6.9.16

Ból fizyczny - walczyć czy akceptować?

Najpierw walczysz.

Nie płaczesz. Odliczasz godziny do tabletek, dni do następnej wizyty, dni do następnego zabiegu. Odliczasz też czas do spania, bo:
1. jak śpisz to nie boli,
2. boisz się iść spać, bo boli.

W sumie nie lubisz niczego: nie lubisz się kąpać, nie lubisz jeść, nie lubisz czytać, nie lubisz jechać samochodem. Nienawidzisz kichać. W końcu jedyne co lubisz to ogólne pojęcie "siedzieć w domu". Wytrzymujesz i spotykasz się z ludźmi. Robisz co możesz - nalać wodę do czajnika i ubrać sobie sama spodnie... A jak masz lepsze dni to otwierasz sobie sama drzwi od samochodu i sama je zamykasz. Jak masz gorsze - ktoś robi to za Ciebie. Piszesz posty jednym palcem lewej ręki. Żeby otworzyć lapka na biurku przytrzymujesz go stopą. Stopą też trzymasz kartki książek, żeby Ci się nie zamykały... 

Przychodzi moment, gdy ból wychodzi ponad granice Twojej wyobraźni. Zastanawiasz sobie jak sobie z nim poradzić, jak go znieść, a później jak w ogóle przeżyć. 

W końcu zaczynasz akceptować.

Klękasz na podłodze w łazience, by ubrać sobie sama bluzkę. Zaczynasz też płakać, gdy nie możesz unieść kubka z herbatą. Wkurzasz się na wszystkich i wszystko wokół jednocześnie mając świadomość, że Twoje rozdrażnienie to Twoja wina. Płaczesz ze złości na swoje ścierpnięte ciało. Masz ochotę wyrzucić swoją torebkę idąc po mieście, bo nie możesz jej unieść, choć masz w niej minimum. Później jest coraz lepiej. Mówisz sobie "jest okej" i wiesz, że po prostu musisz to wytrzymać. Przeboleć swoje. Wyluzować i zaakceptować. Zamykać oczy i poznawać się z tym bólem, bo i tak Cię nie opuści. 

A później zastanawiasz się DLACZEGO i JAKIM PRAWEM?

Dlaczego cierpisz w 21. wieku, gdy medycyna jest na tak wysokim poziomie, że niektóre sposoby ratowania ludzkiego życia nie mieszczą Ci się w głowie? Jakim cudem nie ma jeszcze środka, który realnie uśmierzy ból?

Różnica między mną a innymi:

Mój ból trwa równe 3 miesiące. Dzień w dzień, ale kiedyś się skończy. Ja wyzdrowieję. Z przerażeniem (bo nawet nie z współczuciem - Z PRZERAŻENIEM) myślę o ludziach, którzy nie wyzdrowieją. Przez ten okres zdrowienia jestem, bo jestem. Po prostu sobie egzystuję z myślą, że będzie dobrze. Ale są takie dni jak ostatni weekend, gdy z bólu nie wiem jak się nazywam, gdzie jestem i o co w ogóle w życiu chodzi. Całkowite przyćmienie. Możesz mi wierzyć lub nie, ale są osoby, które mają tak na co dzień. Weźmy sobie mężczyznę, którego mogłeś znać. Był pozbawiony wizji wyzdrowienia, którą ja posiadam. Przypomnij sobie najgorszy ból, jaki kiedykolwiek czułeś i spróbuj w myślach przeżyć z nim tydzień. I znowu pomyśl o tym mężczyźnie.


Wiesz, trochę się to zbiegło.

Przez cały ten czas myślę o Joannie, która powołała do życia Fundację Chustka. Myślę jak dobrze zrobiła tupiąc nogą, by walczyć o wolność od bólu. 

Poznałam dobrze swoje ciało i zaufałam intuicji.

Jak długo można myśleć, że "jest się silną babką"? Kiedyś "bycie silną babką" oznaczało dla mnie dokładnie "wytrzymać wszystko". Teraz znaczy wiele więcej. Teraz oznacza słuchanie swojego ciała i umysłu. Oznacza bycie ze sobą. Przebywanie ze sobą. Akceptacje siebie. Działania intuicyjne, które okazały się być słuszne nawet z medycznego punktu widzenia. Zrobiłam dobrze swojemu ciału odmawiając zabiegu, bo czułam jak przekraczało to jakąś granicę wewnątrz mnie. Nauczyłam się dbać o siebie psychicznie i oczekiwać odpowiedzi od lekarzy. Nie są wszechwiedzący - nikt nie jest. Mój lekarz prowadzący (ortopeda) pokazał mi, jak leczy się swoich pacjentów (z bólu psychicznego!) mówiąc:
Możesz przyjść do mnie w każdej chwili, zawsze Cię przyjmiemy. Jestem po to, by Cię uspokoić. To oczywiste, że pacjent się martwi - martwi się o to, co dzieje się z jego ciałem i nie ma w tym nic dziwnego. Nie jestem w stanie pomóc Ci z bólem, ale zapewniam, że z mojego punktu widzenia wszystko idzie w najlepszą stronę.
Ten lekarz przyjmuje mnie w ramach NFZ, jest wyjątkiem od reguły. Powiedział mi to, gdy wpadłam do gabinetu przed innymi pacjentami i mówiłam, że mam dosyć, że nie wytrzymuję i nie wiem, co robić. 

ZRÓB TO, ZRÓB TAMTO, NO DALEJ!

"Powinnaś odpocząć. Powinnaś się rozruszać. Nie płacz. Wypłacz się. Nie lecz się prywatnie. Niepotrzebnie zgodziłaś się na operację. Zły gips Ci założyli. Musisz ruszać ręką. Nie oszczędzaj się tak. Nie przesilaj ręki. W ogóle się nie przesilaj. Powinnaś już prowadzić auto. Posprzątaj. Nic nie rób, zrobię za Ciebie. Zapłaciłaś za dużo za wizytę. Za dużo RTG!" Wszyscy mówią, co robić i udzielają złotych rad. Na szczęście słucham tego tylko w związku z wypadkiem. Ludzi, którzy dyktowali mi jak żyć, dawno już od siebie odsunęłam.

To, co pokazuję Ci dzisiaj to godzina z mojego życia i weź to pod uwagę. Nic wnioskuj na tej podstawie czy uśmiecham się na co dzień albo czy pracuję. Napisałam post i tak mnie boli ten tekst, że obawiam się, że szybko do niego nie wrócę. Dlatego klikam "Opublikuj" i puszczam go w świat. Niech służy. Bo jestem pewna, że posłuży wielu z Was. 

Przesyłam najbardziej czuły uścisk, jaki mogę przesłać!

18 komentarzy :

  1. Ładnie napisałaś o swoim cierpieniu. Tak... pokrzepiająco. W pewnym momencie odporność na ból wrasta i człowiek czuje mniej - ale on jest dalej obecny. Obyś szybko wyzdrowiała!

    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem pewna, czy dobrze zinterpretowałam to, co przeczytałam. Prawdą jest, że ludzie często tkwią w bólu fizycznym, myśląc o tym, że boli szkodzą swojej psychice i wcale nie jest lepiej. Staram się nie postrzegać nikogo przez pryzmat momentu, wydarzenia, które jest tylko częścią historii. Staram się zrozumieć ludzi i nie przejmować tym co mówią, bo są osoby, które będą chciały snuć plan mojego życia nie związany z tym czego ja chcę. W pewnym sensie jest to skłonność ludzi do uogólnienia, przyjmowania pewnych wzorców zza których nie chcą wyjrzeć. Cieszę się, że są jeszcze lekarze, którzy podejmują się zawodu świadomie, a nie tylko dla pieniędzy. Życie nieraz udowodniło, że tu nie chodzi o prywatnie czy na NFZ, tylko do jakiego człowieka trafisz. Widziałam, że gdzieś pisałaś o kontuzji, dlatego życzę Ci szybkiego powrotu do zdrowia, a także by ból szybko zniknął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze zrozumiałaś (jeśli myślisz to, co myślę! :D)- ja też tak miałam przez jakiś czas, że tkwiłam w tym psychicznie. Że boli (a ciężka jest świadomość tego, co dzieje się w twoim ciele, jeśli masz bujną wyobraźnię), że jest ciężko. I tak było - bo tak myślałam. Jeśli chodzi o lekarzy, to jeden z dwóch lekarzy na NFZ (drugi to rodzinna pani doktor), których sobie cenię. Reszta to prywatnie i jeszcze dobrze wybrani, bo ciężko wytrzymać ze specjalistą, który traktuję Cię jak numerek pesel, a nie jak człowieka z historią. Dziękuję, wracam do zdrowia! :)

      Usuń
  3. Jestem w szoku... o_O
    Nie wiedziałam, że się borykasz z takimi sytuacjami.
    Wysyłam LOVE <3 <3 <3 <3 <3

    Moje cierpienie to - tylko - potworne migreny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Migreny też są straszne. Sama nie miewam, ale mam w rodzinie jedną osobę, a druga jest przyjacielem rodziny. Ta druga jest wyciągnięta z życia, jak zacznie ją boleć głowa i nie widać jej dwa dni. Dziękuję za lovki <3 <3 <3

      Usuń
  4. Odwzajemniam uścisk!!! Jesteś wielka Izo! A wiesz dlaczego? Bo nie rozczulasz się nad sobą (lub masz ten etap za sobą) nie płaczesz jak życie Cię skrzywdziło tylko mimo wszystko, mimo bólu idziesz do przodu! Prowadzisz bloga i jeszcze organizujesz Spotkanie Świadomych Blogerek!! Ile innych osób w Twojej sytuacji by zrobiło to samo?? Widzisz cierpienie innych, jesteś świadoma, że ktoś ma gorzej.
    Jesteś w tym wszystkim silna! Mimo odczuwanego bólu fizycznego umiesz swoje uczucia zinterpretować. Brawo Ty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Etap rozczulania mam za sobą i nie ma co tego ukrywać ;) Krysia, jesteś taką ciepłą babką! <3

      Usuń
  5. ja uszkodziłam kolano. Niestety do tej pory nie usłyszałam jasnej diagnozy, jedni mówią "miesiąc i wracasz do pełni formy", drudzy sugerują operacje i mówią że do sportu już wcale nie wrócę... ból nie jest dla mnie na ten moment bardzo uciążliwy, ale psychicznie z dnia na dzień czuję się coraz gorzej. Nie mogę realizować żadnej ze swoich pasji, siedzę w pracy, a potem siedzę w domu :( Nie wyobrażam sobie takiego życia. Jestem pełna podziwu i szacunku dla ludzi, którzy pomimo trwałych chorób potrafią się z czegoś cieszyć. Mnie już napadło poczucie rezygnacji, nic mi się nie podoba, jestem niemiła, czuję się więźniem własnej nogi. Trzymam się myśli, ze po kilku miesiącach może być ok. Ciągle szukam informacji nt leczenia, ale czym więcej czytam tym większy mam mętlik i tym czarniejsze scenariusze pojawiają się w mojej głowie.
    Życzę zdrowia i mam nadzieję że już niebawem obie będziemy mogły cieszyć się pełnią zdrowia i szaleć skakać z radości, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, dobrze Cię rozumiem. Martwi mnie to, że czujesz się gorzej psychicznie, więc jeśli chciałabyś pogadać, to jestem, ponarzekamy razem ;) Mi najbardziej przeszkadza to, że nie mogę uprawiać żadnego sportu i Tobie chyba też? Z lekarzami jest ciężko... Mnie po wypadku widziało 4 ortopedów i ich wypowiedzi na temat jednej kości były: złamana, nadpęknięta, brak złamania, "widzę na tym RTG jakieś cieniowanie..." :D Byłam w gipsie i tak, ale sytuacja komiczna :D Trzymaj się, Kochana!

      Usuń
  6. Hej, w najnowszym numerze Charakterów jest kilka artykułów poświęconych bólowi właśnie i psychologicznych strategii na przetrwanie z nim. Może Cię zainteresuje?

    Ściskam i mam nadzieję, że wszystko w końcu będzie ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukam, może są udostępnione w internecie. Dzięki! :)

      Usuń
  7. Kiedy boli to myślę sobie, że kiedyś przecież musi przestać. Nie potrafię sobie wyobrazić co jest i co się myśli kiedy nie przestaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... Chyba nadal myślisz, że kiedyś musi przestać ;)

      Usuń
  8. Dobrze gdy ma się zaufanego lekarza. Gorzej jeśli trafi się na takiego, który Cię lekceważy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywają i tacy, ale od takich się odsunęłam. Lepiej dla mojej psychiki :)

      Usuń
  9. Trafiłam do Ciebie przypadkiem, ale temat tego wpisu jest mi bardzo bliski i nigdy o tym nie pisałam nigdzie publicznie. Wiem, co to jest ból fizyczny, mam dopiero 25 lat, ale odwiedziłam w związku z tym wielu lekarzy, którzy rozkładali ręce. Nauczyłam się z tym żyć, pracować, znalazłam pasję (jaką jest prowadzenie bloga urodowego) i muszę powiedzieć, że mniej jest złych dni. Najważniejsze, to się nie poddawać, nawet, kied do głowy przychodzą najgłupsze i najczarniejsze myśli. Są niestety schorzenia, których nie da się wyleczyć, ani uśmierzyć bólu. Osoby, które kiedykolwiek miały problemy ze stawammi skroniowo-żuchwowymi wiedzą o tym doskonale. Najważniejsze, by znaleźć dobrego, wyrozumiałego lekarza, który znajdzie sposób, by trochę ulżyć w cierpieniu. I rodzina, która wspiera, kiedy jesteś zła na cały świat. Życzę Ci wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Tobie też, Skarbie! Cieszę się, że masz teraz pasję i jest lepiej! :*

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.