19.2.15

Maseczka na twarz z gałki muszkatołowej + siemieniowa maska na włosy

Kuchnia niedługo zwariuje od nadmiaru gotowanych kosmetyków, a ja na przyprawy, owoce i mąki patrzę tylko z perspektywy produktów nadających się do wykorzystania podczas pielęgnacji. Mama ostatnio raczy mnie obiadami: pieczarkowa zupa krem, placki ziemniaczane, brokuły na milion sposobów (i to jest przyczyna braku przepisów, które zwykle publikowałam)... Poza tym, że jutro prawdopodobnie znajdę chwilę wolnego czasu i zasiądę w kuchni przy otwartej szafce - z nadzieją na upieczenie czegoś czekoladowego, uraczę Was dziś ponownie domowymi kosmetykami :)



TWARZ
maseczka z gałki muszkatołowej

Produkty:
- 2  łyżeczki oleju z otrębów ryżowych,
- 1 płaska łyżeczka gałki muszkatołowej,
- 1 płaska łyżeczka cynamonu.

Efekty: użyłam jej dwukrotnie, w odstępie 3 dni, cudowne nawilżenie skóry twarzy (zwłaszcza, jeśli ktoś często używa peelingów albo produktów mających zwalczać trądzik, które bardzo wysuszają), delikatne podkreślenie kolorytu.

Użycie: nałożyć na twarz oraz szyję i wmasować, zostawić na 20 minut, zmyć letnią wodą. Składniki w takiej ilości wystarczają na 3-4 maseczki, ale przed każdym użyciem warto je ponownie przemieszać (na zdjęciu powyżej dobrze widać, jak przyprawy oddzielają się od oleju).

SIEMIENIOWY GLUTEK! ♥

WŁOSY
maska z gluta po ugotowanych ziarnach siemienia :)

Gotowałam wczoraj Siwemu siemię na cotygodniową sałatkę i wodę po oddzieleniu odlałam do osobnego naczynia (a zwykle wylewam do zlewu!). Odstawiłam na noc do lodówki. Rano miałam piękną galaretkę, którą swobodnie można nałożyć na włosy. Wmasowałam w skórę głowy i w końcówki. Zostawiłam na 45 minut, zmyłam letnią wodą. Po tym zabiegu nie myłam włosów szamponem, ale uważam, że można to zrobić. Efekt po zmyciu letnią wodą na moich włosach był taki, że miałam CUDOWNIE delikatne końcówki! Z czego jestem naprawdę zadowolona, bo ostatnio były jednym wielkim napuszonym włosem. Niestety, zupełnie przy czubku głowy były nieco sztywne (mimo tego nadal wyglądające estetycznie) - prawdopodobnie unikniecie tego, gdy po spłukaniu maski użyjecie szamponu. Ja natomiast uczesałam się w koński ogon i cieszyłam pięknymi na całej długości włosami :)

Sposób przygotowania: pół szklanki nasion lnu gotujemy ok. 20 minut na wolnym ogniu. Pilnujemy, bo może się okazać, że będziecie sprzątać całą kuchnię obklejoną w siemię. Komu wykipiało, ten wie! :)

P.S. Jeśli jednak nic nie upiekę, w następnym wpisie pokażę Wam moje ulubione szamponowe receptury na bazie mąk! A teraz idę cieszyć się ostatnimi chwilami beztroskiej wolności... Miłego wieczoru! ♥


4 komentarze :

  1. Mam tylko małe pytanie... Jak Ty oddzielasz siemię od tej galaretki? Toż to idzie się załamać, nakląć, a co najmniej rozpłakać. Masz jakieś magiczne sposoby? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż się zaczęłam zastanawiać, jak to robię... Ale po prostu z gara przelewam na sito i glutek wypływa mi do innego naczynia, a ziarna zostają w sitku :)) Też tak robisz? Czy inaczej? A może masz zbyt drobne sito i wszystko się zatrzymuje?
    P.S. Zapomniałam, że kiedyś napisałam ten post, a ostatnio wymyślam coś nawilżającego dla włosów, omamo :)) Zaraz sobie ugotuję!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czyli to w sumie dobrze, że ktoś inny ma suche włosy i mógł Ci o tym przypomnieć ;)
    I robię tak samo jak Ty, ale pewnie rzeczywiście, sito mam zbyt gęste. Już lepiej mi szło przez pieluchę tetrową, przynajmniej dało się wycisnąć cokolwiek ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.