6.9.14

Rodzicielstwo Bliskości: RB w moim domu #1

Jak wychowano mnie zgodnie z RB bez czytania książek i trzymania się sztywnych zasad, czyli wspomnienia dziewiętnastolatki z prawdziwego dzieciństwa

Zanim zdecyduję się zdradzić Wam najmniejsze szczegóły z życia mojego i mojej Rodziny, proszę o nie wyciąganie pochopnych wniosków. Proszę także o to, by nie oceniać rodzicielstwa bliskości zrealizowanego przez moją Mamę, ponieważ przeczytają Państwo tutaj milionową część (w której świadomie nie wspomniano o niektórych sprawach z przyczyn prywatnych) z 19 lat wychowywania dziecka oraz prowadzeniu go ku dorosłości. Celem opublikowania tego teksu jest wsparcie innych Rodziców, Matek, Ojców, Dziadków oraz Wszystkich, którzy mają do czynienia z dziećmi. RB to najpiękniejsze, co można zrobić dla swoich pociech (przekonałam się na własnej skórze), pokazać im świat z innej perspektywy i pozwolić prawdziwie żyć. Chciałabym także dotrzeć do jak największej ilości czytających Rodziców oraz do wszystkich tych osób, których dziecko jest w drodze lub w najbliższym czasie planują powiększyć rodzinę. Na RB nigdy nie jest za późno, bo nie chodzi w nim tylko o karmienie piersią. RB nie powinno mieć sztywnych granic i żadnych reguł, a dzieci wychowane zgodnie z RB wcale nie są potworami (spójrzcie tylko na mnie!). Dodam jeszcze, że długo zastanawiałam się nad tym wpisem, bo jest bardzo intymny, wkracza w życie prywatne. Ale jest bardzo szczęśliwy i tym szczęściem chciałabym się z Wami podzielić.

Jako posiadaczka starego konia wiem, że brudny koń to koń szczęśliwy. Ale powiedzenie to odnosi się też do dzieci. Wszystkie kochają błotko, piasek i wodę pod każdą postacią. W kałuże najlepiej wchodzi się na boso, a podczas deszczu mówi „NIE, MAMO, NIE ZAŁOŻĘ KAPTURA”. Chcę być mokra. Nie, nie chcę parasolki. Tak – zawsze mi na to pozwalano. Co za szczęście! Ile radości! Zostawianie butów w samochodzie, przyczepianie sandałów do wózka młodszej siostry – pamiętam to jak dziś! Cóż. Może pamiętam, bo robię to do teraz. Do teraz chodzę na boso, kiedy tylko mam na to ochotę. Mokro czy sucho, po trawie czy piachu – nogi czarne jak węgiel (kto próbował ten wie). Trzeba umyć. Ale trzeba jakoś dojść do łazienki. Brudnymi stopami po korytarzu razem z brudnym od błota psem (który jest z nami od 9 lat). Piasek, wszędzie piasek, ale Mama od zawsze powtarzała „Dom to nie muzeum”. Dla Niej dzieci nigdy nie bałaganiły zabawą. Porozwalane zabawki czy błoto – i tak trzeba posprzątać. Pozwalała nam na naprawdę dużo – a piasek z korytarza zawsze zamiatała. To tylko kilka machnięć miotłą i szczęśliwe dzieci. Tak to wygląda. Kiedy byłyśmy młodsze, robiła to za nas. Teraz na pewno wie, że jeśli będzie chora, nie będzie jej w domu lub po prostu nie będzie miała ochoty – posprzątamy dom za nią. Nieważne czy to odkurzanie, pranie czy zrobienie obiadu. Czasami ona ma dzień pełen werwy, czasami ja, czasami siostra. Nic w tym dziwnego, bo jesteśmy tylko ludźmi. Ale proszę mi wierzyć – że dopiero odkąd poszłam do liceum zaczęłam sama robić herbatę, bo bałam się włączania kuchenki gazowej. Czy Mama mnie zmuszała? Nigdy. Teraz (i do końca życia) może liczyć na herbatę ode mnie.

Od kuchni – od kuchni wyglądało to tak, że często gotowałyśmy razem z Mamą. Najczęściej robiłyśmy sałatki i ciastka. Ciastka – od tych milimetrowych (np. ledwo widoczne kuleczki) po tych ogromnych ciachach, które zagłuszały wszystkie inne w piekarniku rosnąc na monstrum. Dzieci w mące, podłoga w mące, wszystko w mące. Ale… To tylko mąka. Ściereczka, gąbeczka i po sprawie. Robienie ciastek i sałatek szczególnie raduje mnie teraz, kiedy coraz częściej bywam świadkiem, gdzie rodzice starają się zaangażować swoje dzieci w codzienne sprawy. Dzieci z radością wycinają z ciasta kwiatuszki, pieski, koniki (i nic nie przypomina tego, czym miało być – nie oszukujmy się), ale dorosły na to: ten kawałek jest za duży, nie upiecze się, ten jest za mały, przypali się, ten za cienki, ten za gruby. Dlaczego nie mogą być takie, jaka wizja Twojego szkraba? Bo nie są równe? Bo niekorzystnie się prezentują? Bo nie są takie, jakich wymaga dorosły? Dziecku się odechciewa, bo zasiada do stołu i próbuje wykazać się pomysłem, kreatywnością, ale rodzica poza kształtem interesuje także porządek. „Tylko nie zrób bałaganu”. 

Moje wnioski? Dzięki, Mamo, za pozwolenie na brzydkie ciastka i nierówno pokrojone marchewki do sałatek na święta. Dzięki, Mamo, że mogłam zrobić Ci bałagan w kuchni kiedyś, bo teraz jedyne pomieszczenie jakie lubię sprzątać, to kuchnia. W ogóle kocham kuchnię, bo kocham gotować. Kocham jeść i do każdego posiłku dodawać wszystkim kaloryczne bomby w postaci smoothies, babeczek i innych warzywnych sałatek (z awokado oczywiście!). Dzięki, Mamo, że mogłam z Tobą gotować i dobrze się bawić w towarzystwie całej rodziny. Dzięki, Mamo, że nie musiałam za Tobą dreptać i mówić „Nudzi mi się”. Dzięki, Mamo, że kiedy jedna tak zrobiłam, zabierałaś nas na spacer do lasu albo pakowałaś w samochód i jechałaś na wycieczkę. Dzięki, Mamo, że kiedy byłam w szóstej klasie podstawówki pozwoliłaś dokonać mi samej bardzo dorosłego wyboru, o którym napiszę już innym razem. Albo zupełnie na końcu, bo jest on dla mnie szczególnie ważny.

P.S. Brudne dziecko pozostało ze mnie do teraz – mały skutek uczony RB J Dwa lata temu podczas ulewy (a raczej po niej) z ogromną miłością wchodziłam w trampkach w najgłębsze kałuże świata, ostatnio lepiłam z pseudogliny po rozbiórce starego domu, a na Woodstocku z ogromną przyjemnością gubiłam japonki z premedytacją wchodząc w największe i najbardziej klejące się błotko…

Postanawiam publikować posty o RB w częściach: w każdą sobotę o godzinie 19 [koniec serii]. Drodzy Rodzice, macie jakieś pytania? Chcecie wiedzieć czy spałam z Mamą w łóżku i jak długo? Czy wyjeżdżałam sama na wakacje (podpowiem: nie, bo ryczałam wniebogłosy aż do gimnazjum i umierałam z tęsknoty na każdej wycieczce, która trwała ponad 24h)? Czy jadłam co chciałam czy byłam zmuszana do jedzenia obiadów? Czym się bawiłam? Oglądałam bajki? Liczę na pytania, bo łatwiej będzie mi zebrać wszelkie przemyślenia. Osobiście chciałabym napisać jeszcze o kilku konkretnych sprawach, ale prawdopodobnie jest jeszcze coś, na co sama bym nie wpadła.

RODZICE RODZICIELSTWA BLISKOŚCI! 
Chcę, abyście wiedzieli, że prędzej czy później usłyszycie od swoich dzieci DZIĘKUJĘ, MAMO, DZIĘKUJĘ, TATO. Piszę to dla Was, bo wiem, że miewacie wrzuty sumienia, wątpicie i często nie otrzymujecie wsparcia, ale uwierzcie – zasłużyliście na nagrodę już teraz. Mam dopiero 19 lat, ale uważam, że wiele dotychczas osiągnęłam. Wydałam książkę, dokonałam wyboru weganizmu, odnalazłam swoje pasje (po wielu latach poszukiwań – ponownie dziękuję Mamie, ale na to poświęcę osobny wpis) i jestem szczęśliwa. Nie jestem potworem wychowanym w RB, mam znajomych, kocham zwierzęta, niosę pomocną dłoń tam, gdzie jej potrzeba. (Nie chwalę się – po prostu chcę pokazać, że RB nie zrobiło ze mnie wiecznie obrażonej księżniczki ani aspołecznego trola.)

DZIĘKUJĘ! Za to, że mogłam o tym napisać i proszę o wysyłanie tego (oraz kilku następnych) wpisu tym, którzy wątpią lub tym, którzy nie wierzą! Kto może – niech udostępni gdziekolwiek. Każdy Rodzic powinien wiedzieć o RB (a dobrze wiemy, że niektórzy są wielce zdziwieni) i znać jego piękne konsekwencje!

Mama zatwierdza post: czyta i płacze. 

46 komentarzy :

  1. Dziękuję Ci za ten wpis. Tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że takie podejście do dzieci jest tym, czym chcę dla mojego dziecka. Żeby doświadczało życia, swoich wyborów i ich konsekwencji.
    Zapraszam na porozumienie bez przemocy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja dziękuję za miłe słowa! I zapraszam w sobotę, na kolejny wpis :)
      Stronę NVC przejrzę dokładnie wieczorem, na spokojnie :) Bardzo zaczęłam się interesować tym tematem!

      Usuń
  2. A teraz pytania:
    1. Czy rodzice Ci odmawiali, zakazywali itp. jakichś rzeczy? I jeśli tak, to rozmawiali z Tobą o tym, o uczuciach? I jak patrzysz na to z perspektywy czasu?
    2. Co wspominasz najmilej?
    3. Jest coś, co ci się nie podobało i z czym się nie zgadzasz w podejściu do Ciebie Twojej mamy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się odpowiedzieć na te pytania w następnym poście. Zostanie on opublikowany w sobotę o godzinie 19. :)

      Usuń
  3. wow, Izuu ależ mnie wzruszył ten post, to takie piękne! Chętnie dowiem się więcej o RB( konkretnych pytań nie mam, ale wierzę że Twoje posty pięknie naświetlą mi temat albo dadzą podstawy do tego żeby pytania znaleźć), tym bardziej, że wcześniej o tym terminie nie słyszałam, mimo tego że jestem absolwentką pedagogiki i miałam yyyy 3 przedmioty dotyczące samego procesu wychowania. Myślę sobie, ze RB to dobry(ba, idealny!) sposób na budowanie relacji z dzieckiem i zdecydowanie chciałabym w przyszłości iść tą drogą <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mel, dziękuję! Postaram się podsyłać Ci wszelkie artykuły na ten temat, które sama już gdzieś czytałam i są w otchłani moich ulubionych zakładek w komputerze :) Przy okazji zrobię porządek!
      Poza tym polecam wchodzić na www.dziecisawazne.pl (czasami jest coś RB, czasami czytam coś z ciekawości, a czasami mają niezłe przepisy!), to taka moja codzienna gazeta :)

      Usuń
  4. Wspaniale ze masz ze masz takie cudowne wspomnienia z dzieciństwa Jestem zaskoczona Twoja dojrzaloscia :-) w dodatku chcesz wspierać innych dzieląc sie swoimi doświadczeniami z innymi. Niebywałe

    OdpowiedzUsuń
  5. No I jak tu nie napisac komentarza?
    Skoro to ja zjadalam ta saladke! Takie wielkie kawalki a ja wtedy OCD mialam :-D
    Post wspanialy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoja mama jest niezwykłą osobą!! Dobrze, że postanowiłaś spisać Wasze wspólne doświadczenia!! Mam nadzieję, że kiedyś choć w małym stopniu zbliżę się do jej sposoby wychowania, zbliżę się do RB. Ucałuj swoją mamę ode mnie proszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzymy powodzenia! :)
      Mama ucałowana i bardzo dziękujemy!

      Usuń
  7. Najpierw przeczytałam drugi post, ale to chyba wiele nie zmienia. Powiem tylko, że się wzruszyłam i popłakałam. Troszkę Ci zazdroszczę takiej Mamy (oczywiście tak w pozytywnym sensie), bo choć bardzo kocham swoich rodziców, to nie wspominam dzieciństwa za dobrze i z rodzicami bym długo nie wytrzymała. Ponadto za wiele im nie podziękuję. Pisz dalej, bo to wspaniałe. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Ci za ten post! Ty i Twoja mama, jesteście dla mnie inspiracją do dalszej pracy nad byciem uważnym, akceptującym rodzicem, kochającym bezwarunkowo. Moje pytania: interesuje mnie aspekt Twojej relacji z siostrą, konflikty, zazdrość (np. o uwagę, miłość mamy) i metody rozwiązywania sporów, reakcja mamy na Wasze konflikty, frustracje oraz jak Wy same starałyście sobie radzić z konfliktami, trudnymi emocjami. Dwa: stawianie granic w Waszych relacjach.
    Czekam na kolejny wpis i pozdrawiam ciepło
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  9. Ładnie napisane. Ty masz 19 lat, ja 41. Czuję się tak jak gdybym czytała tekst o sobie. Tak byłam wychowywana. Ciepło i po ludzku. Dziękuję Tobie za ten tekst i mojej mamie za to kim jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać takie słowa od Pani :) Cieszę się, że jest więcej rodziców, którzy wychowują w duchu RB. To, co czasami widzę w sklepach i miejscach publicznych czasami mnie przerasta (mówię tu o stosunku rodziców do dzieci i wzajemnie)..
      Dziękuję!

      Usuń
  10. Dziękuje za wpis. Utwierdził mnie w poczuciu,że RB to właściwa droga, trochę nauczył i przypomniał,że chociaż nie byłam wychowywana w duchu RB, to na wiele mi pozwalano (mogłam sie brudzic, jeść ile chciałam,nie kontrolowano mnie przy nauce, akceptowano,że nie chciałam wyjeżdżać bez rodziców do 17go roku życia). Jestem ciekawa jak Twoja Mama reagowała na napady złości i histerii ( jeśli takich doświadczałaś). Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ja też nigdzie nie jeździłam bez Mamy :)
      Co do złości i histerii... Nic sobie nie przypominam, ale zapytam Mamy. Jeśli takie akcje miały miejsce, to na pewno opiszę je w następnych postach :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Czekałam na taki wpis, świadectwo osoby wychowanej inaczej, niż zalecały rady srogich ciotek i lekarzy. Dziękuję i - podobnie jak inni - pozdrawiam Twoją Mamę. Ciekawi mnie bardzo, czy chodziłaś do przedszkola, a może nawet i żłobka, czy jednak spędziłaś ten czas z Mamą w domu. Pozdrawiam serdecznie!
    Mama Wojtka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      Nie chodziłam do żłobka ani do przedszkola. Moja Mama pracowała przez krótki okres, ale wtedy zostawałam z Dziadkami. Poszłam dopiero do "zerówki", gdy miałam 6 lat i nie miałam problemu z zostawaniem w szkole, nie płakałam, dogadywałam się z dziećmi :)
      Jedyne, co w tym wszystkim mogło być ułatwieniem dla mojej Mamy to fakt, że nie pracowała i mogła poświęcić mi i siostrze 100% swojego czasu i uwagi :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  12. Fajny wpis. Ale nasuwa mi się pytanie - gdzie w tym wszystkim Tata? o nim na razie ani słowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedź znajdzie się w 4 części postów o RB w sobotę 27 września o 19:00.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  13. Droga Izo, znalazłam link do Twojego postu na swojej tablicy dziś rano, wysłała mi go pewna kobieta, którą miałam szczęście spotkać będąc w ciąży i która była moją dobrą duszą w początkach macierzyństwa. Przez Twoje wypowiedzi bije tyle światła... Pomimo tego, że o RB dowiedziałam się z książek, już dawno czułam, jak chcę, żeby wyglądał Nasz Dom. Czasem wydaje mi się, że jest to droga bardziej kręta i wyboista, wymaga od rodzica więcej uwagi i zaangażowania, czasem rodzi frustrację (bo ja, mimo wszystko, mam czasem ogromną potrzebę przejścia boso po domu bez piasku pod stopami), potrzebę ładu i poczucia, że panuję nad sytuacją. Ciekawa jestem czy Twoja mama też miewała czasem gorsze dni, kryzysy, zastanawiała się czy robi dobrze. Zapytaj proszę. Nie mam czasu, żeby napisać teraz więcej, bo za chwilę obudzi się moje szczęście, ale powiem jeszcze tyle, że im bardziej zaufa się małemu człowiekowi, pozwoli mu się doświadczać, tym szybciej poradzi sobie z trudnościami i z większym entuzjazmem będzie eksplorował otoczenie! Wstała! Uciekam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzi frustrację - Mama potwierdza. Poza dziećmi, moja Mama kocha też zwierzęta. Często się zdarza, że mamy kota/koty w domu tymczasowym. Poza tym mamy psa (goldena) oraz dwa duże koty - mieszkamy na pierwszym piętrze, w bloku, mając do dyspozycji 35 metrów (dopiero niedługo się wyprowadzamy do domu). Pies przyniesie drewno, koty rozsypią kaszę... Czasami się człowiek rozpłacze z bezsilności. Ja ostatnio zastałam moje cudowne, ukochane rośliny z parapetu ma moim świeżym! praniu, które zostawiłam na łóżku. Najpierw się rozpłakałam ze złości, później posprzątałam, a później się śmiałam. Ale myślałam, że wyprowadzę koty z domu :) Każdemu czasami nerwy puszczają, ale uważam, że emocje to nic złego! Nikogo nie skrzywdziłam, siebie też nie :)

      Zaraz przypomina mi się sytuacja, jak zawsze wszędzie brałyśmy swoje lalki, wózki do lalek i ciuszki. Samochód był załadowany. Później nie chciałyśmy tego odnosić do domu. Raz Mama wzięła tylko to, co dała radę - na drugi dzień nie miałyśmy się czym bawić i Mama powiedziała nam, że skoro wynosimy, to należy przynieść. Szybko się przekonałyśmy do zabierania mniejszej ilości rzeczy ze sobą :) Ale jak wyjeżdżałyśmy w podstawówce za granicę, na wakacje - jedna walizka to były lalki i ich ciuchy. Aż się dziwię, że Mama nam na to pozwalała, ale niezwykle miło i ciepło to wspominam!

      Buziaki dla Łucji! Swoją drogą - piękne imię. Biorę je odkąd pamiętam pod uwagę na imię dla swojej córki za 10 lat :) Łucja, Zofia i Antonina to moje typy!

      Życzę powodzenia i dużo cierpliwości. Trzymam kciuki (a zwłaszcza moja Mama, bo tylko ona naprawdę wie, co to znaczy wychowywać dzieci)!

      Usuń
  14. Wspanialy post. Gratuluje Ci Mamy i Mamie córki. Moj synek ma 14mcy i tez juz ze mną gotuje, sprzata, cwiczy, gdy ja sie maluje to on- nie, nie maluje sie ze mną, ale otwiera mi. wszystkie kosmetyki. Juz to owocuje, bo gdy ja myje zeby, to on swoja szczoteczką myje dumny swoje pierwsze zabki, a gdy wychodzimy na dwor, sam chwyta swojego bucika i probuje zalozyc;) o ufnosci i otwartosci wobec swiata nawet nie wspomne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy!
      Miło się czyta o Pani Synku. To wspaniałe, że takie wychowanie owocuje naprawdę szybko. To widać, kiedy Rodzic się poświęca... musi się Pani naprawdę fantastycznie czuć ze świadomością, że to wszystko dzięki Pani. :)
      Trzymam kciuki i oby tak dalej! :*

      Usuń
  15. Dziekuje za to, ze dzielisz sie z nami swoja historia ☺ czy moglabys opowiedziec jak dziecko wychowywane w zgodzie z RB odnajduje sie w szkole? Moj synek wlasnie rozpoczal edukacje w szkole podstawowej, smuci sie, bo mimo, ze zna wszystkie literki, nie mieszcza sie one w szkolnym kanonie piekna. Do tej pory bylismy szczesliwi z naszymi najpiekniejszymi na swiecie kulfonami. Szlaczki i "od linijki do linijki" autentycznie dziwi mojego synka i widze jak sie zlosci i unieszczesliwia. Zaczyna sie obwiniac. A mnie serce peka. I tez nie rozumiem tego kultu pieknego odwzorowanego kwiatka i serduszka i rowniutkiej literki. Uffff, to sie wyzalilam przy okazji ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak w szkole... Ja na początku się obrażałam, jak coś "musiałam" w zerówce. I od początku do końca roku nie lubiłam Pani, która się nami opiekowała. Jakoś przeżyłam, ale za to w klasach 1-3 miałam wspaniałą, stworzoną do pracy z dziećmi Panią, którą uwielbiałam. Bardzo mnie motywowała.
      Jeśli chodzi o literki i całą resztę, to ja jestem z równo piszących dziewczynek. Nie mogę się więc ustosunkować. Ale nigdy nie potrafiłam ładnie rysować! Nie pamiętam, żeby spotykała mnie jakaś przykrość z tego powodu, bo np. potrafiłam lepiej czytać i liczyć. Może Pani Synek też ma swoje lepsze strony, a szlaczki to nie jego dziedzina? :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. To mi bardziej przypomina bezstresowe wychowanie, niż wychowanie w duchu RB...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W w duchu RB to trzeba się stresować, tak? :)
      P.S. Wystarczyłoby przeczytać pierwszy akapit i wszystko byłoby jasne.
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  17. Dziękuję za to co napisałas
    Ja - dziś mama dwóch córek, kiedyś jedna z dwóch córek wychowywanych w duchu RB. Oby było nas coraz więcej!

    OdpowiedzUsuń
  18. poplakalam sie czytajac i myslac ile smutku jeszcze we mnie zostalo, z powodu tych wszystkich razow, kiedy przeszkadzalam, kiedy robilam cos niedokladnie i trzeba bylo po mnie poprawiac. kiedy ze mna w kuchni bylo duszno i musialam wyjsc, zeby mama miala czym oddychac. kiedy posprzatalam kuchnie z wielka przyjemnoscia i mama zrobila mi awanture ze w korytarzu balagan.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi. Myślę, że najlepszym, co mogłaby Pani zrobić, to nie powtarzać schematu na swoich dzieciach...

      Usuń
  19. Cudowny wpis:-) Moj starszy synek tez uwielbia chodzic boso i biegac w deszczu po kaluzach,pomagac mi w kuchni ,pomaga sprzatac a i mlodszy juz tez zaczyna:-) Sa wiecznie brudni i usmiechnieci ba nawet czasem stopek nie mozna im domyc ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzenie boso! Uwielbiam teeeeż i nigdy z tego nie wyrosnę!

      Usuń
  20. ja mam pytanie: jak było z trudnymi elementami takimi gdzie trudno odpuścić jak mycie zębów, branie lekarstw, dentysta i inne tego typu kwestie.

    z jednej strony dzieci ku temu chętne nie są i czasem upierają się, że nie a wiadomo, że trzeba. co wtedy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mogę Pani nic poradzić.
      Kiedy byłam mała brałam lekarstwa bez krzyku. Jeśli był problem, Mama prosiła lekarza o np. antybiotyk w syropie, nie w tabletkach.
      Jedyne, z czym miałam problem, to mycie głowy. Skończyło się tak, że za każdym węcz darłam się w niebogłosy, niestety. Mama pozwalała mi na marudzenie, kiedy myła mi głowę i tyle :) Nic takiego mi się nie działo, bo jak mi to Mama dzisiaj powiedziała "Z Twoją głową obchodziłam się jak z jajkiem, ale Ty nie widziałaś różnicy" :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  21. Hej! Dobrze, ze napisałeś ten post. potrzebny był chyba wielu rodzicom. Mi także, zwłaszcza teraz. :) Czekam na kolejne!

    PS: Nie myślałaś o powiększeniu czcionki i interlinii? Ciężko się czyta - przynajmniej dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  22. WOW, wzrusz totalny, czekam na kolejne posty, a mamie nie dziwę się, że płakała czytając. Jestem od Ciebie nieco starsza, mam już swoją córcię i staram się, aby było jej dobrze. Pozwalam brudzić, piecze ze mną babeczki, a czasami brudzimy się dla zabawy. Mam nadzieję, że kiedyś, gdy trafi na ten tekst w sieci pomyśli o mnie chociaż troszkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pomyśli :* A teraz jeszcze się poznamy!

      Usuń
  23. Piękne masz wspomnienia. Ja też nieomieszkam robić wypieki muffinów wspólnie z moją córeczką, jak tylko będzie na to gotowa. I oby podobało jej się to tak samo jak i mi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno będzie się jej podobać! :)

      Usuń
  24. Myślę, że dużą rolę odgrywa tu rodzicielska intuicja i chyba podświadomie wielu rodziców, wie, że dzieciom trzeba pozwalać na swobodną zabawę i samodzielność, nie nazywając tego RB ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, teraz jest to częściej nazywane RB i rodzice zamiast działać intuicyjnie zastanawiają się "czy to jest zgodne z RB?" :)

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.