi się jakaś stara książka z przepisami, jakaś Wróżka, Czarownica albo po prostu Starsza Pani, która opowie i zdradzi tajemnicę Polskiej kuchni...



Wszystkie porcje podane w przepisach są minimalne (pozwalały zapełnić dwa litrowe słoiki i jeden mały, w zależności od ilości warzyw w środku), ale jeśli jesteście pewni, że Wam zasmakują, proponuję podwoić proporcję. U mnie wszystko po trochu, ze względu na to, że mam ograniczoną ilość ogórków, a nigdy nie smakowałam ich w musztardzie, z trawą czy w słodko-kwaśnej zalewie. Wczoraj zrobione w curry właśnie zjadam, pisząc post ♥ Rewelacja! Tylko jak przeżyć zimę, kiedy wszystko się je od razu...


OGÓRKI CURRY
- 500 ml wody,
- niepełna szklanka octu,

- 1 łyżka soli morskiej,
- 2 łyżki curry,

- 1 szklanka cukru,
- 1 duża cebula (do rozłożenia po równo w każdym słoiczku),
- ogórki pokrojone w paski lub kostkę (np. gotowe do sałatki ♥)

Wodę z octem, curry, solą i cukrem doprowadzamy do wrzenia. 
Zalewamy nią przygotowane wcześniej
słoiczki (zapełnione) i pasteryzujemy ok. 20 
minut.



OGÓRKI W ZALEWIE MUSZTARDOWEJ
- 500 ml wody,
- pół szklanki octu,
- 3 łyżki musztardy (ja użyłam stołowej, bo jest łagodna, ale z powodzeniem można wykorzystać sarepską),
- niecała szklanka cukru,
- 1,5 łyżki soli morskiej,
- gorczyca, ziele angielskie, pieprz, koper, korzeń chrzanu (wkładane do słoiczka razem z ogórkami i marchewką),
- ogórki oraz marchewka w proporcjach 3:1 pokrojone w plasterki


Ogórki układać do 3/4 wysokości i na to ułożyć marchewkę. Dodać po kilka ziaren ziela, gorczycy, pieprzu oraz po 2 baldachimy kopru i ok. 3 cm korzeń chrzanu. Zagotować wodę z octem, solą, cukrem i musztardą. Zalewamy nią przygotowane wcześniej słoiczki (zapełnione ogórkami) i pasteryzujemy ok. 20 minut.




OGÓRKI SŁODKO-KWAŚNE
- 400 ml wody,
- 100 ml octu jabłkowego,
- 1 łyżka gorczycy,
- 4-7 goździków,
- 1 łyżka nasion kopru,
- 1,5 łyżki soli morskiej,
- 1 szklanka cukru,
- ogórki (plastry), papryka czerwona (kostka), cebula (piórka) - do przekładania warstwami


Warzywa przekładamy warstwami z przewagą ogórków. Gotujemy wodę z octem, gorczycą, goździkami, nasionami kopru, solą i cukrem. Gotowe słoiczki zalewamy i pasteryzujemy ok. 20 minut.




OGÓRKI Z TRAWĄ ŻUBRÓWKĄ
(na jeden słoik; na przepis natknęłam się ok. tygodnia temu w otchłani internetu i został zmodyfikowany do składników, które zapamiętałam)

- kilka ogórków,
- 2-3 cm korzeń chrzanu,
- 1 liść chrzanu,
- 1 baldachim kopru,
- 2-3 ząbki czosnku,
- 1 szklanka wody,
- pół łyżki soli morskiej,
- źdźbła trawy żubrówki,
- kilka ziaren gorczycy i ziela angielskiego.


Na spodzie słoika układamy liść chrzanu i koper. Wkładamy ogórki, dodajemy korzeń chrzanu, gorczycę, czosnek i trawę. Sól rozpuszczamy w szklance wody i takim roztworem zalewamy ogórki. Zakręcamy dobrze słoik pozostawiając go np. na parapecie. Gotowe za kilka dni :)
Poniżej zdjęcie trawy żubrówki, gdyby ktoś miał wątpliwości.


Gotowanie w domu sprawia mi o tyle dużo radości, o ile wiem, co spożywam! Zachęcam Was do przygotowywania przetworów, zapraw, samodzielnego robienia słodyczy. Chronimy swój organizm przed różnego typu dodatkami i wzmacniaczami smaku - dajmy mu chociaż tyle. Bez cukru i soli czasami się nie obędzie, ale robimy co możemy! Grunt, to świadomość, Ludzie ♥

Zapraszam na Facebooka ♥
P.S. Ogórki w curry najwspanialsze pod słońcem!

6.8.14

Koperkowo-daktylowe ciastka


Paradoksalnie... Im bardziej brnę w zdrową, ekologiczną żywność, w świadome życie, w inną literaturę, w czas spędzany przy zwierzętach, na pomocy innym, ale też dla siebie (na przykład biegając i poświęcając też czas swojemu ciału, nie tylko duszy), tym bardziej widzę, że CZŁOWIEK MA RAJ NA ZIEMI. Moje kubki smakowe szaleją z rozkoszy, ja uczę się nowych przepisów, zbieram nasiona, poznaję nowych ludzi, mam możliwości i... piekę ciastka. Jakie? Najpyszniejsze na świecie. 


Nie wpadłam wcześniej niż wczoraj na to, żeby pozbierać nasiona kopru i po prostu je zjadać. Przywiozłam dwa kwiatostany i oba wykruszyłam na kanapki. Dosypywałam, dosypywałam i... dosypywałam. Spróbujcie. Cudowny smak. Poza kanapkami, nasiona wsypałam też do torebeczki i wykorzystałam je w porannych wypiekach. 



Powstały ciastka o oryginalnym smaku i jestem nimi zachwycona. Będą u mnie non-stop, w razie chęci na słodkości. Do ich wykonania nie potrzeba nic nadzwyczajnego. I możecie być kreatywni i sypnąć dodatkowo w ciasto czymkolwiek chcecie!

Składniki:
- 2 szklanki mąki,
- 2 płaskie łyżeczki sody oczyszczonej ekologicznej,
- 1/2 łyżeczki soli,
- 3-4 łyżki cukru (w zależności od upodobań),
- 1/2 szklanki oleju,
- garść daktyli suszonych (niesiarkowanych),
- 1 banan,
- 2 duże jabłka (lub kilka małych),
- 2 łyżki nasion kopru,
- 3 łyżki nasion sezamu,
- garść pestek słonecznika.


Lista wydaje się być długa, ale przygotowanie banalne i naprawdę krótkie. Można zrobić je wieczorem i wziąć na drugi dzień do pracy/szkoły. Więc: w jeden misce mieszamy mąkę, sodę, sól, cukier, koper, sezam i słonecznik, w drugiej olej, pokrojonego banana, jabłka i daktyle. Zawartość drugiej miski traktujemy blenderem na gładką masę i przelewamy do suchych, wymieszanych wcześniej składników. Wszystko razem powinno stworzyć lekko lepiącą się, ale zwartą kulę. Teraz możemy formować mniejsze kuleczki (wielkości orzecha włoskiego) i lekko je spłaszczać. Układamy na blasze i pieczemy ok. 15 minut w 180 stopniach C. 


Dostałam od Babci przerośnięte ogórki i powstało z nich coś zabójczo pysznego, jak ciacha (okej, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego wszystko, co ugotuję, tak bardzo mi smakuje). I jabłuszka też mam, ale one chyba po prostu wpadną do sokownika :) 

P.S. Wspaniała wiadomość! Storczyk z domowej uprawy zakwitnie! Najbrzydszy z wszystkich jakie miałam, z jednym (ledwo żyjącym) liściem i mający zaledwie 10 cm. Ma dopiero pół roku, a taki hojny ♥

Zapraszam na Facebooka ♥