4.8.17

Akceptuję to, przez co kiedyś biłam głową w ścianę

Pierwszy post, który rozpoczął serię pisania poprzez odpowiedzi na pytania znajdziesz tutaj. Napisałam w nim o sobie. O naukach poprzez bycie ze sobą, słuchanie swojego ciała, rozumienie emocji. Dzisiaj chcę napisać dla siebie i dla Ciebie o akceptacji. Bo akceptacja to bardzo trudny temat. Akceptacja czasami boli. Akceptacja ściąga kamień z serca. Co akceptuję?
Akceptuję emocje innych ludzi. Bywało, że ich nienawidziłam. Nie cierpiałam emocji innych ludzi, bo jeśli były inne niż śmiech i radość - nie wiedziałam, co się dzieje. Nie radziłam sobie ze złośliwą kasjerką, z zaczepiającym mnie facetem w pociągu, z matką krzyczącą na dziecko. Teraz nie tyle te emocje akceptuję, co je po prostu kocham. Przytulam te emocje całą sobą. Słyszę nie tylko krzyk - widzę mimikę twarzy, stoję z boku, patrzę na ciało tej osoby, na ruch jej warg, w oczy. Staram się pojąć. Zrozumieć. Obserwuję. Mogę rozmawiać lub tylko to przeżyć stojąc z boku. Mogę robić to bez oceniania. Bo wiesz... jest naprawdę milion powodów, dla których ludzie emocje wyrażają i dla których sobie z nimi nie radzą. Jest milion korzyści z akceptacji ich emocji. Możesz cieszyć się razem z nimi lub dzielić smutek na dwoje. Czasami tylko w sobie.
Akceptuję wczorajszy dzień. Bo był beznadziejny, ale na szczęście już po. Bo był wspaniały i jestem za to wdzięczna. Bo był taki, a nie inny nie bez powodu. Akceptuję go, bo za cholerę - czasu nie cofnę! Przestałam walczyć z upływającym czasem, choć robiłam to przez większość swojego życia. Banalne? Być może. Jednak trudne do wypracowania. Nieoglądanie się za siebie wcale nie jest takie proste. Wszędzie mówi się o tym, by żyć tu i teraz, a wieczne analizowanie swojego życia tym nie jest. Są granice. Ja rozwijam się poprzez doświadczenie - nie tylko poprzez planowanie i analizę.
Akceptuję to, co się dzisiaj wydarzy. I nie płaczę już, gdy coś mi wypadnie z planu lub do niego wpadnie - przypadkowo rozwalając cały grafik. Nie daję sobie psychicznych kar za to, że czegoś nie zrobiłam, że mogłam dać z siebie więcej, że czegoś nie przewidziałam. Wyciągam z tego wnioski i idę dalej. Nie irytuję się, gdy ktoś oczekuje ode mnie kontaktu tu i teraz. Czasami mogę mu to zapewnić, czasami nie mogę lub nie chcę. Przestałam być na zawołanie innych i zaczęłam mieć luki na losowe niespodzianki. 

To, co się dzisiaj wydarzy będzie dla mnie bezcenne, bez względu na to co się stanie. Przyjmuję informacje od świata, gromadzę je, analizuję i są gotowe do wykorzystania. Właśnie dzisiaj i właśnie teraz mogę wcielić je w życie.

Jakie drogowskazy dał Ci dzisiaj Twój dzień?

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Jeśli jesteś na moim blogu, na pewno jesteś zainteresowany treściami, które publikuję. Będzie mi miło, jeśli wyrazisz swoje zdanie na ten temat. Tworzę dla Was i lubię wiedzieć, czego oczekujecie :)

Nie zostawiaj linku do swojego bloga w komentarzu. Moja strona to nie portal z ogłoszeniami. Zawsze wchodzę na blogi autorów, którzy się tutaj udzielają. Oni mogą na mnie liczyć.