9.8.15

"To, co jem, jest dla mnie ważne" - wypowiedzi wegan #4

Kochani, to już 4 część wypowiedzi osób, które podjęły się przejść na weganizm. W trakcie składania i redagowania są jeszcze dwie pewne części: część 5 - w której wypowie się Kasia z Kasia Weganka Blog oraz Paulina z bloga Jaskółczarnia (iście blogerska część) oraz część 6 - w której wypowie się artystka i pedagog - Melania z Marchefkowy Zakątek

Tymczasem zostawiam Was z Sylwią. Powiedziała o sobie wszystko, więc nie dodaję metryczki. O jej blogu, sklepie i rodzinie doczytacie poniżej!

"To, co jem, jest dla mnie ważne. Na pewno NIE najważniejsze, bo przecież Życie nie może kręcić się wokół jedzenia. Ale zdecydowanie TAK, jest to dla mnie ważne, bo sztuki odżywiania praną jak dotąd nie próbowałam opanować (chociaż kto wie, co przyniesie życie), a z czegoś energię do tego życia trzeba wziąć. No i właśnie – ENERGIA DO ŻYCIA, słowa klucze.

Nie jemy zwierząt już od 4 lat, na wegańskiej ścieżce drepczemy od 2,5. Mam to szczęście, że jesteśmy wegańską całą rodziną: my oboje z mężem i nasze dwie córki, 7- i 3-letnie. Młodsza jest weganką w zasadzie od zawsze (kiedy my byliśmy jeszcze jedną nogą wege, ona odżywiała się tylko mlekiem matki :).  Starsza delikatnie pchnięta w tym kierunku i trzymana za rękę w trudniejszych momentach „przerobiła” się sama - z dziecka wszystko-jedzącego do już prawie 100% weganki. Zdarzają się jeszcze np. słodycze z mlekiem czy mleczne lody, w towarzystwie dzieci różnych czasem ciężko o to walczyć, ale nie gonię jej za to, bo wiem, że w końcu i od nich odejdzie, a teraz doceniam to, jak wiele już rozumie i sama decyduje, że nie je.



Wszyscy żyjemy i mamy się dobrze. Nie chodzimy do żadnych lekarzy, bo nie chorujemy. Jak na swój wiek wyglądamy całkiem nieźle :) i podobno młodziej, niż wskazuje metryka. Jasne, miewamy kryzysy, gorsze dni, słabsze momenty, nie chce się wstać, nie ma siły, żeby coś robić, najchętniej leżeć na kanapie i wcinać chipsy, a raz w roku „chorujemy” czyli łapiemy od kogoś katar. Ale my tak MIEWAMY, a nie mamy na co dzień, nie zalegamy po każdym obiedzie przybici rodzajem jedzenia, które trzeba strawić i nie jesteśmy co miesiąc u lekarza po nowe leki na coś tam dla całej rodziny i każdego z osobna. Wszystko, czego potrzebujemy do zdrowego odżywiania, znajdujemy w roślinach. To rośliny rosną i są symbolem dobrej energii, pochodzącej z ziemi, wody i słońca, to z nich możemy czerpać prawdziwą ENERGIĘ DO ŻYCIA, to one zawierają potrzebne do prawidłowego funkcjonowania węglowodany, białka i tłuszcze oraz wszelkie witaminy i minerały.

Popularne hasło „Jesteś tym, co jesz” idealnie pasuje do kwestii weganizmu. Czy budulec mojej materii będzie pochodził ze świeżych warzyw i owoców, pożywnych zbóż i nasion, smacznych orzechów i czystej wody, czy będzie to martwa energia rozkładającego się mięsa, z „zapisanym” w nim cierpieniem zwierzęcia, każdy ma swój wybór.

Osobiście bardzo nie lubię i unikam bombardowania ludzi faktami na temat przemysłu mięsnego i nabiałowego. Uważam, że kto szuka, ten znajdzie, a żeby zacząć szukać, każdy ma swój czas.
Jedni mają wtedy 15 lat, inni 30, a jeszcze inni 60, ale na każdego przyjdzie właściwa pora.
 Moim zdaniem znacznie lepiej jest pokazywać innym pozytywne aspekty odżywiania wegańskiego, własnym przykładem potwierdzać, że można żyjąc w ten sposób być zdrowym, aktywnym, pełnym energii, dobrze wyglądającym człowiekiem, a jedzenie, które dla wielu jest jednak osią, wokół której kręci się życie, nie jest ubogie ani nudne. Jeśli ktoś dopytuje, chce wiedzieć więcej, wtedy dzielę się tym, co sama wiem, podsyłam linki do materiałów w sieci, podpowiadam, skąd czerpać inspiracje do zmian.



Wierzę, że wskazanie lepszej drogi, którą ktoś chętnie pójdzie, mimo że jej nie zna (ale przecież zapytał mnie o nią i ufa mi, że wiem, o czym mówię, bo sama nią poszłam), przynosi lepszy efekt, niż wrzask, że droga, którą idziesz człowieku, jest zła! I ty też jesteś zły, bo nią idziesz! A że ktoś cię na tę drogę pchnął i ty idziesz nią, bo nie znasz innej, to nic, droga jest zła i ty jesteś zły! To nic nie da. Często efekt będzie wręcz odwrotny, zatykanie uszu, ucieczka od tych wrzasków. Kto szuka, ten znajdzie, naprawdę. Wystarczy być wtedy blisko, mieć oczy i uszy otwarte, a serce chętne do pomocy w stawianiu pierwszych kroków na nowej drodze życia. Kroków trudnych, bo droga nowa i nieznana, ale po wybadaniu terenu i złapaniu rytmu dalej idzie się już lekko :)

Oczywiście są i tacy, którzy niczego szukać nie zamierzają, bo wystarcza im w zupełności to, co mają podane na talerzach. A na talerzach mają co? Sama jadłam w tzw. tradycyjny sposób przez wiele lat. Tak zostałam wychowana i nauczona, w takiej kulturze żyjemy. Jeszcze swojej pierwszej córce serwowałam na obiad „mięsko” z przekonaniem, że dobrze ją odżywiam. Jednak pewnego dnia... No i właśnie, jak już wspomniałam, nie mam w zwyczaju „uświadamiać” ludzi na siłę w temacie weganizmu, chyba, że zostanę wyraźnie poproszona o wypowiedź, co też miało miejsce w tym przypadku. Podzielę się więc z Wami moją historią i przemyśleniami, chociaż czasem nie będzie miło, ale jeśli to czytacie to znaczy, że szukacie.

Nie pamiętam już wyraźnie początku, mąż zaczął coś czytać, oglądać filmiki na YT, wywiad z Darkiem Gzyrą robiącym z dziećmi zakupy na warzywnych straganach, itp. Przebąkiwał o weganizmie, o nie jedzeniu mięsa, nie piciu mleka, nie braniu udziału w zabijaniu zwierząt, bo przecież, jeśli nasz Sokrates (pies) ma uczucia i nastroje, to czemu nie świnia czy krowa tak samo? Obejrzałam kilka filmików, poczułam się okropnie, popłakałam się strasznie i podjęłam pierwszą decyzję. Nie brać udziału w zabijaniu zwierząt? No jasne, przecież nie chcemy zabijać! Ok, od dziś nie jemy mięsa. Ale nie pić mleka? Nie jeść sera? To z czego będziemy brać białko?! I z totalnej niewiedzy i obaw o zdrowie nasze, ale przede wszystkim naszego dziecka, nie zgodziłam się na weganizm od razu. A potem tego żałowałam, o czym pisałam kiedyś na swoim blogu (tagi: dlaczego weganizm). Niestety, picie krowiego mleka nie różni się wiele od jedzenia wieprzowej szynki, ponieważ jak to celnie ujął Dariusz Gzyra: „Na końcu zawsze jest rzeźnia”.

Tak, to, co jem, jest dla mnie ważne. Dlatego właśnie nie chcę więcej brać udziału w wysyłaniu zwierząt do tej rzeźni, nie chcę karmić się ich cierpieniem, nie chcę karmić nim naszych dzieci, i jak to mówi nasza Maja: koniec kropka małpa dżimejl kom. Z powodu empatii dla zwierząt, ale również dzięki korzyściom zdrowotnym, jakie dostrzegam u siebie i moich bliskich, a także innym korzyściom w życiu codziennym każdego dnia wybieram rośliny do jedzenia i jestem z tego naprawdę zadowolona.

Nasze jedzenie jest świeże i kolorowe, nasze posiłki proste w przygotowaniu, nasze zakupy nie zajmują nam całego wolnego czasu. W zależności od pory roku nasza kuchnia jest pełna albo świeżych, soczystych, przeróżnych owoców, albo aromatycznych, rozgrzewających, gorących dań warzywnych, zbożowych, strączkowych. Jest zdecydowanie lepiej, niż pamiętam sprzed zmiany.


Z chęci dzielenia się z innymi własnym doświadczeniem życie dostał najpierw mój wegański blog Wszystko jest w głowie (no bo jest, czyż nie? :)),  niedawno do bloga dołączył 100% vegan SUN.SKLEP.PL i mam nadzieję zrealizować jeszcze nie jeden wegański projekt, bo to, co jem, jest ważne dla mnie i nie tylko dla mnie, jest ważne dla innych ludzi, jest ważne dla zwierząt, jest ważne dla Ziemi, na której żyjemy i ja chcę żyć w zgodzie z sobą i z nimi, po prostu."

20 komentarzy :

  1. Sylwia napisała bardzo ważną rzecz, z którą bardzo się zgadzam. Sama nie lubię i stronię od wykładów na temat rzeźni. Nie chcę nikogo zrażać do roślinnego stylu życia, lepiej pokazać że można niż być odebranym jako oszołom. :D
    Ślę również wyrazy uznania dla wegan- rodzinki! Jesteście pierwszą taką rodziną, którą poznałam. Miło mi <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, mnie również bardzo miło :)

      Usuń
  2. Każdy ma wybór, jeżeli nie chce spożywać produktów zwierzęcych to w porządku. Ja sama nie krzywdzę zwierząt, lubię naturę, ale bez przesady... picie mleka nie skrzywdzi zwierzęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strudelka, oczywiście każdy ma swoje zdanie. Ja uważam, że jedzenie mięsa jest przesadą (picie mleka także), ale przecież nie o to chodzi, co jest w tym złego... ale co dobrego :) Lubię, kiedy mleko matki trafia do jej dziecka! Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Proponuję poszukać informacji na temat przemysłu mleczarskiego, wydaje mi się, że zmienisz zdanie...

      Usuń
  3. Nie jestem weganką, ale też nie jestem temu przeciwna. Każdy ma swoje zdanie. Jedzenie, które kupujemy, nie zawsze wiemy skąd jest. Zwierzęta w pewnym stopniu potrafią być jak ludzie, czy wysłalibyśmy człowieka do rzeźni ? Zabrzmiałam troszkę drastycznie :) Poza tym świetny post wrócę do poprzednich częsci, poniewaz jestem u Ciebie pierwszy raz. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że poczytasz dalej. Bardziej się jednak cieszę z Twojej tolerancji :)
      Och, tak, zgadza się - często nie wiemy, skąd pochodzi jedzenie...

      Usuń
    2. Grunt to pozytywnie inspirować ludzi :)

      Usuń
  4. Strudelka, jak nie krzywdzi? Myślisz ze ciele dzieli się mlekiem z tobą? Ono idzie na rzeź, byś ty mogła kupić pasteryzowane, nic nie warte białe coś. Poza tym jest tu cytat odnośnie tego, czytanie ze zrozumieniem plus trochę informacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wsparcie. Jak piłam mleko, sama broniłam się krzycząc wszem i wobec, że nie widzę nic złego w krowach mlecznych. Myliłam się, ale dojrzałam na szczęście :)

      Usuń
    2. Najtrudniej jest wybrać kolor pigułki.

      Usuń
  5. Bardzo fajna seria. Fajnie jest poczytać relacje innych ludzi na to jak oni rozpoczęli swoją przygodę.. ważne by nikogo nie zmuszać do tego bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.

    Muszę nadrobić resztę postów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie. To działa jak wszystko inne w relacjach z ludźmi. Jeśli ktoś Ci rozkazuje, to wcale nie masz ochoty tego robić ;)

      Usuń
    2. I tak, jak powiedziałam, każdy ma swój czas, na wszystko. Ja też miałam przyjaciółkę wegetariankę już w szkole podstawowej, potem wegetarian i nawet jednego weganina w liceum, nic do mnie nie dotarło. Musiałam sama dojść do pewnych rzeczy, już jako dorosła osoba. Tym bardziej wspieram młodych, którzy dostrzegają, że w jedzeniu mięsa jest coś nie tak.

      Usuń
  6. Brawo, podoba mi się. Powadzenia :)
    myhearrt-mysoul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawe przemyślenia i popieram tę perspektywę patrzenia. Jednak z piciem mleka bym nie przesadzała, to jest naturalne. To, że na końcu zwykle krowa trafia do rzeźni, to już jest zupełnie inna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, picie mleka nie jest naturalne. Jest naturalne tylko dla dzieci i tylko mleka od własnej matki. Picie mleka od zwierząt w wieku nastoletnim lub dorosłym to wymysł.

      Usuń
  8. Blog 'Wszystko jest w głowie' obserwuję od dawna i muszę przyznać, że bardzo pomógł mi w mojej wegańskiej podróży, autorka jest wspaniałą osobą, wrażliwą i mądrą, a to, o czym pisze, sama na sobie wypróbowała i chce tym dzielić się z innymi, za co dziękuje :) i tak wgl super seria na blogu :)
    Bez obrazy, ale VEGE górą :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Karolina, dopiero dziś to przeczytałam ale muszę podziękować bo wzruszyłam się bardzo...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.