10.6.15

"To, co jem, jest dla mnie ważne" - wypowiedzi wegan #1

Moi Ukochani Czytelnicy!
Czasami życie zmusza nas do powiedzenia STOP, do powiedzenia PRAWDY (nawet jeśli boli - trudno), do rozpoczęcia WALKI o siebie. To smutne (albo i nie?), ale nie jesteśmy w stanie zadowolić każdego i (to radosne) mamy prawo do BYCIA SZCZĘŚLIWYM w zgodzie z samym sobą 

W moim życiu ostatnio miała miejsce sytuacja, w której poczułam się gorsza i mniej akceptowana przez wybór niejedzenia produktów odzwierzęcych. Choć było to uczucie krótkotrwale i słabe (bo w ostateczności nie przejmuję się opinią innych w temacie mojego odżywiania się) - nadal przykre. Stąd narodził się pomysł na opublikowanie wpisów (dzisiejszego i kolejnego po 20 czerwca), które zawierają wypowiedzi innych osób, które interpretowały zdanie "To, co jem, jest dla mnie ważne" z osobistego (subiektywnego i obiektywnego - patrz dzisiejsza wypowiedź Nicoli!) punktu widzenia.

Ma to UWYPUKLIĆ sens wyboru produktów w sklepach, UŚWIADOMIĆ wartość tychże wyborów oraz POMÓC tym, którzy nadal się wahają (albo wątpią, nie mają poparcia wśród bliskich). 


Poniżej wypowiada się Nicola.

Przechodząc dwa lata temu na wegetarianizm, a w końcu rok temu na weganizm, musiałam zmierzyć się z wieloma nowymi aspektami tego stylu życia. Zrozumiałam, że „nie mogę” muszę zamienić na „nie chcę”. To nie tak, że „nie mogę” nosić wełnianych skarpet, dzierganych przez ciotkę, tylko „nie chcę”. Tłumacząc rodzinie - złym wyborem było powiedzieć „nie mogę” jeść jajek.

Weganizm to nie tylko decydowanie się na alternatywne odżywianie, to także podróż przez liczne artykuły naukowe: od behawioryzmu (ludzkiego i zwierzęcego) po dietetykę. Po co? Już odpowiadam. O ile zrezygnowanie z produktów odzwierzęcych jest banalnie proste, tak masa krytycyzmu, z którym trzeba się zmierzyć już nie bardzo. Jako weganin-aktywista, jest się de facto wystawionym na ostrzał (a nie łudźmy się, większość właśnie zajmuje się propagowaniem życia „cruelty-free”). Dlatego powoli budujemy mocny i niepodważalny pancerz przeciwko typowym pytaniom i błędnym stwierdzeniom (choćby na temat witaminy B12, niedoboru białka etc). Po jakimś czasie odpowiadanie i edukowanie przychodzi z wielką łatwością. Nie zrozumcie mnie źle, nie staram się nikogo odwieść od weganizmu. Wręcz przeciwnie! Dzięki weganizmowi wgłębicie się w ciekawostki o ludziach, o zwierzętach, ale także w badania naukowe, a to uważam za bardzo wartościowe.

Po za walorami zdrowotnymi, które mogłam odczuć dzięki samej diecie, przeżyłam wiele momentów uciechy w nowo zapoznanych lekturach z wyżej wymienionych dziedzin. Jednak jedna najbardziej mnie fascynuje i uczy. Jest to filozofia, a raczej ideologiczne postawy wegetarianizmu, które często są w nią wplecione.
Od samej starożytności po dzień dzisiejszy: „to, co jedliśmy, było dla nas ważne”.

Filozofowie starają się wytłumaczyć świat takim, jakim go można zastać, poprzez rozważanie go w rozmaitych systemach:
- metafizycznych (czyli takich, które rozważają sprawy poza naszą cielesnością, a raczej tych, które dzieją się w naszej jaźni),
- logicznych (poprzez wnioskowanie też),
- lingwistycznych (badanie języka, w jakim coś można wyrazić).

Oczywiście istnieje jeszcze więcej metod, ale nie o tym chciałam pisać.

Jednym z pierwszych takich momentów, w którym poczułam, że mogę wesprzeć swój weganizm na filozofii, to ten, gdy poznałam Pitagorejczyków. Wszyscy kojarzymy Pitagorasa z matematyki, lecz niewielu nas wie, że ten niesamowity myśliciel był także filozofem, a nawet prowadził zakon. Zakon ten zajmował się naukami fizyki. Cechowało go to, iż każdy uczeń Pitagorasa, by poznać tajemnice jego wiedzy, musiał poddać się ascezie. Asceza, czyli szeroko pojmowany post, była wszechstronna w świecie Pitagorejczyków. Polegała nie tylko na 3-letniej nauce w bezwzględnym milczeniu, ale też na dokładnym przestrzeganiu zasady odżywiania się.  Zasada była prosta: Pitagorejczyk nie może jeść niczego, co może zawierać duszę. Brzmi znajomo?

Tak, bo pitagorejczycy, idąc za starogreckim wierzeniem Orfickim, wierzyli w metempsychozę, znaną nam bliżej jako reinkarnację dusz. Według wierzeń i filozofii starożytnych (aż do Platona), dusza popełniła grzech podczas swojego życia pozaziemskiego. Dlatego musi odbyć pokutę przechodząc od rośliny po człowieka, różne stadia i etapy życia, szukać doznań i poznawać jak najwięcej ziemskich rzeczy, by w końcu móc trafić do poprzedniego świata. Inni ludzie nie powinni przeszkadzać duszy w jej podróży ku świetności, dlatego, jak nakazywał Pitagoras, muszą odejść od zabijania zwierząt, gdyż razem z tym aktem, odbieramy duszy możliwość rozwijania się.

Lecz nie samą ideologią Pitagoras tłumaczył pozytywny wpływ ascezy. Popierał się także promowaniem umiarkowania i dbania o intelekt poprzez spożywanie lekkostrawnych i mało wymyślnych dań (zapewne podobałaby mu się dieta RAW). Jak wszyscy wiemy i poczuliśmy nieraz,że po mięsnych oraz tłustych daniach musimy długo odpoczywać, drzemać, uporać się z dolegliwościami trawiennymi. Pitagorejczyk nie miał na to czasu. Jego ciało nie mogło zaciemniać intelektu, jeśli on miał za zadanie jak najdłużej i najintensywniej kontemplować rzeczywistość.

Wegetarianizm pitagorejczyków opierał się zatem na zdrowiu intelektualnym oraz cielesnym.
Poprzez to, iż mogłam sama zauważyć na sobie to, o czym mówił już starożytny uczony, nauczyłam się, że filozofia naprawdę może być pomocna i wskazywać drogę weganom podczas dyskusji i oraz osobistych przemyśleń. Pitagoras zrozumiał, że zwierzęta to także wartościowe stadia edukacji duszy: przechodzą cierpienie oraz śmierć tak samo jak człowiek, dlatego warto je chronić.


Zabawną motywacją dla mnie, jako wolontariuszki w jednym z największych stowarzyszeń pro-zwierzęcych, jest plotka o rzekomym wyrzucaniu rybakom ich zdobyczy z powrotem do morza poprzez samego Pitagorasa. Pokazuje mi to, że nieważne co robię w stronę weganizmu, zawsze powinnam pamiętać dla kogo to robię: dla zwierząt. Bo tak jak Pitagoras, pragnę chronić ich prawo do życia. Tak jak Pitagoras, zrozumiałam, że mogę to czynić poprzez wybieranie posiłków roślinnych oraz edukowanie swojej rodziny, swoich znajomych, także czasami obcych ludzi.


Jaka jest moja konkluzja? Nie tylko to co jem, ale też to co mówię, jest dla mnie ważne!

Nicole Janikowska
weganka i studentka filozofii na Uniwersytecie Śląskim, lat 20


Dziękuję Nicoli za podjęcie się napisania tekstu!
Iza

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.