2.1.17

Noce, których się nie przesypia

Wspieram kobiety w rozwoju, ale ten post będzie potwierdzeniem, że sama wciąż wzrastam. To proces, który nigdy nie ustaje - zawsze jest coś do odkrycia. Mylnie definiowałam wsparcie łącząc je ze szczęściem (wyłącznie) i nie publikowałam treści, które mogłyby teoretycznie wprowadzić w poczucie beznadziejności. Teraz myślę, że te teksty mogą pomóc Ci bardziej, niż inne, bo pozwolą Ci czerpać wiele ze słabości. Z tej słabości, o której wszędzie się krzyczy, że należy jej unikać, ale ona jest częścią codzienności. Powinna być umiejętnie przyjęta, bo Wszechświat dał Ci ją nie bez powodu.
Uśmiech nie oznacza szczęścia, a jego brak tego, że jesteś nieszczęśliwy. Czasami wynika to z doświadczeń minionych dni. Czasami z myśli, którymi karmisz swój umysł. Czasami z ludzi, którymi się otaczasz.

To było miesiąc temu. Od trzech dni nie mogłam spać i wściekałam się na siebie, zamiast pozwolić sobie to przeżywać. Myślałam tylko o godzinach, które zostały mi do budzika i o tym, że muszę wstać z łóżka niezależnie od wszystkiego tego, co się stało. Później wściekałam się na to, że nie mam wyboru w takiej sytuacji i niezależnie od stanu mojego umysłu muszę po prostu wyjść z domu, wsiąść w pociąg i iść tam, gdzie się zobowiązałam.

Wracałam wieczorem samochodem przeżywając wspaniały dzień, ciesząc się rozpoczęciem nowych projektów, które zamienią rok 2017 na rok prawdziwych inspiracji i szczerych rozmów. To dzień, w którym ryzykowałam szczególnie wiele, a później miałam pić szampana opowiadając wszystko bliskim. 
I wiesz, zanim dojechałam do domu widziałam poważny wypadek samochodowy, a później jak samochód przede mną potrącił sarnę. Umierała na oczach moich i mojej Mamy, podczas gdy ja w samochodzie wykonałam około 10, może nawet 15 telefonów, by uzyskać pomoc. W słuchawce usłyszałam w końcu: "czy sarna będzie chciała żyć czy nie, i tak skończy żywot". Zatkało mnie. Nie dlatego, że zwierzę zostanie zabite, ale dlatego, że próbowano zrobić ze mnie szaleńca. Później zależało mi tylko na tym, by przyjechał ktokolwiek - weterynarz, który da jej zastrzyk ze środkiem usypiającym albo myśliwy, który zastrzeli. Chciałam, by skończył się jej ból, bo ta sarna płakała, a razem z nią moja Mama. Mama czekała do nocy w zacięciu, by sprawdzić, czy interwencja przybędzie na pewno. Dojechali, ale sarenka zdążyła odejść sama. Lepiej. 

To udowodniło, że możesz zrobić wszystko co w Twojej mocy, by uratować czyjeś życie. Później wszystko, co możesz zrobić dla siebie to pogodzić się ze śmiercią. Nauczyć się rozstawać ze świadomością, że ktoś będzie z Tobą nadal, ale nie będziesz mógł już go dotknąć. Nie jest to łatwe, ale obchodzenie się ze śmiercią w ten sposób jest dla mnie lepsze. Lepsze, niż rozpacz i poczucie straty do końca życia. Nie chodzi o skakanie z radości (aczkolwiek wyrażaj to, jak chcesz), ale o świadomą i spokojną akceptację. Jakkolwiek głośno nie będziesz krzyczeć, nic nie wróci komuś życia. Ale czasami krzyk pomaga. Wiem.

Bywają noce, których się nie przesypia. Bywają jedna po drugiej. Zaczynasz się wściekać na siebie. Za to, że nie potrafisz nad sobą zapanować, że złościsz się o byle co, że wszystko jest nie tak!

Te noce Cię wzmacniają - sprawiają, że serce bije szybciej, a sprzeczne myśli obijają się o siebie w głowie. Masz dosyć i myślisz, że już dłużej tego nie zniesiesz. Chcesz się rozpłakać, wstać z łóżka i dać ujście tej ogromnej energii (najlepiej krzycząc lub męcząc się fizycznie). Chcesz zrobić coś - cokolwiek z tym strasznym, niesprawiedliwym światem!
Spokojnie. Daj sobie czuć. Dzięki temu pozwolisz sobie na segregację rzeczy ważnych i mniej ważnych. Te najważniejsze postawisz na pierwszym miejscu. I gdy nie ma czasu na kalkulacje, plany i myślenie o tym, co byłoby rozsądne - wybiera serce. Wtedy masz pewność, że wybierasz dobrze. Zobaczysz, co tak naprawdę się dla Ciebie liczy. Życie samo w sobie, dzieci, rodzina. Wcale nie to, jakim jeździsz samochodem i czy w ogóle go masz. 

Wiele zrozumiesz. 
To, co czasami uważamy za "porażkę" lub "niesprawiedliwość" jest cennym doświadczeniem. To mądrość, której nikt Ci nie zabierze, ale też nie każdy zrozumie. Nosisz ją tak głęboko w sercu, że nie będzie Ci zależało na aprobacie znajomych. Ani nikogo innego. Będziesz żył inną codziennością (właściwą dla Ciebie) i wychowywał dzieci tak, jak uważasz za słuszne. To da Ci to szczęście połączone z uczuciem spokoju. Da Ci to, do czego dąży Twoje serce. Wszystko z Tobą w porządku, jeśli masz noce, których nie przesypiasz. 

Pozwalasz sobie czuć życie? Pozwalasz sobie na podążanie za przeznaczeniem? Pozwalasz sobie wzrastać? Kiełkować tym ziarenkom, które masz w sobie nie bez powodu?

16 komentarzy :

  1. 2 wpisy: http://mama-m.pl/dzien-matki-bez-matki/ oraz http://mama-m.pl/po-smierci-mamy/ umieranie dużo zmienia a nie jest popularne na blogach. U mnie jest bo niby dlaczego w parentingu mamy pisac tylko z poziomu matek, jak jestesmy przeciez czyimis dziecmi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie... To prawda. Ten temat powinien być poruszany częściej. W wielu środowiskach niestety nadal jest tematem tabu.

      Usuń
  2. Masz rację, trzeba być świadkiem tragedii, by zrozumieć wiele. Czytając Twój tekst odczuwałam Waszą bezsilność i bezgraniczną rozpacz, cierpienie sarny - mimo wszystko samej. Straszne, uświadomiłaś, że mimo popularyzowania szacunku do zwierząt cały czas brak interwencji i jakiejkolwiek reakcji.
    Dosadnie uzmysłowiłaś fakt - musisz sama cierpieć, by docenić to, co masz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam czytać, co piszesz - nie tylko na Twoim blogu, ale też np. w komentarzach. Jak zwykle w sedno :) Dziękuję! To prawda, że mimo wszystko brak szacunku do zwierząt można obserwować - i to na co dzień :(

      Usuń
  3. A ja ciągle jestem pełna podziwu jak bardzo jesteś dojrzała na swój wiek...w sumie kogoś mi przypominasz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. W relacji rodzic-dziecko to rodzic jest tym mądrzejszym, bardziej doświadczonym, więcej wie, więcej może. Czy to znaczy, że może z tym dzieckiem robić co chce? Nie. Jego przewaga sprawia, że więcej się od niego wymaga. Ma się troszczyć o dziecko, ma dziecku służyć swoją mądrością, doświadczeniem i siłą. Powiedzmy, że z tym większość ludzi by się zgodziła. Ale co się dzieje w relacji człowiek-zwierzę? Człowiek podobnie jest tym bardziej rozumnym, często silniejszym. W związku z tym również powinien być za zwierzę odpowiedzialny, powinien się troszczyć, służyć swoją mądrością. Logicznie rzecz biorąc nasza przewaga nad zwierzętami nie różni się od przewagi nad dziećmi. A jednak powszechne jest myślenie, że ten, kto troszczy się o zwierzęta jest, delikatnie mówiąc, infantylny i niemądry. Cieszę się, że jest coraz więcej osób, które troszczą się o inne istoty, bez względu na wiek, płeć, zasobność portfela, sposób życia, czy gatunek. Cieszę się, że sama pomału się tego uczę. Dzięki, Iza, za wartościowy wpis. Każde zdanie daje tutaj do myślenia. Nie przestawaj pisać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwia, w Twoich komentarzach zawsze odnajduję to, co dodatkowo powinno znaleźć się w moim tekście :D To prawda, że ludzi dbających o zwierzęta uważa się za infantylnych, a ratujących zwierzęta - za tych najgorszych, co "wolą ratować konie z transportu niż wpłacać na niepełnosprawne dzieci". Przykre, ale często spotykane. Dziękuję <3

      Usuń
  5. Wbił mnie w fotel trochę Twój tekst.. nie wiem czy szybko bym się potrafiła pozbierać po takim widoku, pewnie też bym przeżywała przez długi czas :( Ale masz zupełną rację, życie trzeba odczuwać, a emocje powinny znaleźć jakieś ujście - ja się cały czas tego uczę, bo zawsze miałam problem z wyrażaniem swoich emocji, ale jest coraz lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często wyrażam emocje, ale z drugiej strony uczę się je czasami hamować - nie pytaj ile raz się rozpłakałam ze złości jak uciekł mi pociąg, na który biegłam! :D Powodzenia <3 Wiesz, czasami takie sytuacje uświadamiają wiele rzeczy i przywołują do porządku. :)

      Usuń
  6. Życie każdego dnia obdarowuje nas nowym doświadczeniem. Tylko od nas zależy jak je przyjmiemy i przeżyjemy. I nie chodzi o to by tłumić emocje. One są integralną częścią życia, pokazują nam co jest dla nas dobre, a co nas niszczy, pozwalają dokonać właściwych wyborów i żyć w pełni. To dzięki emocjom i uczuciom jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Dlatego pozwolenie sobie na ich przeżywanie jest tak naprawdę jedyną drogą poznania siebie i dzięki temu, drogą rozwoju. Obserwacja siebie w przeżywaniu emocji daje nam najlepszy obraz nas samych. I dobrze jest pamiętać, że czym innym jest przeżywanie/obserwowanie emocji, a czym innym ich wyrażanie... Nie zawsze trzeba uzewnętrzniać to, co się czuje, ale... O rany, mogłabym tak jeszcze długo... Na ten temat można napisać książkę. Właściwie już wiele zostało napisanych :) Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, jesteś cudowna ;)) Uzewnętrznianie a przeżywanie trochę inna sprawa, racja. Chociaż ja czasami muszę się rozpłakać, no... muszę ;) Nie widzę innego wyjścia. Dziękuję <3

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.