27.9.14

Rodzicielstwo Bliskości: RB w moim domu #4

Otrzymuję od Was wiele komentarzy, z reguły są one miłe. Jeden z czytelników anonimowo stwierdził, że wygląda mu to bardziej na bezstresowe wychowanie niż na RB. Przypomnę – RB ma być rodzicielstwem intuicyjnym, nie powinno wpadać w kłębek reguł i granic… Nie spodziewałam się takiego odzewu z Waszej strony, z czego niezmiernie się oczywiście cieszę! Niemniej jednak z tego powodu poczuwam się do wyjaśnienia Wam jednej, istotnej sprawy (stwierdzam to po pytaniach zadawanych przez Was w komentarzach): Taty. W pierwszym poście zaznaczyłam, że świadomie nie wspominam o niektórych osobach, ponieważ jest to sprawa prywatna, ale niektórzy byli wręcz oburzeni faktem, że o Tacie nie mogą nic przeczytać. Życie jest, jakie jest. Naprawia się to, co naprawić można.  Na niektóre sytuacje wpływu się nie ma. Mój Tata zginął, kiedy miałam 4 lata. Moja siostra, o której tutaj czasami wspominam nie jest moją rodzoną, biologiczną siostrą. Łączą nas jednak więzy krwi i tak zostałyśmy wychowane - wspólnie. Jest młodszą ode mnie o rok Ciocią, prawdziwą siostrą mojej Mamy. Mieszka z nami odkąd zmarła jej Mama (czyli moja Babcia i Mama mojej Mamy). Spokojnie, nie oczekujemy współczucia. U nas wszystko w porządku J

Dzisiejszy post będzie odpowiedzią na wszelkie Wasze pytania i wątpliwości – taki zrzut luźnych myśli i spojrzeń na sytuację. Od siebie dodam to, co jest u nas nieidealne. Spory są w każdej rodzinie, ale w nie każdej jest szacunek. Szacunek i szczerość na miejscu pierwszym.

Byłam grzecznym dzieckiem, ale jak każdy – miałam cięższe i bardziej zawzięte dni. Z opowiadań Mamy: nigdy nie chciałam wyjść z wody (wanna, prysznic, morze, jezioro, basen). Mogłam być sina z zimna, mogłam trząść wargami i całą resztą ciała, Mama mogła wołać raz i drugi (wystarczy). Słysząc „Mamo, dam radę” i „Mamo, proszę, wcale nie jest mi zimno” odpuszczała. Stwierdzała, że skoro lodowata woda nie robi na mnie wrażenia, to wyjdę z niej sama, kiedy faktyczni stwierdzę, że chcę przytulić się do kocyka. Nie przypominamy sobie negatywnych konsekwencji długich wodnych zabaw.

Podobnie wyglądało z zasypianiem. Chociaż były różne etapy – spania z Mamą, spania samemu, znowu powroty do Mamy. Nie kazano mi zasypiać teraz i natychmiast. Był okres, kiedy we dwie z siostrą spałyśmy w łóżku Mamy. Był też taki, kiedy obie chciałyśmy, aby Mama zasypiała z każdą z nas (z osobna, ponieważ miałyśmy piętrowe łóżko). Było tak: na zamianę (co drugi dzień) Mama zasypiała raz u góry i szła na dół, a raz na dole i wchodziła do góry. Zawsze przychodziłyśmy do domu o godzinie 19:00 w rok szkolny. We wakacje miałyśmy czas do 22:00, czasami nieograniczony. Wieczorem Mama zawsze czytała nam bajki, czasami do późna. Mogłyśmy wybierać same. Pamiętam okres, gdzie wciąż czytano nam baśń „Dlaczego woda morska jest słona?”. Do dziś znam początek na pamięć (prawdopodobnie tak samo jak nasze starsze koleżanki, które przychodziły się z nami bawić J)!

Nie jestem idealna – do teraz potrafię się czymś zdenerwować. Denerwuję się, gdy mi się coś często powtarza. Mamy z Mamą układ, że jeśli coś ode mnie potrzebuje mówi mi to i zapisuje na kartce, którą później zostawia na biurku. Jeśli prosi mnie o jakiś przepis – znajdę go do wieczora albo do końca tygodnia (zależy na kiedy potrzeba), jeśli chce, abym coś wydrukowała – wydrukuję. Tylko niech (na miłość boską – dotyczy to każdego…) nikt nie chodzi za mną i nie powtarza: zrób to, zrób tamto. Wystarczy mi powiedzieć raz. Karteczka jest po to, abym nie zapomniała. Jestem bardzo karteczkową dziewczyną i wszystko sobie zapisuję (aż naszła mnie myśl, żeby napisać post o organizacji swojego czasu i życia, ale muszę skonfrontować ten pomysł ze światłem dziennym). Ja jestem spokojna i Mama dostanie to, o co prosiła J Po prostu nauczyłyśmy się siebie wzajemnie. Jest łatwiej.

Krzyk i nerwy – nie przypominam sobie, aby Mama na mnie krzyczała (może wymazałam to z pamięci? J). Jeśli Ona była czymś zdenerwowana, szanowałyśmy to. Szanowałyśmy, jeśli chce pomilczeć lub wypłakać się. Podobnie jak Ona, nie lubię zbytecznego pocieszania i rozczulania się nad sobą. Lubię, kiedy pozwala mi najpierw popłakać i pobyć sama ze sobą, a później dawała mi szansę wygadania się.
Dzięki, Mamo, że jesteś Przyjaciółką i Matką w jednym.

Na myśl przychodzi mi jednak śmieszna (dla mnie) i tragiczna (dla Mamy) sytuacja. Dzieci, jak to dzieci, czasami się nudzą. Byłyśmy we trzy: ja, siostra i kuzynka (Misia, to o Tobie!). Były wakacje, a my chodziłyśmy do podstawówki. Chciałyśmy koniecznie jechać się wykąpać w jeziorze, ale Mama nie miała siły. Nie chciała nas zabrać. W ostateczności przekonałyśmy ją. Pojechałyśmy w najbliższe miejsce. Wiocha totalna, jedna wąska droga. Nie było gdzie zawrócić, więc Mama wjechała na pole. Nie dała rady wjechać dokładnie, po prostu się nie zmieściła. Musiała wycofać, bo na drodze stanął strumyk. Z wodą i głębokim rowem oczywiście J Stało się tak, że wrzuciła wsteczny i dodała powoli gazu, a samochód… do przodu! Ku radości trójce dziewczynek na tylnym siedzeniu. Mama w nerwach. Podejście drugie niezaliczone – znowu coraz bliżej dziury. Chichoty z tyłu. Podejście trzecie niezaliczone, ale śmiechu wiele! Mama się zdenerwowała i nakrzyczała na nas, że możemy wjechać do rowu i już nie wyjechać i, że mamy przestać żartować! Cóż, chyba żadna z nas się tym nie przejęła, ale cisza się zrobiła, nerwy Mamy opadły i jakoś wsteczny zadziałał J Zmęczona Mama do dzisiaj wspomina, że chciała nas z samochodu… wysadzić. Dzięki, Mamo, że pojechałaś się z nami wykąpać!

Szkoła i lekcje – w tych kwestiach byłam obowiązkowa (i jestem nadal). Moim niezmiennym od trzynastu lat rytuałem jest nauka zaraz po powrocie ze szkoły. Poświęcałam z reguły także godzinę, nawet gdy niczego nie musiałam odrabiać. W podstawówce czytałam dużo przyrodniczych książek, w gimnazjum interesowałam się językiem polskim, w liceum uczyłam się języków obcych i przedmiotów maturalnych – wszystko to dobrowolnie, mając na względzie swoją przyszłość. Byłam obowiązkowa, ale mimo tego w liceum chodziłam na wagary kontrolowane. Najpierw dzwoniłam do Mamy i przedstawiałam sytuację (nigdy nie kłamałam). Wychodziłam z reguły zawsze, kiedy były tzw. okienka lub zastępstwa. Beznadziejna sprawa. Siedzisz trzy godziny i nic nie robisz (przepraszam, ale dla mnie to były nudy). Uważałam, że to strata czasu i Mama podzielała moje zdanie. Dostawałam przyzwolenie na wyjście i wracałam do domu. Jest to szczególnie wygodne, gdy dojeżdża się pociągiem i mieszka 50 km od miejsca pobierania nauki. Z perspektywy czasu nie wydaje mi się, żebym coś straciła – zwłaszcza, że nadrabiałam w domu. Zamiast przegadać marne zastępstwa, uczyłam się sama w domu. Uczyłam się lub robiłam to, co lubię: jechałam do koni, zajmowałam się moim Siwym Staruszkiem, miałam pierwsze podejścia do biegania, czytałam książki. Co z tego wynika? Tylko zysk. Czysty zysk w postaci dobrze (satysfakcjonujące wyniki) zdanej matury i rozwijania swoich zainteresowań. Wnioski? Nie marnować czasu. 
Czas to najlepsza inwestycja w samego siebie.

Chociaż niektórzy dziwili się, jak Mama może mi na takie coś pozwalać, ja dziwiłam się z innych powodów. Dziwiłam się znajomym, że kłamią. Dziwiłam się, że nie mówią rodzicom o jedynkach, bo dostaną szlaban/zabiorą im komórkę/zabronią korzystania z komputera. Dziwiłam się, że potrafią wychodzić co piątek na imprezy, a w poniedziałki chwalić się ile wypili. Gdy dochodziło do skrajnych sytuacji: ich rodzice przychodzili do szkoły krzyczeć na nauczycieli, wypraszać dwóje, błagać o zaliczenia. Tak to jest w tych czasach – „dorosłe” dziecko potrafi skorzystać z dowodu osobistego do wiadomych zakupów, ale nie potrafi normalnie porozmawiać o swoich problemach („Moja Mama musi pogadać z tym nauczycielem! Inaczej będę miała przekichane!"). Do tego - uważa, że mu się NALEŻY...


Inne aspekty przedstawię w kolejnych częściach. Nie chcę przerażać Was ilością tekstu J Pamiętajcie, że nigdy i nigdzie nie będzie idealnie. Czas się za wszystko zabrać w tej chwili. Zawsze można wszystko naprawić. Jeśli wczoraj nie miałam do Ciebie cierpliwości, oddam Ci ją dzisiaj ze zdwojoną siłą!

 Stare, dobre czasy są tu i teraz… 

10 komentarzy :

  1. Uwielbia posty z tej serii. Cudowne są! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Cieszę się, że miło się czyta :)

      Usuń
  2. Przedostatnie zdanie bezczelnie ukradnę, zapiszę i powieszę na lodówce!! Mogę, prawda?
    I dzięki za te wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, proszę bardzo! :) Jeśli ma się być pożyteczne, to czemu nie?

      Usuń
  3. Te teksty o bezstresowym wychowaniu biorą się z niewiedzy czym jest szacunek do dziecka i postrzeganie go jako człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam i chciałabym być w przyszłości taką mamą jak Twoja :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam po kolei całą serię. Nie czytam, chłonę:) Twoja mama powoli staje się dla mnie wzorem. A najlepszym dowodem, że to co robi, jest słuszne i skuteczne, jesteś Ty, Iza:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Sylwia.. Przekażę Mamie :*

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.