14.2.17

Nie jestem za Ciebie odpowiedzialna

Przygotowałam na dziś tekst nieco inny niż wszystkie krążące w sieci już od tygodnia. Mam na myśli te w klimacie miłości i Walentynek. Przygotowałam coś, co naprawdę może mieć na Ciebie wpływ i prawdopodobnie odciąży Cię od zbędnego balastu. Od tego ciężaru, który nosi Twój umysł. Zastanawiałeś się kiedyś, jakim cudem dajesz radę to wszystko udźwignąć? I nie zwariować? I nadal pozwalać na to, by Ci go dokładano?


Nie jestem odpowiedzialna za Twoje czyny. Oczywiście, możesz mnie obwiniać o swoje działania, ale nie ja za nie ręczę. Możesz krzyczeć i wywierać na mnie presje. Możesz powtarzać z nadzieją, że kłamstwo wypowiedziane 1000 razy stanie się prawdą. Nie jestem za Ciebie odpowiedzialna. Jesteś drugim człowiekiem. W gruncie rzeczy zupełnie niezależnym ode mnie.

Nie jestem odpowiedzialna za Twoje słowa. Możesz mówić co chcesz, gdzie chcesz i komu chcesz. Możesz mówić prawdę lub kłamstwa, wyraźnie lub niewyraźnie, wprost lub owijając w bawełnę. Możesz mówić o mnie dobre lub złe rzeczy. Możesz powtarzać moje słowa, sugerować się moim zdaniem lub zupełnie się z nim nie zgadzać. To Twoje usta, Twój język, Twój głos. Nie jestem za Ciebie odpowiedzialna. Jesteś drugim człowiekiem. W gruncie rzeczy zupełnie niezależnym ode mnie.

Nie jestem odpowiedzialna za Twoje decyzje. Wybierasz taką drogę, bo być może nie widziałeś innej. Może była wówczas najkorzystniejsza. Zdecydowałeś działać według określonych zasad, pomijając pozostałe lub biorąc je pod uwagę. Twoimi wyborami kierują serce i intuicja lub rozum. Traktujesz je w kategoriach złych i dobrych lub nie podlegają segregacji. Budzą w Tobie frustracje lub się nimi nie przejmujesz, a może są Twoim ukojeniem i cennym doświadczeniem. Nie jestem za Ciebie odpowiedzialna. Jesteś drugim człowiekiem. W gruncie rzeczy zupełnie niezależnym ode mnie.

Nie obwiniaj mnie za Twoje życie. Jestem najbliżej, ale nie znaczy, że jestem temu winna. Mogłam Cię obronić lub nie, a Ty mogłeś mnie posłuchać lub odrzucić. Mogłam mówić, by być niesłuchana i mogłam wysłuchiwać Ciebie, by nic nie powiedzieć. Mogłam poświęcić swoje życie dla Twojego. Mogłam Ci pozwolić radzić sobie samodzielnie. Mogłam udzielać rad i dzielić się z Tobą drogowskazami, ale każdy z nas ma przecież swoją duszę. Każdy z nas w głębi serca wie, co powinien zrobić, ale nie zawsze z tego korzysta. Nie jestem za Ciebie odpowiedzialna. Jesteś drugim człowiekiem. W gruncie rzeczy zupełnie niezależnym ode mnie.

Mogę mieć na Ciebie nieznaczny wpływ, bo przecież w środku serca Ty wiesz, co chcesz zrobić i właśnie to zrobisz. Mogę mieć na Ciebie wpływ, ale nie jestem za Ciebie odpowiedzialna.


Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak często w związkach (nie tylko między kobietą a mężczyzną - także w relacjach z bliskimi) dochodzi do zrzucania odpowiedzialności na drugą osobę i wzajemnego obwiniania. Społeczeństwo i kultura nauczyły nas, że poświęcać się dla kogoś znaczy być lepszym człowiekiem. Zapomnieliśmy tylko, że chodzi o tę piękną, czystą i bezwarunkową miłość. Miłość, która jest energią. Cudem. Miłość, w której nie chodzi o to, czyja wina, że wpadliśmy w długi, spaliliśmy obiad, nie tak wychowaliśmy dzieci i nie ta miłość, w której myślimy w kategoriach gorszy-lepszy. Znasz związki, w których uczucie ciężaru odpowiedzialności za drugą osobę niszczy tego, który je dźwiga?

12 komentarzy :

  1. Myślę, że warto sobie to uświadomić jak najszybciej, że za nasze życie, decyzje, działania jesteśmy odpowiedzialni tylko my sami. Za nasze myśli, podejście do życia również. W związku staram się być dla drugiej osoby i dawać jej przestrzeń do rozwoju, ale także prosić o pomoc, kiedy wiem, że nie daje rady. To była długa droga, aby się tego nauczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też była do tego długa droga, więc piątczka! ;)

      Tak naprawdę wybieramy łatwiejszą ścieżkę - przecież lepiej zrzucić na kogoś i umywać ręce niż spróbować coś zmienić.

      Usuń
  2. Mądry post! Zdecydowanie jeden z lepszych,które czytałam ostatnio. Masz takie fajne spojrzenie na to wszystko, takie szczere.:D♡ Większość kłótni w moim przypadku wynikało przez obwinanie drugiej osoby, ale przecież tak jak napisałaś każdy z nas jest za siebie odpowiedzialny. Dobrze, że w porę zrozumiałam wiele rzeczy.
    asiaknebel.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Asiu <3 Cieszę się, że Ci się podobał - a szczerość sobie cenię ;) Ja też w porę zmądrzałam! ;)

      Usuń
  3. Gorzej, jak druga osoba nie podziela ciężaru odpowiedzialności za osoby zależne, np. dzieci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lenka, to jest w ogóle kwestia na inny post :(

      Usuń
    2. A propos odpowiedzialności za dzieci... Przez długi czas nosiłam w sobie mocno zakorzenione przekonanie, że podział odpowiedzialności w moim małżeństwie jest, delikatnie mówiąc, nierówny. Wynikały z tego oczywiście awantury. Później pojednania, spokój, znów kłótnie i tak w kółko. Punktem zwrotnym stał się moment, gdy uświadomiłam sobie, że już nawet nie chce nam się ze sobą godzić i zaczynamy się przyzwyczajać do stanu jedynie tolerowania się nawzajem z zaciśniętymi zębami. W tym samym momencie trwał dość poważny kryzys z dwiema osobami, które poza mężem i dziećmi wypełniały prawie w pełni moją rzeczywistość. Byłam załamana, bo poczułam, że jestem na tym świecie sama. Nie mam nikogo po swojej stronie. I wtedy na chwilę mnie olśniło. Pojawiła się myśl "A może powinnam zrobić porządek z samą sobą, ze swoim sercem i duszą, a wtedy wszystko inne również się poukłada?" Dokładnie wtedy na pobliskiej tablicy ogłoszeń pojawiła się reklama gabinetu psychologicznego. Przypadek? ;) Przez około 3 miesiące spotykałam się z panią psycholog. To były jedne z najlepiej wykorzystanych pieniędzy i minut w moim życiu. Widzę, jak zmieniła się moja mentalność, schematy myślenia, jak potrafię nawiązać kontakt z moimi uczuciami. Przestałam się kręcić w kółko z moimi strachami, żalami itp. Odsunęłam na bezpieczny dystans dwie osoby, o których napisałam na początku, dzięki czemu nasze relacje stały się zdrowsze, a ja tym samym zrobiłam miejsce na innych ludzi w moim życiu. Mam w sobie też więcej odwagi, by zaznaczać swoje granice. Owszem, nadal popełniam błędy i z pewnością będę je popełniać do końca swego ziemskiego życia;) ale dużo mądrzej z nich wychodzę. A wielkim plusem mojej metamorfozy jest to, że zauważam pozytywne zmiany wśród najbliższych. Czy to nie wspaniałe mieć w sobie taką nienachalną siłę sprawczą?:) Dlaczego to piszę? Bo wiem już teraz, że z tą odpowiedzialnością w małżeństwie nie zawsze jest tak, jak nam się początkowo wydaje. A nawet jeśli jest, warto najpierw zrobić porządek generalny w sobie. Efekty mogą nas miło zaskoczyć:)

      Usuń
    3. Dziękuję, Sylwia... Zawsze wnosisz nowy ogląd na sprawy ;) Mądra Ty, Kochana! <3

      Usuń
  4. Kiedyś dużo o tym myślałam. I dlatego nauczyłam się mówiąc od początku relacji, że szukam partnera. Że nie chcę nikomu matkować. Oczywiście to banały, ale trafne. Jest wiele form poczucia odpowiedzialności za drugą osobę, ale chyba wszystkie mają więcej wspólnego z relacją nieco patologiczną, a nie miłością.

    Miłość nigdy nie jest destrukcyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! Szkoda, że tego nie dopisałam ;) Masz rację. To o czym pisałam łączy się z byciem w związku (nie ważne jakim, możemy tu mówić też o relacji) toksycznym lub destrukcyjnym. Co masz na myśli mówiąc wiele form odpowiedzialności? Fajnie byłoby rozszerzyć ten temat.. :)

      Usuń
  5. Izabela widzę, że jesteś jeszcze bardzo młodziutka... więc nie do końca zgodzę się z tym tekstem. W małżeństwie jest zupełnie inaczej, mam wspaniałe małżeństwo ale właśnie dlatego że już nie każdy żyje z osobna ale dlatego, że staliśmy się jednością... i teraz wszystko cokolwiek tyczy się mojego męża tyczy się mnie i na odwrót....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, ten tekst nie mówi o tym, by rodzic nie czuł odpowiedzialności za dziecko. Nie mówi też o tym, by wzajemnie - mąż i żona / partner i partnerka - nie czuli się za siebie odpowiedzialni. W domu - w moim domu - mieszka kilka osób. To chyba jasne, że dom nas jednoczy (nawiązując do Twojego komentarza) i że wszystko, co dotyczy domowników dotyczy też mnie i na odwrót. Tak jak w małżeństwie. To, że jestem młoda nie znaczy, że nie posiadam np. inteligencji emocjonalnej. Pozwalam sobie na pisanie takich tekstów tylko wtedy, gdy poznałam coś z doświadczenia. A tekst dotyczył osoby będącej w związku, która jest wiecznie obwiniana i nosi ciężar odpowiedzialności za dwie osoby. To nie jest zdrowe. Wydaje mi się, że widać w nim dystans i uwydatnienie problemu. Nie ma nic wspólnego z czystą miłością, w której nie ma toksyczności i zachowań destrukcyjnych (o których mowa powyżej) ;)

      Usuń

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.