30.8.15

"To, co jem, jest dla mnie ważne" - wypowiedzi wegan #6


To już  6 część wypowiedzi wegan! Spóźniona o tydzień ze względu na małą (na szczęście już opanowaną) awarię komputera. Z tego miejsca dziękuję dwóm panom: jednemu, bo zamiast kazać mi czekać tydzień na zamówienie sprzętu polecił mi serwis swojego kolegi (sam mógł przecież zarobić, a jednak wiedział, że zależy mi na czasie) i drugiemu panu, który mój problem rozwiązał, sprzedając mi ładowarkę od ręki. Tak się robi biznes i pozyskuje klientów! Brawo! Zostawiam Was z Dziewczynami :)




"Czuję tremę jak przed większością ważnych wydarzeń w moim życiu! Ale będzie dobrze, prawda?   

Na początek opowiem Wam trochę o sobie. Bawię się w komiks, rysowanie i tworzenie postaci, a dama, którą widzicie poniżej [patrz: metryczka] to Marchefka- Madame Bree Carotte. Moja pierwsza antropomorficzna postać stworzona na potrzeby forum dla fanów Króla Lwa. Postać ta jest o tyle szczególna, że reprezentuje... mnie. Także jestem kotem, który tak naprawdę jest marchewką, a na dodatek nie je zwierząt i... tak, wszystko ze mną w porządku. Także witajcie, mówcie mi Marchef!
Praca, którą tu widzicie oryginalnie powstała ponad rok temu z okazji tworzenia pracy zaliczeniowej na warsztat plastyczny. Mieliśmy dowolność w wyborze mediów plastycznych, a także treści obrazu, jednak wszystko miało kręcić się wokół jednego hasła - historie kuchenne. Akurat byłam w 2 albo 3 tygodniu diety wegetariańskiej i postanowiłam to uwiecznić. Format mi nie sprzyjał, ani pastele suche, ale liczył się przekaz! Dziś widzicie zdigitalizowaną wersję tego plakatu, ponieważ.. przez przenoszenie go z kąta w kąt nabawił się wielu zagniotek i prościej było mi go przerysować, niż doprowadzić do stanu umożliwiającego zrobienie dobrego zdjęcia.

Ale może.. od początku! Od zawsze przyjaźniłam się ze zwierzętami, często traktując je jak rówieśników. W ten oto sposób jako dziecko wakacje spędzałam w kurniku ganiając się z babcinymi gęsiami, kurami i indyczkami. Bardzo je lubiłam. Zresztą każdego zwierzaka kochałam na swój sposób i nie lubię kiedy dzieje im się krzywda. Nie pamiętam kiedy pierwszy raz usłyszałam o wegetarianizmie, ale pamiętam że w pewnym momencie mojego życia nie do końca pasowało mi to, że babcia łapie kurę, a potem pieniek i siekiera są całe we krwi.

Moja pierwsza prawdziwa próba przejścia na wegetarianizm przypadła na ostatnią klasę liceum. To zabawne, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, że galaretka jest z chrząstek i nie przeszkadzało mi to, że nie jem mięsa, ale pasztety z wątróbki już tak. Któregoś razu Iza pożyczyła mi Wegańską boginię, książkę która wstrząsnęła moim systemem. Tak właściwie dzięki temu, że poznałam Izę poczułam, że to jest to, chce być jak ona i przez około pół roku trzymałam się roślinnego jadłospisu. Po tym czasie... przestałam, bo ani nie umiałam gotować ani nie chciało mi się wymyślać wegetariańskich opcji. Do tego doszedł wpływ rodziców. Chyba sporo wegetarian przechodziło podobną drogę.

Kolejna raz podeszłam do tematu w marcu 2014 roku. No i tutaj muszę Wam się do czegoś przyznać. Wymyśliłam przekręt z Wielkim Postem żeby po prostu móc spokojnie przejść na wegetarianizm, a i tak nie obyło się bez komentarzy. Nie umiem też w dalszym ciągu przyznać komuś w cztery oczy, że jestem vege nie tylko dlatego, że chciałam schudnąć, a również dlatego, że po prostu nie umiem już zjeść niczego co ma twarz, bo każde zwierze może być w odpowiednich warunkach uznane za domowe, albo za takie do kochania. Uważam, że żyjemy w czasach, które pozwalają nam na łatwiejsze i szybsze znalezienie zamienników mięsa i zapobieganie ewentualnym niedoborom.

Przez ostatni rok nauczyłam się gotować na przyzwoitym poziomie. Kilka razy usłyszałam od mamy mniej więcej takie słowa: „[jedząc takie pyszności]mogłabym przejść na wegetarianizm” albo „zrób ten swój fajny barszcz” po tym jak zjadła coś mojej produkcji! 

Czy to co jem jest dla mnie ważne? Zdecydowanie tak, choć wszystko zaczęło się od układania diety odchudzającej i liczenia kalorii. Z czasem wyeliminowałam ze swojego jadłospisu większość produktów, które związane są ze śmiercią zwierząt(nie umiem darować sobie sera) i tu pojawiła się empatia. Wolę widok biegającego wesoło cielaka niż steka na talerzu, szczęśliwą kurkę od takiej zamkniętej w klatce, konia w galopie... Można wymieniać jeszcze długo. To są moi znajomi, rodzina. Wiem jak to brzmi dla niektórych ludzi, ale kto powiedział, że nie można przyjaźnić się z taką zwykłą kurą? Mam już kilka takich przyjaźni (niestety) za sobą ;)


  


Magdalena "Melania" Brzezińska
25 lat, Nowy Jasiniec, animatorka  społeczno-kulturowa, 
prowadząca warsztaty z tworzenia komiksów dla dzieci 
i młodzieży, artystka, prowadząca bloga Marchefkowy Zakątek
współzałożycielka i rysowniczka komiksu Iustinianie






"Rok temu byłam dumna z każdego dania, które łączyło w sobie wysoko procentową śmietanę i mięso. Gdyby ktoś powiedział mi, że pozbędę się ze swojego jadłospisu jednego i drugiego, nie uwierzyłabym. Owszem zdarzały mi się bezmięsne dni, ale po jakimś czasie chodził za mną wyraźny obraz konkretnego kawałka mięsa, który od razu musiał pojawić się na moim talerzu.

Mój sposób odżywiania bardzo odbił się na moim ogólnym samopoczuciu i niestety wyglądzie. Za każdym razem po posiłku czułam się na tyle ciężko i źle, że marzyłam o wpełznięciu za kanapę i zrzucaniu skóry. Dodatkowo pojawiały się coraz to kolejne warstwy mnie samej. Jednak przez długi czas nie łączyłam mojego samopoczucia z jedzeniem. Bo jak, skoro było takie smaczne.

Przełomowym momentem była chwila gdy w moje ręce trafiła książka Marty Dymek. Wcześniej wiedziałam, że istnieje Jadłonomia, ale nie wydaje mi się, żebym w ogóle odwiedzała bloga Marty. Na szczęście silnie działają na mnie ładne obrazki i to w dużej mierze dzięki nim zainteresowałam się weganizmem. Zmieniłam swój sposób żywienia dość nagle, ale było to zaskakująco łatwe. O dziwo nie śnią mi się po nocach kotlety, a dział z nabiałem mógłby dla mnie nie istnieć. Zdecydowanie poprawiło się moje ogólne samopoczucie i jeśli czasem zdarzy mi się czuć ciężko po obiedzie wynika to tylko zza dużej porcji i jest to bardzo chwilowe uczucie.

W tej chwili nie jestem stu procentową weganką i nie wiem czy będę mogła tak o sobie kiedykolwiek powiedzieć z dwóch powodów. Pierwszym jest zawartość mojego talerza - czasem pojawia się na nim coś niewegańskiego, jednak wierzę, że jestem w stanie wyeliminować te składniki z mojej kuchni. Drugi powód to włóczka, robię na drutach i niestety nie jestem w stanie wyobrazić sobie ciepłego swetra na zimę z bawełny albo z akrylu, dlatego też bardziej bliski jest mi weganizm kulinarny niż światopoglądowy."





Alicja Olszewska
 28 lat, Ostrów Wielkopolski
zainteresowania: fotografia, aranżacja wnętrz, dziewiarstwo
 autorka bloga Baba w domu





"Jeszcze kilka lat temu nie śniło mi się, że nie będę kiedyś jeść mięsa. Uwielbiałam swojską kiełbaskę, żeberka, pieczoną kaczkę...Szanowałam wegetarian, ale miałam ich raczej za pozytywnych wariatów. Dyskutowałam z nimi wymieniając argumenty, które teraz sama obalam ;). Decyzja o niejedzeniu mięsa nie była spontaniczna ani przypadkowa. Była wynikiem procesu, który rozpoczął się wraz z narodzinami pierwszej córki. Wtedy zaczęła budzić się moja świadomość. Wcześniej niby wiedziałam, co jest zdrowe, a co nie, ale to była wiedza wybiórcza. Kiedy pojawił się człowiek, za którego życie i zdrowie byłam odpowiedzialna, zdałam sobie sprawę, że muszę zacząć żyć i jeść inaczej. To było trochę tak, jakby ktoś rzucił przede mną kłębek włóczki, która zaczęła się rozwijać, a ja próbowałam ją dogonić. Udało się dopiero dwa miesiące temu. 

Tak jak wspomniałam, to był proces. Powoli znikały z mojego menu różne "smakołyki", z czasem pojawiły się zioła i kuchnia pięciu przemian. Po drodze też ważną rolę odegrała choroba mojej mamy, która jest nieuleczalna i jedyne co można zrobić to stosować właściwą dietę - w większości bezmięsną. To chyba ona spowodowała, że przywykłam do braku mięsa w posiłkach. Zaczęłam gotować zupy na gwoździu, a nie na zwłokach, jak uroczo wyraża się mój tatuś ;). Momentem przełomowym natomiast było przeczytanie książek Beaty Pawlikowskiej "W dżungli zdrowia", którym dałam się z całkowitą premedytacją uwieść. Wtedy uświadomiłam sobie, że mogłabym bez mięsa żyć, ale nadal myślałam, że gdybym była sama... No ale mam rodzinę, oni lubią, więc nie będę nikogo uszczęśliwiać. Stanęło na tym, że mięso stało się bardzo rzadkim gościem na naszym stole, ale było...Aż nadeszły tegoroczne wakacje. Dwa tygodnie w Międzyzdrojach. Miałam to szczęście, że w trakcie naszego pobytu tam, odbywał się festiwal Indii organizowany przez fundację VIVA Kultura. Był cudowny! Wśród wielu namiotów tematycznych, które towarzyszyły imprezie, były dwa, które mnie szczególnie uwiodły. Z jedzeniem i z książkami. Najpierw spróbowałam cudnych potraw, a potem pierwszą książką jaka rzuciła mi się w oczy była "Kuchnia Kryszny". I przepadłam. Zauroczyły mnie smaki, opisy. I wiedziałam już, że to jest koniec rozwijającego się przede mną kłębka :) 

Tym sposobem od dwóch miesięcy jestem zdeklarowaną i dumną wegetarianką. Moja rodzina nie, ale mięsa w domu nie jedzą, a na moje pytania o to, czy może chcą coś mięsnego, odpowiadają, że nie! :)"




Edyta Zimny
32 lata, matka 3 dziewczynek, 
absolwentka iberystyki na UJ, aktualnie kura domowa :)
zainteresowania: szeroko pojęta psychologia 
(w tym komunikacja w duchu NVC i rodzicielstwo bliskości) 
ekologia, literatura, rękodzieło, zielarstwo i ogrodnictwo.
prowadząca bloga Moje wichrowe wzgórze 

4 komentarze :

  1. Kurcze coraz częściej trafiam na takie wpisy, moze to jakis znak sygnał, że trzeba sie poważnie zastanowic nad iloscią spożywanego mięsa? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis :) Mam nadzieje, że uda Ci się przekonać jeszcze więcej osób do zmiany diety na wegetariańska lub wegańską ;) Ja jestem już na diecie wegańskiej, wiec bloga dodaję do polubień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż chodzi mi po głowie Twój omlet po wegańsku :D

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.