27.9.15

"To, co jem, jest dla mnie ważne" - wypowiedź Marcina #10

 Bez zbędnego owijania w bawełnę - miałam ciarki, gdy czytałam ten tekst po raz pierwszy. Życie 17-letniego Marcina zmieniło się, gdy...




Ciepły niedzielny wieczór 19 września 2010, przeddzień moich 12 urodzin (6 klasa podstawówki), siedzę sobie wygodnie przed telewizorem.
Zastanawiam się, co takiego sobie zażyczyć, i dochodzę do wniosku, że nie potrzebuję kompletnie nic, idę więc krok dalej i postanawiam wykorzystać te życzenie dla kogoś innego. Nic jednak nie przychodzi mi do głowy. Nic, do czasu aż mama podaje mi kolację.


Jest ostatni mięsny posiłek mojego życia, chcę zażyczyć sobie, żeby już nikt nie musiał bezsensownie ginąć (decyzja pod wpływem chwili).
Niestety (a może i to dobrze) nie mam komputera, zbyt wielu kanałów we wspomnianym już telewizorze ani chociaż jakiegoś
znajomego, który doradziłby mi jak miałbym to zrealizować.
Idę więc na łatwiznę i postanawiam być dla świata przynajmniej bardziej neutralny tzn. nie musieć pomagać wszystkim, ale też nie przykładać ręki do cierpienia innych.
Tak zaczął się nowy „świadomy” rozdział mojego życia.

Jestem introwertykiem, niespecjalnie to moje wrodzone cechy, ale po czasie drażniły mnie zabawy z innymi dziećmi, irytowały mnie na wiele sposobów, często nie potrafiłem zrozumieć ich zachowania, popisywania się, bawienia się jakimiś owadami czy niszczenia co tylko wpadło im w ręce, no i nigdy nie miałem potrzeby posiadania najnowszych zabawek, a wszyscy wiemy, że za dzieciaka to zabawki ustalają hierarchię. Oczywiście nie żalę się, jest to wstęp do trudnych początków tego nowego rozdziału.

Nie pobiegłem prosto do mamy krzycząc „Mamo! Mamo! Nie jem mięsa”, raczej zawsze miałem wymówkę, a ten kotlet niedopieczony, te z kolei dziwnie pachną etc. W ostateczności odkładałem cichaczem na patelnie.
O tyle dobrze, że początkowo zrezygnowałem tylko z mięsa, jajka odeszły jakoś rok później, niedługo potem miód, a nabiał stopniowo po 30 miesiącach od pamiętnego dnia. Oczywiście długo to nie zajęło nim wszyscy domownicy zorientowali się o co dokładnie mi chodzi, i jakoś zadowoleni nie byli. Tu się zaczynają schody, moja mama należy do tych kobiet, które są trochę zbyt opiekuńcze, ale jednocześnie nie boją się użyć pasa,  no i uważają, że prawda leży zawsze po ich stronie (do dzisiaj robi mi na urodziny tort, którego nie mogę zjeść).

Więc jak się domyślacie „parę” razy mi się dostało, przez pierwszy rok miałem wiele myśli o zrezygnowaniu z tego życzenia, dochodziły do tego inne problemy, był to dla mnie trudny okres z różnych powodów. Sama rodzina nigdy nie kupuje gotowych dań, to też widok kurzego korpusu w zlewie jakąś niespodzianką nie był. W dodatku jeden z moich braci zaczął pracować w „pewniej” firmie i mięsa nigdy w domu nie brakowało.

Gdy byłem w gimnazjum widziałem już naprawdę wiele rzeczy, które miały miejsce na tej pięknej planecie i miałem tę nieprzyjemność poznać większość negatywnych cech ludzi (chociaż z perspektywy czasu uważam to za plus, uratowało mnie to od „płynięcia z prądem” i zadawania się z ludźmi, których opisuje wers „byle przepełzać jakoś życie, ameby ambicje”, i którzy nie rozumieją, że Ziemia jest pożyczona, nie odziedziczona). Był toteż okres, gdzie zaczynałem się interesować konsumpcjonizmem świata (cytat wyżej) i tego jak ludzie są wykorzystywani, gdzie moją Biblią była Trylogia Qatsi.
Cytat na ten okres? Nawiązując do początku tekstu:

„Tak długo szukałem prawdy w tych tekstach

Znalazłem, jest tylko jedna – blaga.”


 Gdy poznałem nową klasę, nie chciałem by ktokolwiek się dowiedział o moich upodobaniach kulinarnych, głównie dlatego, że już jako dziecko przyjąłem chore ilości krytyki - mojego stylu życia, moich marzeń i planów na przyszłość- dosłownie od każdego: mamy, braci, cioci, babci, kuzynów itd. No może poza ojcem, ale to nie był komplement. Wracając do tematu, o moim wegetarianizmie wiedział tylko ten, kto usłyszał od kogoś innego, samemu robiłem to bardzo rzadko. A jak już wiedział i zadawał standardowe pytanie „dlaczego?” odpowiadałem, że mam alergię, lub nie pamiętam, bo to dawno było, taki charakter, no i brak asertywności.

Ale moje przekonania nie tylko nie gasły, ale wręcz się nasiliły, jak tylko podłączono mi internet, przekopywałem się przez mnóstwo artykułów i filmików, aż w końcu stwierdziłem, że powinienem przejść na weganizm.
Początkowo miałem wiele obaw, ale kolejnym pamiętnym dniem było zobaczenie na YT wykładu, który prowadził Gary Yourskofsky, przyznam się, że wtedy niesamowicie na mnie wpłynął i od tamtego momentu stopniowo wykluczałem coraz to więcej produktów, aż do całkowitego weganizmu.
Nastąpił jednak kolejny punkt zwrotny, bo po około 2-3 latach zacząłem jeść miód, moja decyzja uwarunkowana była tym, że nieco dalsza rodzina na wsi miała własne gospodarstwo i między innymi posiadała własne pszczoły. Niektórym się to pewnie nie spodoba i wyda dziwne, ale osobiście chodziłem w kombinezonie wśród nich i doglądałem procesu produkcji, więc tak długo jak znam pochodzenie tego miodu, nie mam z tym problemów.

Teraz warto jeszcze zaznaczyć, że pierwszą osobą, która zareagowała nieco lepiej niż dotychczasowe najmilsze „aha” (po 4 latach), była moja obecna Przyjaciółka, którą poznałem w liceum. Wiele jej zawdzięczam, okazała się niesamowicie miła i jestem jej niezmiernie za to wdzięczny, wspierała mnie dosłownie we wszystkim, nawet kiedy sam nie widziałem już celu.

Dzięki Wiktoria!

Teraz mamy kolejny niedzielny wieczór, moje 17 urodziny i jednocześnie połowa dekady wegetarianizmu z czego 2.5 roku weganizmu (no poza tym miodem), najgorsze mam za sobą, i jestem dumny, że nie poddałem się pod ciężarem opinii innych. Czego sobie życzę? I tak się nie spełni, ale ciężką pracą chciałbym w najbliższym stuleciu: zebrać się na odwagę i w niedalekiej przyszłości walczyć z niżem demograficznym, zdobyć koronę maratonów ziemi, raczej zmienić, niż podbić świat, a potem…potem się zobaczy.




To tyle jeśli chodzi o chronologię mojego nowego-starego rozdziału, można powiedzieć wręcz redivivus/Redivivatus. Teraz chciałbym napisać za co muszę podziękować temu „wyrzeczeniu”, w cudzysłowie dlatego, że sporo osób widzi to właśnie w sposób negatywny.

SPORT
Tak, to na pewno niezwykle ważna rzecz. Odkąd pamiętam byłem chorowity i wizyta w szpitalu nie była czymś zaskakującym, odbiło się to na mojej kondycji, gdzie byłem jednym z najwolniejszych w klasie. Dla lepszego zobrazowania sytuacji: w 4 klasie byłem w biegu po lesie ostatni, w 3 gim już szósty (nie jestem pewien na ile osób, ale kilkadziesiąt na pewno).
Pomogło mi (na ironię) złamanie ręki, gdzie w ramach rehabilitacji miałem chodzić na basen, to było takim pierwszym pchnięciem w stronę sportu.
Tak abstrahując, nie muszę chyba tłumaczyć, jaki powód mojego złamania wszyscy podawali. No, ale cudów nie było, musiałem zaczekać aż do mojego weganizmu, gdzie stwierdziłem, że ludzie każdą jedną wadę czy niepowodzenie będą zganiać na brak mleka. Nie zastanawiając się zbyt długo ubrałem się i poszedłem pobiegać. Nie był to jedyny powód, ale na pewno moja motywacja opierała się przynajmniej po części na chęci udowodnienia innym, że jednak można. Czy się udało, to nie mi oceniać, na początku liceum życie postanowiło mi utrudnić marzenia chorobą, która teoretycznie zmuszała mnie do minimalizowania aktywności fizycznej.
Rzecz w tym, że ja nie miałem zamiaru z niczego rezygnować, więc nie mogliśmy dojść do konsensusu. Postawiłem na swoim i obecnie trenuję do maratonu (o ile uda mi się przed tym skończyć 18 lat) 4 razy w tygodniu, poza tym 3 razy mam trening siłowy, 1-2 razy koszykówkę w szkole, a jeden dzień zostawiam sobie na rower lub grę w kosza z przyjaciółmi (naprzeciw wszystkim stereotypom). Nie mam jeszcze wiedzy, która umożliwiłaby mi zrobienie najbardziej optymalnego planu treningowego, ale małymi kroczkami będę szedł naprzód. Czas pokaże.

PRZYJAŹŃ
Wspominałem już, że zawieranie znajomości przychodziło mi kiepsko, bo nie potrafiłem zrozumieć lekkomyślnego i egoistycznego zachowania innych ludzi, obecnie jest zdecydowanie lepiej, a paru znajomych mam tylko dzięki mojemu stylowi życia. By się nie rozpisywać, powiem tylko, że jeden z moich kolegów z klasy, taki totalnie obojętny mi typ, poprosił bym pomógł mu zminimalizować jedzenie mięsa. Trenował całkiem często i pochłaniał sporo m.in. kurczaka, do tego był świadomy, że to najzdrowszy sposób nie jest. Na pewno się lepiej poznaliśmy, no i miałem już z nim jakiś temat. Jedno z najmilszych uczuć jakiego doświadczyłem, koniecznie każdy powinien mieć taką osobę, którą inspiruje! Wspomnę jeszcze, że jestem też wolontariuszem na wielu imprezach itd. gdzie również poznałem wiele osób, a naprowadziła mnie na to właśnie chęć pomocy.

KULTURA
Tu tak szybko, od pojedynczych tematycznie nawiązujących utworów zacząłem słuchać np. Bisza, Zeusa czy Carpera, nawet w tym tekście jest multum nawiązań do nich (i nie tylko) dlatego, że nie chciałem zrobić tekstu porównywalnego do małej książki. Kursywa, cudzysłów, a nawet słowa nie wyróżnione naprowadzają na rozwiniecie myśli poprzez inne źródła. Moją uwagę zwracali też malarze, pisarze czy jacykolwiek artyści poruszający nieco poważniejsze tematy niż zbyt niskie kieszonkowe.

UMIEJĘTNOŚCI MANULANE
Czyli co, zacząłem haftować zwierzęta na serwetkach? No, nie do końca, parę lat temu ciężko było zjeść coś choćby wegetariańskiego, nie samą trawą żyje człowiek, więc zacząłem się uczyć gotować. Jakoś specjalnie mnie to wtedy nie kręciło, wolałem spędzać czas przy grach…no, ale  trzeba było sobie radzić (nie byłem na szczęście dzieckiem, któremu wszystko podawano na złotej tacy, do parweniusza też mi daleko), toteż z osoby, która przypala jajecznicę zmieniłem się w kucharza-amatora. Trochę mi to ułatwiło dwoje z moich czterech braci, gdyż są kucharzami, więc podszkolili mnie na swój sposób. Nadal jakoś super dań zrobić nie potrafię, ale przynajmniej ciepły posiłek sobie zapewnię.

WIEDZA
To będzie połączenie obu powyższych punktów. Na pierwszy ogień kontrargumenty, jak np. Koh 3,18 Niespodzianką nie będzie, że zacząłem się zastanawiać co dokładnie jem, więc moja wiedza na temat zdrowego żywienia również bardzo się zwiększyła. Dodatkowo jak przy sporcie, zmotywowany tym, że każde moje niepowodzenie w szkole będzie w oczach innych skutkiem źle prowadzonej diety, zacząłem się przykładać do nauki by nie tylko utrzymać przeciętność, ale i wyróżniać się. Myślę, że nawet czasem mi się udawało zatkać parę osób. Nie bojąc się zobaczyć realnego oblicza świata, moje horyzonty się niezwykle poszerzyły, zacząłem interesować się kulturą państw dalekiego wschodu m.in. poczytałem trochę o medytacji. Naturalnie, nie zgoliłem sobie głowy i nie miałem oklejonej czakry w naklejki indygo, niemniej spodobał mi się ten sposób relaksowania się. Ale chciałbym się skupić na czymś pozornie z tym niezwiązanym, mianowicie na ubiorze.
Skóra, pierze itp. ale poza materiałem, z którego zostało zrobione moje ubranie zacząłem się zastanawiać nad jego pochodzeniem. Z ciekawości posprawdzałem kraj produkcji moich koszulek, przerażająca ilość była z Azji wschodniej m.in. z Bangladeszu. Dzisiaj staram się wspierać nasz rodzimy przemysł ze sprawdzonych źródeł.

PRZYSZŁOŚĆ
To z pewnością bardzo ważny punkt, będzie obszerniejszy bo liczę, że pomoże on paru młodszym czytelnikom. Wybierając szkołę średnią długo zastanawiałem się co chcę robić. Altruistycznie mówiąc zadowoliłoby mnie zwyczajne pomaganie ludziom, ale tak jakoś tak średnio da się z tego wyżyć. (Czy to już werteryzm?) Wybrałem więc pomoc pośrednią i złożyłem papiery do technikum na ochronę środowiska/energię odnawialną. W dosłownie ostatnim momencie, pod wpływem rozmowy z bratem poszedłem do liceum, wtedy myślałem, że to kolejne 3 lata na zastanowienie. Oj jak się myliłem, pod koniec klasy 1 odchodzi wiele przedmiotów, niektóre może przydałby mi się dostać na studia.
Rozpoczęło się ponowne główkowanie i odkopałem porzucony pomysł dietetyki.
Przemyślałem sprawę, stwierdziłem, że to mnie interesuje, a może i komuś pomogę, to czemu nie. Była tylko jedna sprawa, nie miałem rozszerzenia ani z chemii, ani z biologii, a na zmianę klasy było za późno. Kosztowało mnie to wiele stresu i wysiłku, ale po wakacjach udało mi się zmienić trzecie, czyli dodatkowe rozszerzenie na fizykę. Kolejnym promyczkiem nadziei było to, że miejscowa uczelnia przyjmuje po maturze ze wspomnianego przedmiotu.
Tutaj chciałbym podziękować Damianowi Parolowi, który zechciał mnie wysłuchać i doradzić.

Przy spełnianiu tego wszystkiego pomogła mi moja „super moc”, czyli uczenie się na błędach innych. Dzięki takiemu zachowaniu, w niektórych grupach zaczęto mnie nazywać „Zepsuty” (oczywiście ironicznie), bo zamiast libacji wybierałem książkę, a potem rezygnowałem z wylegiwania się na rzecz produktywniejszego dnia.

Ale żeby nie było zbyt cukierkowo, oczywiście trzeba się nastawić na parę trudności, sam potrafiłem w środku nocy biegać ze szklanką po pokoju, usiłując złapać muchę. Dobra, poważnie np. nie chodzenie z przyjaciółmi na coś do żarcia (chyba, że ich przekonasz do stołowania się w innych miejscach, mnie się jeszcze nigdy nie udało, nic na siłę) czy konieczność przynajmniej częściowego zmienienia swoich nawyków.
I cierpliwość…dużo cierpliwości.

Osoby, które te decyzje podjęły już jako dorośli, mogą to wyśmiać, ale dla mnie to najważniejsza decyzja w życiu, która całkowicie je odmieniła.
Jeśli już mogę coś przekazać, to chciałbym, by osoby dopiero zaczynające swoje nowe RolePlayingLife nie zamartwiały się tak przyszłością, ja nie miałem żadnej wiedzy, mimo to obyło się bez niedoborów. Co oczywiście nie znaczy, że nie należy przykładać do tego uwagi! Kolejna sprawa, ludzie wcale nie są aż tacy bez serca, i raczej nikła liczba (o ile w ogóle) zerwie z wami znajomość, jeśli ktoś uważa, że nie macie racji, należy go wysłuchać i obiektywnie podejść do sytuacji, wyrazić swoją opinię, kto wie, może zmieni nastawienie. Nie polecam też „chwalić” się tym wszędzie, ale co ważniejsze, to nie powód do wstydu i nie należy skrywać tego w sobie za wszelką cenę (patrząc z perspektywy czasu na siebie samego). To tyle, bardzo obszerny tekst, ale liczę, że może kogoś zmotywowałem do przemyślenia dalszych życiowych decyzji.


\




Marcin Wójciak
17 lat, II klasa I LO w Szczecinie,
zainteresowania:
sporty (szczególnie koszykówka), muzyka - od rapu przez muzykę filmową po klasyczną, kultura azjatycka (głównie japońska), niemiecka filozofia XIX w. np. Nietzschego, książki







                                                                              

2 komentarze :

  1. Wow jestem w szoku, że w tak młodym wieku, można zrezygnować z jedzenia mięsa. Sama na pewno bym się na to nie odważyła. A co do maratonu to trzymam kciuki :)
    Pozdrawiam
    Mój blog - KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoje przeżycia przypominają mi moje ale ja nie miałam nigdy tyle odwagi co ty . Gratuluję jesteś wieliki:-)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.