20.9.14

Rodzicielstwo Bliskości: RB w moim domu a weganizm #3

Posty o RB przygotowuję z wyprzedzeniem. Piszę je na spokojnie, wieczorami, kiedy wiem, że mam czas. Mam czas na wszystko. Mam 19 lat i szansę na prawdziwe, piękne życie. Dzięki, Mamo, że mnie wspierasz. Dzięki, Mamo, że pozwalasz mi być SOBĄ. Dlatego – proszę o zrozumienie – dzisiejszy post będzie się różnił od poprzednich. Dzisiaj przedstawię konsekwencje RB. Dzisiaj powiem, dlaczego jestem szczęśliwym dzieciakiem (tak, nadal J)i dlaczego dziękuję za to Mamie.

WYBÓR i WOLNOŚĆ –droga do samodzielności i szczęścia


Mama dawała mi wybór: jabłko lub banan, las lub jezioro, teraz lub później. Kiedy byłam starsza mogłam sama odpowiedzialnie ocenić, czy zadaną pracę domową mogę odrobić w niedzielę wieczorem (ponieważ nie zajmie mi ona wiele czasu), czy muszę zacząć się nad nią zastanawiać już w piątek po szkole. Sama decydowałam też, czy jestem głodna (i czy potrzebuję kanapki do szkoły – przez pewien okres nie nosiłam w ogóle, bo po prostu ich nie zjadałam) czy może mam ochotę tylko na deser (tzn. owoce). Dzięki temu bez strachu mogłam oznajmić (w szóstej klasie podstawówki), że nie chcę już jeść mięsa. Wówczas miałam na myśli skrzydełka, parówki, szynki i inne oczywiste mięsne jedzenie. Stopniowo wyeliminowałam: zupę na kościach, żelatynę, podpuszczkę, ryby, sery oraz nabiał (w tej chwili). Mama nie naśmiewała się z mojego pomysłu, nie dziwiła się. Później zawarłyśmy pakt: nikt nie zmusza Cię do jedzenia mięsa, ale Ty go nam nie obrzydzasz ani nie namawiasz do wegetarianizmu. Nie chodziło o to, że ma się stać tematem tabu, wręcz przeciwnie: często się o tym rozmawiało. Teraz temat zdrowego odżywiania kręci się u nas w domu całkiem często i wszyscy są nim zainteresowani. Po prostu chciałyśmy uniknąć poróżnień (np. o fuj, surowe mięso, ohyda, to śmierdzi, to żyło itp.) Okej, Mamo, to był strzał w dziesiątkę. Każdy musi przekonać się sam. Jedynym warunkiem, jaki postawiła Mama (kiedy zrozumiała, że wegetarianizm traktuję na poważnie), była wizyta u dietetyka. Rozumiałam. Każda Mama by się martwiła (to naturalne), ale nie każda by pozwoliła. Dzięki, Mamo, że nie tłumiłaś mojej wrażliwości. Dzięki, Mamo, że pozwalałaś (i nadal pozwalasz) iść za głosem serca. Dzięki, Mamo, że uszanowałaś mój wybór.

Od tego zaczęło się wszystko. Wegetarianizm, jazda konna, wydanie książki (TUTAJ), gotowanie, rozwój osobisty, weganizm, bieganie, udział w manifestacjach, joga, praca przy koniach, teraz blog. Mogłam (i mogę) porozmawiać z Mamą o wszystkim. Nie odrzuca żadnej koncepcji, nawet tej zupełnie innej. Wiele akceptuje i zestawia w porównaniach. Nigdy nie mówi „Mój pomysł jest lepszy, Twój nie ma sensu”. Najczęściej zdaje się oznajmiać: „Jeśli uważasz, że to jest dla Ciebie dobre, to musi być dla Ciebie dobre.” Nie wtrąca się wścibsko, lecz robi burzę mózgów – daje setki propozycji, możliwości i idei. Wiele poświęca i jest niezwykle pozytywna nawet o piątej rano w grudniowy, zasypany śniegiem świat. Najpierw panikuje, że nie zdążymy na pociąg, później denerwuje się na nieodśnieżoną drogę i minusową temperaturę, ale marudzić wolno tylko jej. Mi nakazuje przypominać na głos zeszłe lato. Podobnie czyni po smutnych doświadczeniach z ludźmi. Ktoś sprawił Ci przykrość? Niesłusznie osądził? „Uświadom sobie, kim jesteś, ile w życiu przeszłaś, jak żyjesz i jaka jesteś szczęśliwa. Przypomnij sobie, kiedy komuś sprawiłaś radość. Przypomnij sobie uśmiech. Jeden zły dzień nie oznacza złego życia.” A teraz…

…. zrozum, że nigdy nie jest za późno. Myślę sobie, że nie jest za późno, żeby zacząć biegać, chociaż byłoby łatwiej, gdybym zaczęła uprawiać jakiś sport będąc w przedszkolu. Więc biegam. Męczyłam się po trzech minutach, gdy zdecydowałam się wyjść i truchtać. Teraz się męczę po czterdziestu. Co z tego, że mijają mnie na drodze osoby biegające po dwie godziny i nie mające nawet wypieków na twarzy? Życzę im powodzenia, bo teraz już rozumiem, jak bardzo musieli się postarać.

Moje życie ma być ciągłym wzrastaniem. Nasz dom jest oazą dla mnie i reszty domowników i taki dom chcę stworzyć w przyszłości swojej rodzinie. Kocham siebie i chcę tą miłość dzielić między innymi. Chcę być autorytetem dla Dzieci. Chcę być prawdziwą Matką. Chcę być prawdziwą Obywatelką Ziemi mającą swoje prawa, ale także obowiązki. Życie ciągle sobie eksperymentuje. Grunt, to dostosowywać się do zmian i nie trwać uparcie w jednej teorii (np. konieczności jedzenia mięsa). Wierzę, że nieograniczone są możliwości ludzkiego umysłu. Chciałabym pokazać Wam, czy łatwo jest być sobą (oraz co mówią ludzie, jak reaguje środowisko, używam środków do celu, jak się motywuję, co jem, co robię, o co dbam i na co zwracam szczególną uwagę) i częściowo realizuję to poprzez blog. Może dzięki temu, ktoś weźmie się w garść. Może i ja zmobilizuję się bardziej, niż bym chciała.


Życie.
Czas start!



Zdjęcie: Lady Amarena 








Macie świadomość, co daje największego kopa do rozwoju? Akceptacja ze strony rodziny. A poczucie pełni szczęścia? Jej wsparcie. Myślę, że zezwolenie na wegetarianizm było jedną z najpiękniejszych rzeczy, jakie Mama dla mnie zrobiła. Dzięki, Mamo. 

Zapraszam do przeczytania poprzednich wpisów o RB tutaj i tutaj oraz  na zakulisowego Facebooka. ♥

24 komentarze :

  1. Masz cudowną mamę, super, że pozwala Ci na realizacje twoich pragnień. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dużo radości mi dają Twoje wpisy. Fajnie tak poczytać o szczęśliwej rodzinie, pozytywnym podejściu do dziecka, pełnym szacunku. Marzy mi się, że pewnego dnia wszystkie dzieci będą dorastały w takich domach.
    A przy okazji, to czekam na odpowiedź na pytanie nr 3 z poprzedniego razu (bo to ja pytałem, tylko nie ze swojego konta). I jeszcze jedno. Jak Twoja mama reagowała na Twoja złość? Bo po wpisach naszły mnie domysły, że kazała ci myśleć pozytywnie. Dobrze to odbieram? Jak to było?
    Będziesz jeszcze pisała w tym temacie? Bo nie mogę się doczekać soboty 19:00 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Pan :) Odpowiedź na 3 pytanie na pewno znajdzie się w następnych wpisach, jakoś nie miałam jak go wtrącić w ten :)

      Nie do końca rozumiem pytanie o złość. Tak, kazała mi myśleć pozytywnie. "Jeśli jest Ci zimno, to przypomnij sobie jak cudownie było na wakacjach i jakoś przeżyj drogę z domu do szkoły". Wszystko to takie urocze, raczej jako słowa wsparcia, nie jak nakaz. Podobnie w sytuacji z konfliktami z innymi. Czasami wracałam (i wracam) do domu zbita słowami przez ludzi: głupia jesteś, mięsa nie jesz itp. i chociaż potrafię się obronić, to później jest zwyczajnie smutno. Mama przypomina mi wtedy o co walczę, czego chcę i nakazuje pomyśleć do czego to prowadzi. A prowadzi do szczęścia i życia w zgodzie z samym sobą... :)
      Tak więc te nakazy typu: pomyśl, jaka naprawdę jesteś, pomyśl, co naprawdę chcesz studiować itp. to swego rodzaju... coaching rodzinny :)
      Jeśli nie tak zrozumiałam pytanie to czy mógłby Pan sprecyzować? :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dawid Grabskiwrześnia 20, 2014

      Mogłabyś pisać do mnie na "ty"? Będzie milej :)

      Co do złości, chodzi mi o to, że zastanawiam się jak to u Ciebie było z "negatywnymi" uczuciami typu złość, smutek, żal. Czy mama nakierowywała Cię na pozytywne uczucia czy może jednak, chociaż czasami, pozwalała Ci też doświadczać, przeżywać te uczucia, ale bez zatracania się w nich? Bo tak patrzę teraz pod kątem nvc, że za każdym uczuciem jest potrzeba. Za Twoim smutkiem, gdy ludzie mówili, że jesteś głupia, że mięsa nie jesz, stała prawdopodobnie potrzeba szacunku, wspólnoty, wsparcia czy zrozumienia.
      A tak pytam, bo da mi to większy pogląd na sprawę, bo lubię wiedzieć jak u kogoś wyglądało życie i jak to na niego wpłynęło. Szczególnie od czasu, gdy mam córkę :) A twój przykład tylko mnie utwierdza w tym, żeby iść tą drogą.

      Usuń
    3. Oczywiście. Najpierw mogłam się wypłakać :) Albo wyjść sama na spacer czy pobiegać. Czasami nie chciałam z Mamą rozmawiać w ogóle, bo potrzebowałam czasu dla siebie w takich sytuacjach.
      Co do mięsa - masz rację. Chodziło o szacunek i zrozumienie. Czasami miałam ochotę odpowiedzieć komuś tak samo złośliwie (np. na to, że jestem chuda, bo nie jem mięsa najchętniej rzuciłabym "Ty jesteś gruba i jesz mięso"), ale w ostateczności robiłam to w bardziej inteligenty sposób :)

      Mama kierowała mnie na pozytywne uczucia w mniej poważnych sytuacjach, w trudniejszych pozwalała na emocje i później rozmawiałyśmy. Czasami nie chciałam od razu, ale koniec końców i tak poruszałam temat. Za dwa dni, za tydzień albo za miesiąc. Niektóre rzeczy człowiek najpierw sam musi strawić/zrozumieć/odkryć :)
      Ale ze wsparciem Rodziców obok i poczuciem akceptacji czy bezpieczeństwa jest łatwiej.

      Ile lat ma Twoja córka? :)

      Usuń
    4. Dawid Grabskiwrześnia 21, 2014

      3 lata.
      A Twoja mama skądś wzięła takie wzorce wychowania? Twoi dziadkowie tak do niej podchodzili czy sama znalazła swoje podejście?

      Usuń
    5. Mama mówi, że wiele nauczyła się dzięki swoim Rodzicom.

      Usuń
  3. Nie potrafiłabym być weganką, dzień bez mięsa-dniem straconym haha :)
    Po prostu nawet zupą się najadam :D
    Ale szanuję weganów/wegetarian.
    http://modajestnaszapasja.blogspot.com/2014/09/everyday.html
    Zapraszam na post! :)
    Miło mi będzie jeżeli zostawisz po sobie komentarz lub obserwację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się najadam zupą :) Myślę, że wielu ludziom wydaje się, że nie potrafiliby, a później dostają olśnienia (oczywiście sami, nie za czyjąś namową czy gadaniem) i zostają wege. Oj znam, znam takie przypadki :)

      Usuń
    2. Dawid Grabskiwrześnia 20, 2014

      Ja tak miałem właśnie. Wegetarianizm był dla mnie abstrakcją. Potem jak już nie jadłem mięsa, to weganizm był abstrakcją - że to już za dużo... Teraz jestem witarianinem. A to przecież abstrakcja ;)

      Usuń
    3. Ja jestem na etapie weganizmu, ale witarianizmu sobie nie wyobrażam (chociaż chodzi mi po głowie i chodzi). Staram się jednak jak najczęściej jeść raw, ale smażonej cebulki sobie nie odmówię (w tej chwili)! :)

      Usuń
  4. A mam pytanie czy bylas dzieckiem tzw prostym w obsludze, czyt. Grzecznym, czy raczej nie? Bardzo podoba mi sie to co piszesz, marze zeby byc matka rb, ale jakos nie zawsze mi wychodzi.. Czy Twoja mama narzucala Ci pore snu np w wieku 5 lat? Czy sama bralas sie za lekcje, czy trzeba Cie bylo naklaniac do ich odrabiania? Wydaje mi sie ze rb jest dobre dla zwyklych dzieci, ale czy sprawdzi sie przy dzieciach np nadpobudliwych? Tak czy siak uwielbiam czytac Twoje wpisy i czekam do nastepnej soboty!!! Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Kasiu, odpowiedź na Pani pytania znajdzie się w 4 części postu nt. RB w sobotę, 27 września o godzinie 19:00. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  5. Uwielbiam Twoje wpisy, gdyż dają mi wiele, wiele nadziei.
    Ja ze swoją mamą miałam ciężką przeprawę przez większość swojego życia. Prawdę mówiąc trwa to do dziś i wielokrotnie nie potrafię z nią rozmawiać. Moja mama sama nie je mięsa, teoretycznie nie narzucała mi tego nigdy. Sama byłam wegetarianką przez 4 lata, lecz wróciłam do jedzenia mięsa. Nawet teraz potrafię słyszeć w jej głosie wyrzuty.
    Piękne jest to, że zawsze miałaś ten wybór taki prawdziwy i Twoja mama Ci zaufała i Cię wspierała i robi to nadal. Ważne jest by być konsekwentnym.
    Właśnie, pełny szacunek dla własnego dziecka. Jakie to ważne...
    Bardzo Cię proszę, zwracaj się do mnie po imieniu. Poza tym nie jestem taka stara, żeby tytułować mnie "Panią".

    OdpowiedzUsuń
  6. A co zasypianiem dzieci ok 5 lat? Jak to u Ciebie wygladalo? Moja corka nie chce chodzic spac. Moglaby godzinami chodzic po domu. Bajki nigdy nie maja konca.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama mówi, że jak miałam 5 lat, to spałam z nią/ona ze mną. Też czytała mi bajki, czasami do późna, tzn. na przykład do 23.

      Usuń
  7. A ja najbardziej lubie:
    ZYCIE CZAS START

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam pytanie- czy Twojej mamie zdarzalo sie na Ciebie krzyczec? Czy miala gorsze dni, gdy ja wszystko denerwowalo? Czy zawsze miala czas dla Ciebie? I jeszcze jedno pytanie - czy bylas dzieckiem poslusznym, czy raczej tzw "niegrzecznym"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie, żeby na mnie krzyczała, ale myślę, że gdzieś się na pewno tak stało. Na pewno nie działo się nagminnie i... nie jestem w stanie podać przykładu. Zapytam Jej, może Ona pamięta? :)
      Byłam grzeczna, ale lubiłam raz na jakiś czas pokazać na co mnie stać.
      Obszerniejszą odpowiedź znajdzie Pani w 4 części postów o RB w sobotę, 27 września o godzinie 19:00.

      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  9. Jesteś taka młoda i tak dojrzale piszesz. W Twoich wpisach jest mnóstwo pasji, idei i miłości. To piękne, naprawdę. Jednak jest jedna kwestia, ktora daje mi do myślenia i o ktota chcialam Cie dopytac. Twoje 3 wpisy o RB mimo, ze bardzo obszerne to zapewne nie wyczerpują tematyki zwiaznej z Twoim wczesnym dziecinstwem czy okreeem wieku szkolnego, ale brakuje mi w Twoich opisach refleksji dotyczacych Twojego Taty-właściwie o nim nie wspominasz. A przyznam szczerze, ze bardzo jestem ciekawa relacji Twoich Rodziców miedzy sobą, jak i wobec Was, Siostr, a ich Córek oraz Twojej relacji z Tata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę zajrzeć do nowego postu - część 4 :)

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.