25.2.15

Szampon z mąki na bazie naparu z pokrzywy


Zastanawiałam się czy powinnam dodawać tutaj milion możliwości sporządzenia szamponu z mąki. Zdecydowałam, że owszem - być może stanie się to dla Was inspiracją. Każdemu służy coś innego, każdy jest w stanie zaopatrzyć się w inne składniki, zobaczycie coś nowego, być może ciekawszego niż dotychczas. Chcę Wam dać natchnienie. Do przemyśleń i do działania. 











Szampon na bazie naparu z pokrzywy

Składniki:
- garść suszonej pokrzywy,
- gorąca, przegotowana woda: w ilości wystarczającej do pokrycia wszystkich liści (ok. 1/3 szklanki),
- 2-3 krople gliceryny,
- 10 kropel esencji zapachowej (u mnie chocolate & tequila),
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej,
- 1 łyżka mąki żytniej,
- szczypta sody oczyszczonej,
- niecała łyżeczka octu jabłkowego lub octu z kombuczy.

Przygotowujemy napar z pokrzywy dla wzmocnienia włosów i pobudzenia ich do wzrostu. Garść liści zalewamy gorącą wodą (nie wrzątkiem) w odpowiedniej ilości. Pozostawiamy do wystygnięcia do temperatury pokojowej. Odcedzamy od ziela. W osobnym naczyniu mieszamy obie mąki z sodą. Do mąk dolewamy wodę pokrzywową i mieszamy do uzyskania gładkiej konsystencji. Bardzo ważne jest to, aby nie było grudek, gdyż naprawdę ciężko jest je później wypłukać z włosów. Wkraplamy glicerynę i zapach oraz dolewamy octu i ponownie mieszamy.  Nakładamy na skórę głowy oraz na całą długość włosów. Zostawiamy na 5 minut i spłukujemy ciepłą wodą. 

Uwierzcie mi - Wasze ciała docenią te wszystkie starania i szybciej lub później odwdzięczą się ze zdwojoną siłą. Bawcie się dobrze i róbcie kosmetyki w domu ♥


23.2.15

Wegańska domowa nutella





Akurat jedzenie lubię mieć gotowe i lubię nie martwić się o to, co wezmę na uczelnię i cały dzień bycia poza domem, dlatego wszystko, co mogę - przygotowuję sobie wieczorem, a resztę (np. wyciskanie soków) zostawiam na rano. Dziś powróciłam do świata żywych - po cudownym i beztroskim gotowaniu z rana tego, na co mam ochotę i w ogóle jedzeniu co pół godziny, jak ja to lubię, musiałam przejść w tryb "Co ugotować/pokroić na jutro?"


Zamierzałam zrobić burgery z kaszy jaglanej i warzyw, ale... karob i kakao wiedziały lepiej jak uczynić, by było słodko i pożywnie, a coś na słodko też być musi!






Składniki:
- 1 szklanka kaszy jaglanej,
- 3 łyżki karobu,
- 2 łyżki kakao,
- 4 łyżki domowej mąki z orzechów włoskich,
- 6 łyżek cukru.

Przygotowanie: Kaszę gotujemy ok. 20 minut (wsypujemy ją do gotującej się wody, wody nie solimy). Zostawiamy do wystygnięcia. Dodajemy: karob i kakao przesiane przez sitko, aby nie było grudek, mąkę z orzechów włoskich oraz cukier. Najweselsza część: miksujemy do uzyskania gładkiej masy.

Karob możemy pominąć, jednak jest on dla mnie zdrowszą wersją kakao (nie kupuję raw ani organicznego kakao). Podobnie możemy poczynić z mąką z orzechów włoskich zastępując ją jakimikolwiek orzechami drobno posiekanymi (wówczas dorzucamy je po miksowaniu masy jaglanej). Nutella, jak wiadomo - z przeznaczeniem na kanapki, ale nakładałam jej sobie taką warstwę, że zaczęłam jeść raczej pastę jaglaną z chlebem, a nie odwrotnie. Więc radzę: ŁYŻKĄ, Kochani, ŁYŻKĄ. Sami rozumiecie.

Aha - i nie polecam podwajać porcji podanej wyżej, bo nie ważne ile zrobicie, i tak to zjecie! A po co? Na świeżo można...

20.2.15

Wegański makowiec


STAŁO SIĘ! Upiekłam w końcu ciasto. Od tygodnia zbierałam się na poszukanie konkretnego przepisu. Nie zrobiłam tego. Wstałam dziś rano. Otworzyłam szafki. Mak niebieski na wierzchu. Okej, będzie makowiec! Na nadchodzącą wiosnę!




Składniki:
- 1 szklanka maku,
- 1,5 szklanki mąki żytniej,
- 0,5 szklanki mąki z orzechów włoskich,
- 0,5 szklanki cukru,
- szczypta soli morskiej,
- 1 płaska łyżka sody oczyszczonej,
- 1 szklanka przecieru jabłkowego (u mnie jabłkowo-brzoskwiniowy),
- 1/3 szklanki oleju (u mnie z otrębów ryżowych),
- olej do wysmarowania formy do pieczenia,
- bułka tarta/mąka do obsypania formy.


Oczywiście, możecie użyć mąki pszennej zamiast razowej, a mąkę z orzechów włoskich zastąpić jakąkolwiek inną. Po prostu uważałam, że orzechy będą odpowiadały mi smakowo z makiem. Zamiast przecieru jabłkowego, można dodać inny. Niestety trzeba wtedy zwrócić uwagę na to, czy jest wystarczająco kwaśny (soda musi zareagować z czymś kwaśnym, aby spulchnić ciasto). Jeśli jest bardzo słodki, polecam dodać odrobinę octu jabłkowego. Czasami warto dodać go nawet dodatkowo do przecieru jabłkowego, gdyż zwykle jest on mocno dosładzany (mój nie jest, więc ocet pominęłam). 

Przygotowanie: mieszamy dokładnie suche składniki, dodajemy wszystkie mokre i mieszamy do momentu, aż nie będzie nigdzie suchej mąki. Formę do ciasta smarujemy olejem, wysypujemy bułką tartą lub mąką. Nakładamy ciasto i blaszkę wstawiamy do nagrzanego wcześniej piekarnika do 180 stopni C, na ok. 50 minut. Dla upewnienia się, przed wyciągnięciem naszego makowca z piekarnika, warto sprawdzić patyczkiem, czy jest już gotowy. Aha - i nie bądźcie jak ja, dajcie mu chociaż przestygnąć. Łatwiej się wtedy kroi :)

Proporcje powyższego przepisu na formę o wymiarach: 27 cm x 12 cm.



Smak - rewelacja. Nie jadłam makowca odkąd zrezygnowałam całkowicie z nabiału oraz w okresie, kiedy się od niego powstrzymywałam. Nigdy szczególnie za nim nie przepadałam, ale około miesiąca temu specjalnie ruszyłam do sklepu i kupiłam paczkę maku, taką miałam ochotę. Dodawałam do past, kanapek i innych dziwności. Ale dzisiejszy prawdziwy wegański MAKOWIEC chyba pozostanie moim ciastem popisowym (a powstało tak przypadkowo...) ♥ Polecam szybciutko iść do kuchni i go po prostu zrobić. Przygotowanie ciasta to 10-15 minut, a piecze się przecież samo :)

Miłego weekendu, Kochani!
Wpadajcie na Facebooka!

19.2.15

Maseczka na twarz z gałki muszkatołowej + siemieniowa maska na włosy

Kuchnia niedługo zwariuje od nadmiaru gotowanych kosmetyków, a ja na przyprawy, owoce i mąki patrzę tylko z perspektywy produktów nadających się do wykorzystania podczas pielęgnacji. Mama ostatnio raczy mnie obiadami: pieczarkowa zupa krem, placki ziemniaczane, brokuły na milion sposobów (i to jest przyczyna braku przepisów, które zwykle publikowałam)... Poza tym, że jutro prawdopodobnie znajdę chwilę wolnego czasu i zasiądę w kuchni przy otwartej szafce - z nadzieją na upieczenie czegoś czekoladowego, uraczę Was dziś ponownie domowymi kosmetykami :)



TWARZ
maseczka z gałki muszkatołowej

Produkty:
- 2  łyżeczki oleju z otrębów ryżowych,
- 1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej,
- 1 płaska łyżeczka cynamonu.

Efekty: użyłam jej dwukrotnie, w odstępie 3 dni, cudowne nawilżenie skóry twarzy (zwłaszcza, jeśli ktoś często używa peelingów albo produktów mających zwalczać trądzik, które bardzo wysuszają), delikatne podkreślenie kolorytu.

Użycie: nałożyć na twarz oraz szyję i wmasować, zostawić na 20 minut, zmyć letnią wodą. Składniki w takiej ilości wystarczają na 3-4 maseczki, ale przed każdym użyciem warto je ponownie przemieszać (na zdjęciu powyżej dobrze widać, jak przyprawy oddzielają się od oleju).

SIEMIENIOWY GLUTEK! ♥

WŁOSY
maska z gluta po ugotowanych ziarnach siemienia :)

Gotowałam wczoraj Siwemu siemię na cotygodniową sałatkę i wodę po oddzieleniu odlałam do osobnego naczynia (a zwykle wylewam do zlewu!). Odstawiłam na noc do lodówki. Rano miałam piękną galaretkę, którą swobodnie można nałożyć na włosy. Wmasowałam w skórę głowy i w końcówki. Zostawiłam na 45 minut, zmyłam letnią wodą. Po tym zabiegu nie myłam włosów szamponem, ale uważam, że można to zrobić. Efekt po zmyciu letnią wodą na moich włosach był taki, że miałam CUDOWNIE delikatne końcówki! Z czego jestem naprawdę zadowolona, bo ostatnio były jednym wielkim napuszonym włosem. Niestety, zupełnie przy czubku głowy były nieco sztywne (mimo tego nadal wyglądające estetycznie) - prawdopodobnie unikniecie tego, gdy po spłukaniu maski użyjecie szamponu. Ja natomiast uczesałam się w koński ogon i cieszyłam pięknymi na całej długości włosami :)

Sposób przygotowania: pół szklanki nasion lnu gotujemy ok. 20 minut na wolnym ogniu. Pilnujemy, bo może się okazać, że będziecie sprzątać całą kuchnię obklejoną w siemię. Komu wykipiało, ten wie! :)

P.S. Jeśli jednak nic nie upiekę, w następnym wpisie pokażę Wam moje ulubione szamponowe receptury na bazie mąk! A teraz idę cieszyć się ostatnimi chwilami beztroskiej wolności... Miłego wieczoru! ♥


16.2.15

Pakt pokoju z Ziemią. Na ile Cię stać?





Wpis o najlepszych książkach lutego planuję oczywiście na początek marca. Mam jednak zamiar nawiązać do jednej z nich już teraz. Książka Świat w naszych rękach. W trosce o środowisko i pokój na Ziemi autorstwa buddyjskiego mnicha Thich Nhat Hanha poruszyła moje szare komórki i sprawiła, że zaczęłam się poważnie zastanawiać nad podniesieniem sobie poprzeczki. Czy naprawdę robię coś KONKRETNEGO dla środowiska? Czy moje życie jest ETYCZNE? Wymagam od siebie za dużo czy za mało? Czy to, co sobie postanowiłam, jest możliwe do zrealizowania? 


Powody do rozmyślań dała mi powyższa książka oraz ostatni rozdział - PAKT POKOJU Z ZIEMIĄ.







"Ja XYZ zobowiązuję się:
□ Chodzić do pracy pieszo albo dojeżdżać rowerem X razy w tygodniu.
□ Chodzić pieszo albo jeździć rowerem do miejsc położonych w odległości nie większej niż pięć kilometrów.
□ Zmniejszać ruch samochodowy dzięki umawianiu się z innymi osobami na wspólne przejazdy.*
□ Korzystać z transportu publicznego zamiast z samochodu osobowego.
□ Obchodzić dzień bez samochodu raz w tygodniu.
□ Obchodzić dzień bez samochodu raz w miesiącu.
□ Zmniejszyć liczbę przejazdów samochodowych o X procent.
□ Korzystać ze schodów zamiast z windy.
Raz w tygodniu obchodzić dzień bez elektryczności.
□ Zamówić kontrolę efektywności energetycznej swojego domu/mieszkania i poprawić tę efektywność.
□ Kupić i zainstalować w domu panele słoneczne. **
□ Zacząć korzystać z odnawialnych źródeł energii elektrycznej (wiatrowej, geotermalnej).
□ Suszyć upraną bieliznę naturalnie (bez użycia suszarki elektrycznej).
□ Ograniczyć korzystanie z suszarki do włosów oraz innych urządzeń elektrycznych. 
□ Wspierać okolicznych rolników i ograniczyć korzystanie z transportu - kupować produkty lokalne.***
□ Uprawiać własne warzywa i owoce.
□ Nie używać pestycydów ani herbicydów.
□ Zaopatrywać się co najmniej w X procentach w żywność ekologiczną.
□ Przyłączyć się do grupy osób wspólnie zaopatrujących się bezpośrednio u rolnika na zasadzie stałej umowy. 
□ Zastąpić w domu żarówki świetlówkami kompaktowymi.
□ Wyeliminować w domu korzystanie z klimatyzacji.
□ Ograniczyć korzystanie w domu z klimatyzacji o X stopni.
□ Zmniejszyć ogrzewanie domu o X stopni.
□ Zainstalować termostat z programatorem, regulujący ogrzewanie.
□ Zainstalować energooszczędne ocieplenie i szczelne okna.
□ Odżywiać się po wegetariańsku.
□ Odżywiać się wyłącznie produktami roślinnymi. 
□ Jeździć samochodem oszczędzającym paliwo.
□ Wystrzegać się kupowania produktów jednorazowych i dużej ilości opakowań.
□ Zrezygnować z papierowych serwetek, ręczników i talerzy na rzecz wielorazowych. 
□ W miarę możliwości korzystać z biblioteki, nie kupować książek. 
□ Podczas robienia zakupów używać toreb płóciennych lub innych wielorazowego użytku.
□ Stosować biodegradowalne środki czyszczące.
□ Kompostować odpadki kuchenne.
□ Zachęcić swoje biuro lub swoją szkołę do wprowadzenia recyklingu.
□ Dzielić się otrzymywanymi czasopismami i katalogami, ofiarowując je np. do przychodni.
□ Ponownie wykorzystywać lub oddawać do recyklingu wszystko, co się da.
□ Kupować ubrania w sklepach z odzieżą używaną i w sklepach organizacji dobroczynnych.
□ Sadzić, gdzie ma to sens, rośliny rodzime i odporne na suszę.
□ Zasadzić w swej okolicy X drzew.
□ Wyłączać nieużywane przez dłuższy czas komputery.
□ Podłączać swoje urządzenia do przedłużacza z wyłącznikiem, żeby uniknąć poboru energii poza okresami użytkowania.
□ Nastawić komputer i monitor na samoczynne wyłączanie się po dziesięciu minutach nieaktywności.
□ Ograniczyć zużycie ciepłej wody o X procent.
□ Brać tylko krótki ciepły prysznic.
□ Zainstalować kolektor słoneczny do podgrzewania wody.
□ Spuszczać wodę w toalecie tylko wtedy, gdy jest to niezbędne.
□ Ponownie wykorzystywać wodę po zmywaniu bądź myciu rąk.
□ Zakręcać kran na czas szczotkowania zębów albo golenia się.
□ Ograniczyć łączne zużycie wody o X procent.
□ Zainstalować system przechwytywania i magazynowania deszczówki.
□ Zbierać śmieci napotykane podczas spaceru lub na trasie joggingu.
□ Zachęcić znajomego do podjęcia jakichś zobowiązań z tej listy.
□ Rozwijać własną wiedzę o ekologii.
□ Pisać artykuły bądź opowiadania, które pomogą innym nawiązać kontakt z własnym ekosystemem. 
□ Raz w tygodniu medytować nad swoimi relacjami z najbliższym ekosystemem. 
□ Raz w tygodniu medytować nad tym, jak mogę ograniczyć konsumpcję, i działać w zgodzie z wyciągniętymi wnioskami.
□ Napisać do polityków działających w skali lokalnej i krajowej, wzywając ich do ustanowienia praw skuteczniej chroniących środowisko.
□ Wspierać miejscowe organizacje ekologiczne."

Ode mnie:
□ Używać w ponad 50% kosmetyków naturalnych i robionych w domu. 
□ Nie nastawiać pełnego czajnika z wodą do zaparzenia jednej szklanki herbaty (moja zmora).

Kolorem zielonym zaznaczyłam punkty, których przestrzegam od zawsze. Na czerwono zaznaczyłam te, których chciałabym się podjąć w zakresie swoich realnych możliwości. Wiem, że wiele z tego jestem w stanie zrobić, a jeśli nie - mogę ograniczyć coś nawet o połowę. To nie boli - to cieszy i daje wolność!


Od WAS:
regrowing,
□ ponowne wykorzystanie wody po gotowanych ziemniakach lub makaronie, np. do podlania roślin (zapewniam, że się ucieszą),
□ nie jadać wysoko przetworzonego jedzenia,
□ jeśli nie jesteśmy w stanie zrezygnować z nabiału w postaci jajek, kupujmy certyfikowane (ekologiczne i od kur z wolnego wybiegu),****
□ ...
□ ...
□ ...


Od CIEBIE oczekuję propozycji w komentarzach. Najciekawsze i możliwe do zrealizowania dopiszę do postu. W ramach tego małego projektu jestem w stanie nagrodzić Was czymś naturalnym - roślinki, nasionka, ciekawe przyprawy... :) Zachęcam Was do aktywności i podawania tego postu dalej. 

Niech do dbania o Ziemię zobowiąże się jak najwięcej osób! 
Wiem, że mogę na Was liczyć ♥


* Więcej o Światowym Dniu bez Samochodu dowiecie się w poście o najlepszych książkach lutego. 
** Fragment tekstu w całości pochodzi z książki i zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie opcje sprawdzą się w przypadku danego kraju oraz są zależne od innych czynników - m.in. budynku mieszkalnego lub osoby, która jest za to odpowiedzialna. 
*** Punkt, z którym nie do końca się zgadzam. Jestem na etapie poszukiwań prawdy, ale w tej chwili wolę kupić  produkt certyfikowany (np. sprawiedliwego handlu, od biednych rolników Ameryki Południowej, ekologiczny) niż produkt lokalny, ponieważ w takim wypadku moje pieniądze zrobią więcej dla tamtejszej ludności z ubogiego kraju, niż dla lokalnego rolnika, do którego i tak muszę dojechać i nie zrobię tego bez samochodu. W tym przypadku koszty transportu oraz emisji dwutlenku węgla i innych zanieczyszczeń przypadających na osobę lub kilogram produktu są takie same. Ponadto, w przypadku zaopatrywania się w lokalne produkty od rolników nie mam pewności w związku z używaniem nawozów sztucznych. 
**** Czy znacie sprawdzone i konkretne firmy/gospodarstwa mające w swojej ofercie jaja od kur z wolnego wybiegu oraz ekologiczne? Przyznam, że nie znam ani jednej. Bo może takowej nie ma?

Fragment powyższego tekstu w cudzysłowie pochodzi z książki Świat w naszych rękach. W trosce o środowisko i pokój na Ziemi, autorstwa Thich Nhat Hanh.



Poślijcie ten wpis w świat!
Dziękuję!

13.2.15

Lawendowa maseczka do twarzy z płatków owsianych

Moje kosmetyczno-naturalne poszukiwania nie mają końca. Codziennie zapisuję i komponuję nowe przepisy. Przeglądam moje ziołowe i roślinne zasoby, które mogłabym wykorzystać w pielęgnacji. Daję jednak swojej skórze i ciału odpoczynek, nawet od naturalnych specyfików, które wykonuję sama. Jakiekolwiek maski lub inne kosmetyczne manewry wykonuję co drugi dzień (nigdy codziennie), chyba, że jest to seria zabiegów. Każdy z osobna musi poczuć swoje ciało i jego potrzeby oraz zrozumieć, co działa na korzyść, a czego lepiej unikać - nie tylko w kwestii działania na zewnątrz kosmetykami, ale i od wewnątrz - od tego, co codziennie wkładamy do ust. Mamy wybór. Możemy słuchać swojego organizmu. 

ORGANIZM TO MÓJ NAJLEPSZY DORADCA!


Składniki na maseczkę:
- 3 łyżki błyskawicznych płatków owsianych,
- 1 łyżeczka suszonej lawendy lekarskiej,
- gorąca woda do zaparzenia.


Na sucho mieszamy lawendę z płatkami w szklance. Zalewamy wodą tak, aby było jej około 1 cm więcej niż płatków. Przykrywamy na 5 minut talerzykiem. Po zaparzeniu należy przemieszać i odstawić na czas ostygnięcia. Nakładać na twarz i zostawić na 20 minut. Przed dokładnym nałożeniem można wykonać peeling z tych samych składników, ale nie jest to konieczne.


Lawenda lekarska jest stosowana w kosmetyce bardzo często. Nic dziwnego, skoro ma tak wiele dobroczynnych własności kosmetycznych. Przede wszystkim (jeśli chodzi o użycie masek z jej zielem) ma działania przeciwstarzeniowe i ściągające. Maseczkę można obficie położyć pod oczami - lawenda zmniejszy przepływ krwi i zmniejszy, często spowodowane zmęczeniem, fioletowe przebarwienia pod oczami. Kosmetyki z jej dodatkiem powinny zainteresować osoby zmagające się z trądzikiem, ponieważ ma ona działanie antyseptyczne i przyspiesza gojenie się ran. Stosowana systematycznie może delikatnie zmniejszyć drobne zmarszczki (zwiększa napięcie skóry). 

Płatki owsiane zapewnią naszej skórze głębokie oczyszczenie, a dzięki peelingowi - złuszczenie martwego naskórka. Podobnie jak lawenda, mają właściwości odmładzające - zawierają substancje (dokładniej: aminokwasy), które pobudzają skórę do produkcji kolagenu. W tym wszystkim są bardzo subtelne :) Delikatne, łagodzące podrażnienia skóry i przeciwzapalne. 

Efekty: bardzo zadowalające! Mama zadowolona - uczucie napiętej skóry, ja także zadowolona - podobnie jak Mama. Świetne oczyszczenie i odświeżenie skóry twarzy! Zdała egzamin na 5!

Jedyny jej minus (a może i nie) to zmywanie zaschniętych płatków lub gluta owsianego z twarzy - trzeba poświęcić kilka minut. 

 Idealne rozpoczęcie weekendu! Bawcie się dobrze!

10.2.15

Maska do włosów 2in1 - imbirowa z siemieniem lnianym

Zachwycona ostatnim odkryciem - szamponem z mąki żytniej i skrobi ziemniaczanej, postanowiłam wzmocnić swoje włosy dodatkową maską. Standardowo, zależało mi, aby była w 100% naturalna. Wybrałam imbir i siemię lniane - połączenie nawilżenia i wzmocnienia. 







Do przygotowania maski na długie włosy użyłam:
- 4 łyżki zmielonego siemienia lnianego,
- 1 łyżeczkę oleju kokosowego nierafinowanego,
- 1 czubatą łyżkę imbiru w proszku,
- 15 łyżek wrzątku.





Imbir mielimy, zaparzamy wrzątkiem i pozostawiamy do zrobienia się glutka. Dodajemy olej kokosowy. Odstawiamy wszystko do ostygnięcia. Dosypujemy imbir i mieszamy. Nakładamy na mokre/zwilżone włosy, najpierw wmasowując w skórę głowy, dopiero później koncentrując się na długości. Starannie docieramy do każdej cebulki. Włosy zostawiamy w masce na min. 30 minut. Spokojnie możecie zostawić ją na głowie do godziny. Zakręcamy w ręcznik - wcześniej proponuję nałożyć folię aluminiową lub woreczek. Dokładnie i uważnie spłukujemy letnią wodą (nerwowych może wyprowadzić z równowagi). Zwróćcie uwagę, czy aby na pewno pozbyłyście się wszystkich drobinek zmielonego siemienia. Zdanie ode mnie: postarajcie się zrobić tę maskę, kiedy macie dzień wolnego. Nie róbcie jej ani przed, ani po myciu. Po prostu zmoczcie włosy letnią wodą, a gdy ściągniecie już w maskę, dajcie włosom dzień wolnego od szamponów. Możecie ewentualnie użyć mącznego szamponu, o którym pisałam dwa dni temu. Włosy po tej masce mogą być przetłuszczone lub nadmiernie obciążone po dużej ilości oleju kokosowego. 

Wszelkie domowe maski robi się "tradycyjnie" na bazie sklepowych masek o neutralnym działaniu i składzie. Można wówczas za każdym razem działać innym specyfikiem i dodawać innego oleju. Na szczęście - moje kosmetyki już dawno nie widziały w swoim towarzystwie takiegoż sklepowego luksusu w postaci maseczki do włosów, a na nieszczęście - tyle samo nie widziały jej moje włosy. 




Działanie: imbir przyspiesza porost włosów i poprawia krążenie, siemię lniane i olej kokosowy doskonale nawilżają (olej kokosowy forever ♥) i odżywiają, ponadto olej kokosowy zadba o włosy farbowane oraz o rozdwojone końcówki, wszystkie składniki w połączeniu sprawiają, że włosy stają się zdrowsze (podobno i bardziej gęste)

Efekt po użyciu: pierwszy raz w życiu rozczesałam włosy na mokro i do tego grzebieniem i za to ogromny plus, po wyschnięciu wygładzone, nie napuszone - kolejna istotna zaleta, błyszczące włosy do połowy długości, przy czubku głowy przetłuszczone (nie wiem, jak zachowałyby się, gdybym nie dodała oleju) - mimo tego mam zamiar stosować tę maskę systematycznie oraz wzmocnić ten rezultat włączeniem siemienia lnianego do codziennej diety (bo jem je tylko, gdy mam ochotę na słodycz - i robię wtedy czekoladowy deser ♥).

Minus: spłukiwanie włosów przez dłuższą chwilę - u mnie ponad 6 minut, aby wszystkiego dokładnie się pozbyć.

Uwaga: przed użyciem należy zrobić próbę uczuleniową na małej powierzchni skóry. 


Owszem, moje włosy się cieszą, ale... dawno nie gotowałam nic poza kosmetykami i pastą do kanapek! Czas wykopać się do kuchni.
Miłego tygodnia!


8.2.15

Szampon z mąki żytniej

Po dobowej masce na włosy z oleju kokosowego chciałam potraktować je równie poważnie - delikatnym szamponem, godnym, naturalnym umyciem ich niechemią. Dotychczas, jak już wiecie, stosowałam sodę oczyszczoną połączoną z odżywką z octu jabłkowego. I owszem - satysfakcjonowało mnie to połączenie z jednym zastrzeżeniem: używanie sody kilka myć z rzędu (bez przerwy na sklepowy szampon) powodowało, że moje włosy nie były włosami, tylko napuszonym sianem :) Być może (o ile nie na pewno) działo się tak dlatego, że były one silnie uzależnione od chemii. Skoro tak - znalazłam dla nich alternatywę. A co! Trzeba się odwdzięczyć, że są długie, pięknie proste i nigdy nie chcą mieć loków, nawet kiedy nie pada :)

Dawno już czytałam na temat mycia włosów mąką - żytnią lub żytnią z dodatkiem ziemniaczanej. Przekonał mnie fakt, że taki roztwór ma pH ok. 5, czyli zbliżony do naturalnego pH skóry. Ponadto wiele znamy zalet mąki żytniej i ziemniaczanej oraz zawartych w nich właściwości, np. wielu witamin z grupy B, magnezu, selenu oraz cynku. Skrobia ziemniaczana zmiękcza włosy i sprawia, że są przyjemne w dotyku (po pierwszym takim myciu będziesz je dotykał(a) z czystą przyjemnością!). 


Składniki:
- 3-4 łyżki mąki żytniej,
- 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej,
- 3/4 szklanki letniej wody,
- u mnie dodatkowo: 1 łyżeczka szamponu z rozmarynem.

Przygotowanie: dwa rodzaje mąki mieszamy na sucho, dolewamy stopniowo letniej wody, mieszając tak, aby nie było grudek, na końcu dodajemy szampon (jeśli mamy zamiar go użyć). 



Już tłumaczę szampon w szamponie: kiedy użyłam pierwszy raz mącznego szamponu, dodałam jedną łyżeczkę rozmarynowego, żeby moje włosy miały czas się przyzwyczaić. Przy kolejnych dodałam pół łyżeczki. Planuję stopniowo zmniejszać dawkę chemii, aby nie rzucać organizmu na głęboką wodę. Uważam, że warto poczekać. 

19.02.2015r. ► Po umyciu włosów takim szamponem są one bardziej podatne na układanie. Loki na moich prościutkich włosach żyły ostatnio (swoim życiem - swoją drogą) cały dzień bez żadnych wspomagaczy w postaci pianki lub lakieru, co się u mnie nie zdarza. A lubię się lokować, więc... jestem z niego zadowolona przy dłuższym stosowaniu :)




Szampon wmasowujemy, bardziej skupiając się na skórze, aniżeli na samych włosach. Pozostawiamy na kilka minut, po czym spłukujemy letnią wodą. 

Uwaga: stosujemy tylko mąkę żytnią, bo zawiera ona najmniej glutenu. 

P.S. Zawsze planuję krótki i treściwy post, a... jest jak zwykle! 

1.2.15

2 TOP książki STYCZNIA 2015


Część druga prezentująca książki, które według mnie warto przeczytać - w styczniu proponuję dwie, bo poza nimi przeczytałam tylko bardziej specjalistyczne książki, tzn. pozwalające nabyć wiedzę z danej dziedziny, więc nie widzę sensu o nich pisać. Na luty zaplanowałam sobie jedną książkę o sukcesie, drugą o mapach myśli (dziękuję za prezent, mój ukochany człowieku) i trzecią bardzo klasyczną - z 1949 roku, chociaż nie wiem, czy nie będę czytać jej w męczarniach (może się akcja jeszcze rozkręci). Więc... wysyłam Was do biblioteki :)




1. Michał Piróg 
Chcę żyć



Książka rozpoczyna się następująco:


Książkę dedykuję wszystkim, którzy z powodu poglądów politycznych, wyznania, koloru skóry czy orientacji seksualnej muszą każdego dnia udawać kogoś, kim nie są. Życzę Wam, żeby nadszedł taki dzień, w którym każdy z Was poczuje się w pełni wolny. 





Jedna z najlepszych książek, które ostatnio czytałam (albo w ogóle). Poruszająca kolejno: gruczoły łzowe, serce i na końcu dupę. Tak - pozwala wstać na nogi nawet tym, którzy sądzą, że są w dobrej kondycji psychiczno-fizycznej. Książka sprawiła, że zaczęłam pałać do Piróga ogromną miłością (a zwłaszcza do jego podejścia do życia i ludzi) i trafił na listę ludzi, z którymi chciałabym się kiedyś spotkać (dotychczas byli to tylko Durianrider, Denis Waitley i Gary Yourofsky). Książki autobiograficzne są jednak świetne. Jego miłość  opisywana w książce - miłość do podróży, do tańca, do ludzi sprawia, że chcesz tego samego. CHCESZ naprawdę ŻYĆ.





2. Peter Singer i Jim Mason
Etyka a to, co jemy


Dużo, dużo faktów. Dużo liczb i statystyk. Dużo danych. Podoba mi się fachowe podejście Singera i Masona do etyki - rozważanie każdej opcji (także tej nie będącej po stronie weganizmu, lecz np. tylko po stronie ochrony środowiska). Książka dobra dla niedowiarków, dlatego można polecić ją komuś, kto wątpi czy podąża słuszną drogą. Dzięki niej zaczęłam rozważać czy nabywanie lokalnych produktów zawsze jest dobre (teraz uważam, że niestety, ale - NIE) oraz będę cytować ją w przypadku, gdy znowu pojawią się padające coraz częściej pytania: swoim dzieciom też nie dasz mięsa? Ano nie dam :) Podsumowanie książki znajdujące się na ostatnich stronach ściśle stoi po stronie etycznego weganizmu, ale pochwala rozwijanie się małymi krokami - nie wymaga tu i teraz rezygnacji z wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego. Rozprawa Masona i Singera powinna trafić w ręce każdego obywatela ziemi, ponieważ nie traktuje tylko o farmach przemysłowych, lecz także o zrównoważonym rybołówstwie, zasobach naturalnych planety, organicznym uprawianiu warzyw i owoców, sprawiedliwym handlu i polityce. Zupełnie na końcu znajdziemy spis polskich blogów, stron internetowych, sklepów i miejsc, w których można zdobyć dodatkową wiedzę lub zjeść coś MORALNEGO :)

Kolejna część na początku marca o podsumowaniu lutego.
Miłej niedzieli!